DLACZEGO AVRO LANCASTER NIE ZOSTAŁ DOPOSAŻONY W OTWIERANĄ OSŁONĘ KOKPITU, UMOŻLIWIAJĄCĄ PILOTOM WYSKOCZENIE Z SAMOLOTU, LUB W PRZEDNI LUK RATUNKOWY?
Tylko 11% załóg pomyślnie wyskoczyło ze skazanego na zagładę Avro Lancastera. Ten marny wskaźnik przeżywalności stanowił jaskrawy kontrast z 25% odnotowanymi w Handley Page Halifax i prawie 50% w amerykańskich ciężkich bombowcach. Głównym winowajcą była niesławnie ciasna droga ewakuacyjna Lancastera.
Aby dotrzeć do małego wyjścia w podłodze dziobu, pilot musiał opuścić fotel, przypiąć spadochron, zejść obok mechanika pokładowego i przecisnąć się przez wąską szczelinę do kabiny celowniczego bomb – a wszystko to, gdy samolot groził rozpadnięciem się w płomieniach. Jeśli bombowiec wpadał w korkociąg lub był poddawany silnym przeciążeniom odśrodkowym, przemieszczenie się do dołu było praktycznie niemożliwe.
Załogi rozpaczliwie pragnęły lepszego rozwiązania, takiego jak otwierana osłona kabiny, przedni właz ewakuacyjny dla pilota lub składany panel dachowy. Modyfikacje te były wielokrotnie proponowane przez lotników i komisje bezpieczeństwa.
Przeszkodą w ich wdrożeniu nie był brak możliwości inżynieryjnych, ale bezwzględny rachunek wojenny brytyjskiego Ministerstwa Produkcji Samolotów. Konstrukcja Lancastera była genialnie dopasowana do masowej produkcji. Samolot był budowany z dużych, modułowych sekcji, co pozwoliło produkować je w szybkim tempie. Osłona kabiny była elementem konstrukcyjnym, głęboko osadzonym w przedniej części samolotu. Jej modernizacja poprzez dodanie przesuwnej pokrywy lub mechanizmu szybkiego demontażu wymagałaby gruntownej przebudowy przedniej części kadłuba.
Ministerstwo orzekło, że każda taka przebudowa zmusi fabryki do wstrzymania linii produkcyjnych w celu przeprowadzenia modernizacji. W szczytowym momencie strategicznej ofensywy bombowej władze uznały, że wynikający z tego spadek produkcji bombowców utrudniłby wysiłek wojenny bardziej niż utrata wysoko wyszkolonych załóg. Pod koniec wojny zatwierdzono niewielkie powiększenie luku, ale podstawowa konstrukcja pozostała niezmieniona. Dominacja produkcji dyktowała konstrukcję samolotu, a utrzymanie nieprzerwanych dostaw bombowców uznano za ważniejsze niż poprawa szans załogi na przeżycie.
PRAWDA CZY LIPA?
Po zdobyciu nagrody Nobla, duński fizyk Niels Bohr dostał w prezencie dom, ze stałym dostępem do piwa Carlsberg. Rurociąg połączył browar z jego domem, w którym Bohr żył od 1932, aż do śmierci w 1962.
Prawie prawda.
- W 1932 roku Bohr wprowadził się do pięknej willi usytuowanej tuż obok browaru, którą założyciel marki Carlsberg przeznaczył dla najwybitniejszego duńskiego naukowca.
- Dostawy piwa: Piwo było regularnie dostarczane do jego domu w beczkach, skrzynkach i butelkach, a nie za pomocą kranu podłączonego do rury.
- Skąd wziął się rurociąg?: Opowieść o rurze z piwem to popularna legenda miejska wynikająca z bliskiego sąsiedztwa browaru i hojności fundacji wspierającej uczonego
Tak czy siak, tyz piknie.
PRZERAŻAJĄCY KRAJOBRAZ
To surrealistyczny widok poligonu jądrowego w Semipałatyńsku: obszar o powierzchni 18.000 km², znany jako „Poligon”, położony na południe od doliny rzeki Irtysz w Kazachstanie. W latach 1949–1989 były Związek Radziecki przeprowadził tam 496 testów bomb jądrowych, z których 113 zdetonowało ładunki na powierzchni!
