KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 5 z 35Strony:  <=  <-  3  4  5  6  7  ->  => 
18-10-16 17:26  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

No my friend- czasem mniejsze zło okazuje się większym złem (w szerszej perspektywie). Tematu nie uważam za zakończony.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
19-10-16 08:06  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Bomby dotknęły trochę ponad sto tysięcy zwykłych ludzi, zgoda. Ale gdyby ich nie użyto, zginęłyby setki tysięcy Amerykanów i miliony Japończyków. Oni nie byli "zwykłymi ludźmi", ZbiGu?

I dopóki nie przestaniesz mi "Panować", już więcej się do Ciebie nie odezwę!

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
19-10-16 12:15  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
yak   

Zrzucanie w 1939 na Niemcy zmodyfikowanych ulotek, najlepiej z wierszykiem Konopnickiej (Mk.II) rozwiązałoby wszystkie problemy. Tylko yak tłumaczyć Konopnicką na japoński? Ja się nie podejmę..

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
19-10-16 12:49  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

W 1943 r. Niemcy ogłosiły "wojnę totalną". Gdyby w tym czasie mieli bombę atomową to na pewno by jej użyli. Mimo niepowodzeń (Stalingrad, Kursk, porażka w Afryce, alianci we Włoszech) w trakcie dalszych walk straty byłyby olbrzymie.
Odpowiadam - tak - cel Berlin.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
19-10-16 12:56  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

I to by było na tyle...

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-10-16 06:49  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
pieczarek   

A ja abstrahujac od dyskusji, ktora rozpetala sie pod Opowiescia przyczepie sie do tego oto zdania: "Wniesiono na pokład także plany miniaturowego okrętu podwodnego typu A, a także stoczniowe rysunki lotniskowca „Akagi” (!), które Niemcy zamierzali wykorzystać jako pomoc przy budowie własnej jednostki tego typu, „Graf Zeppelin”. "
Khe, khe, khe. "Graf Zeppelin" to typ "Akagi"?! Poprosze o zrodlo tych rewelacji? ;)

--
pozdrawiam Kuba

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-10-16 08:24  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Drogi Kubo, zacytuję swój tekst jeszcze raz: "... Niemcy zamierzali wykorzystać jako pomoc przy budowie własnej jednostki tego typu, „Graf Zeppelin”. "

Jako POMOC, a nie WZÓR!

Sprawa jest prosta jak sznurek w kieszeni: w oczywisty sposób nie chodziło tu o skopiowanie okrętu, a jedynie o wykorzystanie niektórych gotowych już rozwiązań konstrukcyjnych, właściwych tylko dla lotniskowców. Ostatecznie Japończycy doskonale wiedzieli jak się buduje takie okręty, podczas gdy bez ich pomocy Niemcy musieliby wszystko opracowywać metodą prób i błędów.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-10-16 08:42  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
pieczarek   

Andrzeju, ale to byla ich wlasna jednostka tej klasy, a nie typu. Ja wiem, ze to kalka jezykowa.

--
pozdrawiam Kuba

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-10-16 18:43  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Ach, no tak... już kiedyś byłem na tym przyłapany :-)
Moja wina że gdy korzystam z anglojęzycznych źródeł, to myślę po angielsku... Już koryguję.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
24-10-16 07:56  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Opowieść 468


ZDĄŻYĆ NA PILOTA


Długi na 236 metrów i mogący załadować 3.351 TEU (TEU – (Twenty-foot Equivalent Unit - równoważnik kontenera 20-stopowego) statek zbudowano w roku 1990 w Kolonii, jakkolwiek zainstalowana na nim maszyna powstała w Poznaniu (Cegielski-Sulzer). Z pochylni kontenerowiec zszedł jako pływający pod flagą izraelską „ZIM America”, i taka nazwa widniała na jego kadłubie do roku 2007, kiedy to zmieniono ją na „Andaman Sea”. Ponadto już trzy lata wcześniej izraelski armator ZIM International Shipping Lines przeflagował statek pod banderę maltańską.

