
Tak na zamknięcie tematu: więzienie we Goleniowie to stara poniemiecka budowla i za mojej tam bytności w celach nie było gniazdek w ścianach, stąd konieczność brania prądu z gniazda żarówki.
Nie jestem także pewny czy metoda: żyletki w kubku tam by się sprawdziła. Dlaczego?
Więźniowie - o przepraszam, skazani:-) - nie gotowali wody żeby zrobić kawę, tylko CZAJ.
Czaj to kubek zapełniony prawie w całości liściastą herbatą.
Dłuższe gotowanie tej gęstej masy powoduje powstanie smolistej cieczy.
Być może obecność żyletek w tak gęstej masie nie byłaby wskazana.
Czaju nie pije się jak herbatę. Każdy po kolei upija mały łyczek i przekazuje kubek dalej. Krąży on, aż cały płyn zostanie wypity.
Czaj działał jak narkotyk ("oczy błyszczały i następował odlot") dlatego przez dziesięciolecia herbata liściasta była za kratkami niezwykle pożądana. Można było także się uzależnić: po paru latach gościłem pewnego solidarnościowego VIPA z którym siedziałem w areszcie milicyjnym zanim nas przewieziono do Goleniowa. Został skazany na kilka lat, a po 1989 został ministrem jednego z Bardzo Ważnych Ministerstw.
Spytałem: Czego się napijesz, a on na to: do kubka włóż dużo torebek herbaty (włożyłem osiem) i zalej wrzątkiem. Po czym odczekał aż solidnie naciągnie, i ... małymi łyczkami... Powiedział, że nauczył się pić czaj właśnie w więzieniu i teraz zwykła herbata mu nie smakuje.
Teraz pewnie rządzą prawdziwe, przemycane narkotyki i nikt sobie głowy czajem nie zawraca :-)
*
Dopisek: oczywiście łuk w środku naczynia SPALIŁBY sporą część herbaty!
Post zmieniony (30-06-24 07:52)
Nie jestem także pewny czy metoda: żyletki w kubku tam by się sprawdziła. Dlaczego?
Więźniowie - o przepraszam, skazani:-) - nie gotowali wody żeby zrobić kawę, tylko CZAJ.
Czaj to kubek zapełniony prawie w całości liściastą herbatą.
Dłuższe gotowanie tej gęstej masy powoduje powstanie smolistej cieczy.
Być może obecność żyletek w tak gęstej masie nie byłaby wskazana.
Czaju nie pije się jak herbatę. Każdy po kolei upija mały łyczek i przekazuje kubek dalej. Krąży on, aż cały płyn zostanie wypity.
Czaj działał jak narkotyk ("oczy błyszczały i następował odlot") dlatego przez dziesięciolecia herbata liściasta była za kratkami niezwykle pożądana. Można było także się uzależnić: po paru latach gościłem pewnego solidarnościowego VIPA z którym siedziałem w areszcie milicyjnym zanim nas przewieziono do Goleniowa. Został skazany na kilka lat, a po 1989 został ministrem jednego z Bardzo Ważnych Ministerstw.
Spytałem: Czego się napijesz, a on na to: do kubka włóż dużo torebek herbaty (włożyłem osiem) i zalej wrzątkiem. Po czym odczekał aż solidnie naciągnie, i ... małymi łyczkami... Powiedział, że nauczył się pić czaj właśnie w więzieniu i teraz zwykła herbata mu nie smakuje.
Teraz pewnie rządzą prawdziwe, przemycane narkotyki i nikt sobie głowy czajem nie zawraca :-)
*
Dopisek: oczywiście łuk w środku naczynia SPALIŁBY sporą część herbaty!
Post zmieniony (30-06-24 07:52)