W 1955 roku przeprowadzono tu również udany test pierwszej radzieckiej bomby wodorowej (RDS-37). Na zdjęciu widać wodną „oazę” wewnątrz krateru. Jest to rezultat podziemnego testu Czagan przeprowadzonego w 1965 roku, w którym wybuch nastąpił na stosunkowo niewielkiej głębokości, mającego na celu zbadanie możliwości wykorzystania siły wybuchu jądrowego w inżynierii lądowej.
Zgodnie z przewidywaniami, siła detonacji przemieściła tony gleby, tworząc widoczny krater. Później wypełnił się on wodą i został nazwany Jeziorem Atomowym, ponieważ stanowi jeden z najbardziej radioaktywnych obszarów Poligonu.
Obecnie, ponad 30 lat po ostatniej eksplozji i przy poziomie radioaktywności 400 razy wyższym niż maksymalny zalecany poziom, Poligon pozostaje obszarem o ścisłym ograniczeniu i niebezpiecznym. Bez specjalnego zezwolenia wszelka działalność w obrębie terenu jest oficjalnie zabroniona, ale nikt tego nie kontroluje, co nie uniemożliwia wstępu, zwłaszcza lokalnym pasterzom, i zwykłym ciekawskim.
Wśród dozwolonych działań na terenie znajduje się wydobycie surowców mineralnych, typowy przykład sytuacji, w której koszty pracy przeważają nad obawami o promieniowanie. Konsekwencje eksperymentów prowadzonych nieprzerwanie przez 40 lat są widoczne do dziś w postaci deformacji populacji w mieście Semej (Semipałatyńsk), położonym 100 km od miejsca katastrofy, i ogólnie w północno-wschodnim Kazachstanie.
A teraz USA. Oto krater Sedan o średnicy 390 metrów, który powstał w 1962 roku, gdy w wyniku podziemnego testu nuklearnego o mocy 104 kiloton przemieszczono 12 milionów ton ziemi na poligonie Nevada.
DLACZEGO ZWIEDZANIE WNĘTRZA POCHODNI STATUY WOLNOŚCI JEST ZABRONIONE, SKORO BYŁO TO MOŻLIWE PRZEZ DZIESIĘCIOLECIA?
Oficjalna odpowiedź na to pytanie wymaga wyjaśnienia, ponieważ jest nieco niejasna… Pochodnia Statuy Wolności była rzeczywiście dostępna dla zwiedzających od momentu jej powstania aż do I wojny światowej.
Dostęp do niej był możliwy wąskim przejściem, pokonując rodzaj 12-metrowej drabiny. Jednak dostęp ten został zamknięty dla zwiedzających podczas I wojny światowej po ataku terrorystycznym Niemiec 30 lipca 1916 roku w Jersey City, na molo, gdzie znajdował się skład amunicji. Sabotażyści wysadzili tam skład.
Pomimo odległości dzielącej Statuę od miejsca eksplozji, została ona uszkodzona odłamkami, w wyniku czego konstrukcja ramienia i pochodni uległa osłabieniu. W związku z tym dostęp do niej został zamknięty dla zwiedzających ze względów bezpieczeństwa.
Jednak w latach 70. XX wieku wejście na pochodnię było ponownie możliwe. W 1984 roku przeprowadzono gruntowne prace renowacyjne posągu. Ramię posągu zostało całkowicie odnowione, podobnie jak pochodnia. Konstrukcja uległa w międzyczasie dalszemu osłabieniu przez korozję spowodowaną przedostawaniem się deszczu przez wybite okna wokół pochodni. Władze zdecydowały jednak o zamknięciu pochodni dla zwiedzających po remoncie. Nie podano jednak konkretnego powodu. Tak po prostu było. Łatwo sobie wyobrazić problemy, jakie wiązałyby się z udostępnieniem tak trudno dostępnego miejsca dla zwiedzających. Klaustrofobia, wąskie gardło korytarza, ryzyko upadku, a nawet próby samobójcze – to byłby koszmar dla zarządców. Standardy bezpieczeństwa wydają się niemożliwe do spełnienia w takim miejscu bez całkowitej zmiany jego projektu, a co za tym idzie, historycznego wyglądu.
W związku z tym pochodnię odwiedzają teraz tylko konserwatorzy, którzy muszą regularnie wymieniać 16 lamp oświetlających płomień w nocy.
Głowa posągu pozostaje otwarta dla zwiedzających. Jednak tylko 240 osób dziennie może wejść po 354 schodach (20 pięter) prowadzących na koronę. Dlatego bilety należy rezerwować z dużym wyprzedzeniem.
Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 26-07-26 12:30.