„ZIM America” i „Andaman Sea”, czyli jeden i ten sam statek
,

W 2010 roku „Andaman Sea” przeszedł w ręce Greków, którzy nadali mu imię „Rena”, podnosząc na swym najnowszym nabytku liberyjską flagę. Prawie natychmiast bardzo udana jednostka została wyczarterowana ogromnemu, działającemu na całym świecie armatorowi Mediterranean Shipping Company, mającemu główną siedzibę w Szwajcarii.

„Rena”
,

Od samego początku „Rena” miała filipińską załogę. Filipińczykiem był również kapitan Mauro Balomaga.

Statek wypłynął z nowozelandzkiego portu Napier o 10:20 we wtorek 4 października 2011 roku, obierając kurs na kolejny port tego kraju, Taurangę. Ładunek stanowiło 1386 kontenerów, w tym 11 z żelazokrzemem, niebezpiecznym ładunkiem mogącym ulec zapłonowi w przypadku kontaktu z wodą. Zbiorniki paliwowe zawierały 1700 oleju napędowego i 200 ton diesla.

1700 ton oleju czyli 2 miliony litrów. Dużo to czy mało? Doskonałą odpowiedź na to pytanie daje poniższy rysunek


Kapitan podał agentowi w Taurandze ETA (Expected Time of Arrival – spodziewany czas przyjścia) stacja pilotowa 3:00 w nocy. Balomaga wyliczył tę godzinę dzieląc ilość mil przez szybkość eksploatacyjną czyli taką, przy której maszyna zużywa najmniej paliwa. Nie wziął jednakże pod uwagę niekorzystnych prądów przebiegających wzdłuż brzegów wyspy.

Wyspa Północna Nowej Zelandii. Zaznaczone strzałkami Napier i Taurange dzieli niewielka odległość


O prądach tych kapitan dowiedział się dopiero po wyjściu, gdy przyjrzał się dokładniej zapisom na mapie. Po krótkim zastanowieniu wydał wachtowemu oficerowi rozkaz zboczenia z wcześniej zaplanowanego kursu aby tym samym skrócić drogę, a przy okazji może nawet znaleźć korzystniejszy prąd.

O północy wachtę przejął drugi oficer, Leonil Relon. Z wyliczenia wyszło mu, że przy obecnej szybkości statek dotrze do stacji pilotowej za trzy godziny, czyli zgodnie z ETA, podanym przez kapitana po wypłynięciu z Napier. Z powodu zmieniającej się głębokości oraz siły pływów w kanale wejściowym do Taurangi, okno na nocne wejście do portu zamykało się krótko po godzinie trzeciej. Innymi słowy albo statek weźmie pilota najpóźniej o trzeciej, albo będzie czekać na redzie na kolejny przypływ. Taką właśnie informację przesłał na statek dyżurny Zarządu Portu.

Zalecany i planowany wcześniej kurs do stacji pilotowej przechodził o dwie mile na północ od Rafy Astrolabium (Astrolabe Reef). Po jej minięciu należało przełożyć ster i popłynąć wprost ku oczekującej pilotówce. Zęby zaoszczędzić nieco czasu, drugi oficer postanowił ściąć zakręt i minąć rafę w odległości jednej mil, zamiast dwóch. W tym celu dokonał kilku niewielkich, następujących po sobie w szybkiej sekwencji zmian kursu. Finalnie oznaczało to zejście z oryginalnego kursu o 5 stopni. Niby tylko pięć, ale... oficer nie wziął pod uwagę możliwości choćby tylko niewielkiego błędu we wskazaniach kompasu, a przed wszystkim spychania z drogi przez naciskający na burtę prąd.

Na mostku pojawił się kapitan, aby poczynić przygotowania do podejścia pod pilotówkę. Balomaga przejął kontrolę nad statkiem, nie odbierając jednakże od wachtowego żadnej informacji co do pozycji. Drugi oficer nie poinformował go o samowolnym zejściu z kursu!

Niebieska linia pokazuje jakim kursem statek powinien płynąć, a przerywana kurs faktyczny


Podczas tego nietypowego przekazywania obowiązków, żaden z nich nie monitorował pozycji statku, który o 2:14 wszedł z szybkością 17 węzłów na rafę. Przeraźliwe zgrzyty w jednej chwili wyrwały załogę ze snu. Statek zatrzymał się gwałtownie, z miejsca nabierając przechyłu na prawą burtę.



