Cześć.
Ktoś się jednak tym brzydalem zainteresował, więc jedziemy dalej:-)
szad - do retuszu użyłem farb ze zdjęcia:
Oczywiście "sos" miesany-miesany, na początku na mokrej palecie:
Bazą był tutaj kolor biały (w zasadzie offwhite), następnie dodawałem stopniowo szarego, a potem minimalnie czerwonego, aby uzyskać różowawy odcień.
Nie można z czerwienią przesadzać, bo ten kolor mocno dominuje nad innymi. W przypadku przesady, ratowałem się znowu białym i szarym. Można tez zacząć od szarego, a potem dodawać więcej bieli.
Standardowy problem z akrylami - na mokro i po wyschnięciu mogą się znacznie różnic barwą, a mianowicie kolor zawsze ciemnieje po wyschnięciu. Kwestia prób.
Jak się okazało, skan części nie był zbyt precyzyjny, bo niektóre części mają odcień różowawy, a inne niebieskawy, ale to opanowuje się przy pomocy lub brakiem dodania barwy czerwonej.
Dobór farb podpowiedziała mi przeglądarkowa aplikacja
Trycolors, którą jakiś czas temu zaprezentował
Mateusz w swojej relacji z budowy MTLB.
Wszystko zadziałało, z jednym dużym "ale" - o ile kolor dobrany został dość dobrze, to mieszając dokładnie takie farby jak podawał mixer (zamiast szarej zaproponował czarną), powstały kolor był zdecydowanie za ciemny. Zmiksowałem więc metodę Mateusza z własnym doborem koloru "na oko".
Dobieranie retuszu poszło dość sprawnie, czas więc było zabrać się za oklejanie szkieletu.
Nie była to droga usłana różami, ale też tragedii nie było.
Głównym i irytującym problemem był jak zwykle rozjazd rozmiarów oklejek i elementów szkieletu wyciętego laserem. Mimo, że części złozyły się ciasno jak klocki, to dała o sobie znać stara przypadłość laserów - minimalnie mniejsze rozmiary. Co prawda autor w szczątkowej instrukcji wspomina, że po podklejeniu części powinny mieć odpowiednio 1,1mm oraz 0,6mm, ale to i tak niewiele by pomogło.
Udało się to wyprostować częściowo poprzez podcinanie krawędzi albo dociśnięcie krawędzi, a czasami o dziwo wszystko pasowało.
Tylna część dolnej części kadłuba z miejscem na śrubę napędową wymagała szczególnej uwagi i podklejenia poszycia kartonem 0,5mm.
Ale nie tylko tam trzeba było uważać.
Kształty kadłub są dość nietypowe jak na pojazd i aby ładnie się to zgrywało, wielokrotnie trzeba było pasować elementy do siebie.
Po wielu trudach i kilku dniach pracy udało się okleić wszystko z nawet dobrym skutkiem:-)
Wspominałem, że trzeba było się mocno pochylić się nad tyłem, ale przód był jeszcze bardziej stresujący, bo widoczny:-)
Klejony praktycznie na styk (dolny trójkąt jest częścią poszycia dna), z pomocniczymi własnymi sklejkami. Nie wyszło to idealnie, ale ujdzie:-) Wcześniej trzeba było zamontować te luki od wewnętrznej strony, które składały się z dwóch części każdy)
Już miałem chrapkę na uwypuklenie gwiazdy, ale niestety była ona chyba malowana na płasko:-)
Autor modelu dodał co prawda podłużny element, który ją nieco podrasowywał 3D, ale akurat z tej części zrezygnowałem.
A na koniec paka ładunkowa, od której zaczynałem oklejanie szkieletu:-)
Ściana oddzielająca pakę od kabiny kierowcy sklejona z trzech elementów z wklejoną szybką z arkusza bezbarwnego polistyrenu firmy
Tamiya - bardzo fajny materiał.
Ledwo to widać na zdjęciu, ale wszystkie łączenia desek (chyba to deski były) nagniotłem szpikulcem, które kiedyś kupiłem u Jurka Nikiela, a będące "patentem" nieodżałowanego Leszka Góry.
Kolejnym zastosowaniem tych szpikulców było szybkie pozbycie się naciętych kawałków kartonu w procesie nacinania miejsc gięcia od strony niezadrukowanej, pokazywanej wcześniej przez kilku modelarzy.
Jeszcze innym zastosowaniem tych szpikulców jest smarowanie części butaprenem - rewelacyjnie i szybko można go potem z tego metalowego szpikulca zrolować:)
StuGu
Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 10-09-26 23:19.