, ,

Rafa Astrolabium jest jednym z nowozelandzkich morskich cudów ze swymi podwodnymi jaskiniami, dolinami i przed wszystkim niezwykle bogatą fauną i florą. W jej pobliżu można zobaczyć nawet tak rzadkie zwierzęta jak wieloryby błękitne, jak również delfiny, foki, rekiny czy ośmiornice. Nieprzypadkowo zatoka w której znajduje się rafa, została przez pierwszych Europejczyków nazwana Zatoką Obfitości (Bay of Plenty). Tego rodzaju atrakcje ściągają tam mnóstwo turystów, których obecność ma ogromny wpływ na ekonomikę całego regionu.

Rafa Astrolabium


Gdy rankiem rozeszła się wiadomość o wejściu statku na rafę, bliscy paniki byli przede wszystkim płetwonurkowie. Czy ogromny ciężar nie spowodował zawalenia się „Thrumo”, wspaniałego naturalnego amfiteatru w wielkiej podwodnej jaskini? Maritime New Zealand, państwowa instytucja odpowiedzialna za ochronę środowiska morskiego, z miejsca ogłosiła alarm trzeciego stopnia, co oznaczało problem o znaczeniu ogólnonarodowym.

Już o 7 rano zaczął działać także Marine Incident Response Team, czyli zespół zwalczający skutki morskich wypadków. Krótko potem na „Renę” zszedł z helikoptera inspektor Maritime New Zealand. Po kilku godzinach wrócił na ląd z zebranymi od kapitana informacjami o znajdującym się na statku ładunku i paliwie. Zabrał ze sobą także plany kontenerowca.

Analiza rysunków nie zachęcała do optymizmu. Większość łączących zbiorniki paliwowe rurociągów przebiegała wzdłuż kilu, a część z nich uległa już uszkodzeniu. Stale utrzymywana obserwacja z powietrza potwierdzała wyciek oleju: krętą, mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy smugę prąd wyniósł już na dwa kilometry od statku. Kolejni wysadzeni na statek specjaliści stwierdzili, że winny temu jest przeciek zbiornia paliwowego numer 3 na prawej burcie.



Wyciek został pokryty tzw. dysperygatorem o nazwie Corexit 900, mającym rozdrobnić cząstki oleju, co natychmiast spotkało się z protestami „zielonych” przywołujących fakt, że szereg państw zabroniło używania tego środka na swoich wodach. W związku ze znalezieniem w pobliżu statku czterech martwych ptaków, na wyspie Motiti utworzono polowy ośrodek mający zajmować się oczyszczaniem żyjących, pokrytych olejem ptaków – nikt nie miał wątpliwości że pracy tam nie zabraknie.

Sprawą najwyższej wagi było jak najszybsze opróżnienie zbiorników paliwowych „Reny”. Na miejsce przypłynęły pospiesznie wyczarterowana bunkierka „Awanuia” oraz holowniki. Następnego dnia wznowiono polewanie wycieku Corexitem, jakkolwiek jego skutki dalekie były od oczekiwań. Cienka struga paliwa osiągnęła już długość 6 kilometrów. Niecierpliwie czekano na trzy tzw. łapaczki (oil skimmer), mające zebrać jak najwięcej rozlanego oleju.

Łapaczka


9 października, czwartego dnia po wejściu na rafę, z nieznanego powodu wyciek z uszkodzonego zbiornika znacznie zmniejszył się. Wciąż przybywali kolejni specjaliści – także z Australii - i wkrótce liczba ludzi zajmujących się ratowaniem środowiska wzrosła do dwustu. Coraz więcej oklejonych olejem ptaków trafiało na Motiti.

10 października. O 18:30 załoga rozpoczęła przepompowywanie pozostałego jeszcze w zbiorniku numer 3 paliwa do innego, usytuowanego blisko stojącej przy burcie kontenerowca „Awanui”. Niestety gdy zbiornikowiec przyjął zaledwie 10 ton oleju, stan morza zmusił go do przerwania operacji i powrotu do portu, gdzie trzeba było zająć się naprawą rozbitego nadburcia uszkodzonego w chwili, gdy fala cisnęła niewielką jednostką o burtę „Reny”.

„Awanuia”


Ale co z kontenerami? Czyżby nie należałoby uratować ich tyle, ile tylko się da? Oczywiście nie zamierzano porzucić wartego ogromne pieniądze ładunku, tyle że w pierwszej kolejności należało bezwzględnie zająć się usuwaniem z „Reny” paliwa. Kontenery musiały poczekać.

Do akcji włączyły się „Northern Quest” i „Phoenix”, kolejne dwie jednostki przystosowane do zwalczania rozlewów olejowych.

11 października. Olej przedostał się na dwie najpopularniejsze plaże w regionie. Do ich oczyszczania oraz ratowania pokrytych obrzydliwą mazią ptaków – z których zginęło już 270 - włączyli się liczni ochotnicy. Wobec sztormowej pogody – fale sięgały 3-4 metrów – ewakuowano z „Reny” całą załogę.



Noc z 12 na 13. Przechył statku sięgnął 20 stopni, co spowodowało zerwanie się z mocowań i wpadnięcie do wody 70 kontenerów.

, ,

13 października. Rankiem aresztowano kapitana, a pod wieczór to samo spotkało drugiego oficera. Kolejnych 88 kontenerów wpadło do wody. Sztorm spowodował ponowny, tym razem silniejszy wyciek paliwa, a także pękniecie kadłuba!

, ,

Rzecznik rządu nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przy spokojnym morzu – a tak było na początku - wokół statku nie rozciągnięto pływającej zapory! Teraz, podczas sztormu, nie miałoby to już oczywiście żadnego sensu.

Pomarańczową linią zaznaczono plaże pokryte olejem w dniu 13 października. W pobliżu miejsca katastrofy leży wyspa Motiti, na której uratowano najwięcej ptaków


14 października. Naliczono już 1000 martwych ptaków. Zgłosili się kolejni chętni do pomocy w oczyszczaniu plaż. Niestety aura nadal nie pozwalała na pracę „Awanui”.

Gdy wreszcie pogoda ustabilizowała się, wznowiono przepompowywanie paliwa na zbiornikowiec.

„Awanuia” podchodzi do „Reny”


Kiedy wreszcie ukończono tę pracę oceniono, iż do wody przedostało się 200-250 ton oleju. Większość trafiła na plaże, wyłączając je z użytku na kilka miesięcy. Martwe ptaki liczono w tysiącach. Po kilku miesiącach rząd podał, iż koszty czyszczenia morza i plaż wyniosły 130 milionów dolarów nowozelandzkich, czyli 108 milionów dolarów amerykańskich.

, , ,

Teraz przyszła kolej na zdejmowanie z „Reny” kontenerów, co ze względu na silny przechył było niezwykle trudną i niebezpieczną operacją. Przez półtora miesiąca udało się uratować około 1100 sztuk. Pozostałe albo wpadły wcześniej do wody, albo po prostu nie dało się ich w bezpieczny sposób przeładować.

,

Pęknięcie kadłuba coraz bardziej poszerzało się


8 stycznia 2012 kadłub „Reny” przełamał się. Tkwiąca na rafie część dziobowa pozostała na miejscu, podczas gdy rufowa stopniowo zaczęła się ześlizgiwać na głębię, tonąc jednakże dopiero 4 kwietnia.



, , , ,
, , ,

Część dziobowa dziesięć miesięcy po katastrofie


Przez kolejne miesiące cięto wciąż twardo stojącą na rafie dziobową część statku, starając się usunąć i wywieźć do portu jak największą ilość stali. Dzisiaj już tylko płetwonurkowie oraz ryby mogą oglądać resztki pechowego statku.

,

Sprawa oczywiście trafiła do sądu, a oskarżonymi byli kapitan i drugi oficer. Zarzucono im niewłaściwe nawigowanie, a także sfałszowanie zapisów w dzienniku okrętowym! Łącznie sformułowano jedenaście zarzutów. Obaj Filipińczycy dostali po siedem miesięcy więzienia (zwolniono ich po odbyciu połowy kary), po opuszczeniu którego musieli pewnie szukać sobie innej pracy.

Na ławie oskarżonych. Od lewej drugi oficer Leonil Relon oraz kapitan Mauro Balomaga


--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 5 z 35Strony:  <=  <-  3  4  5  6  7  ->  => 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018