Relacja
Skleiłem bębny do nawijania lin, namęczyłem się z nimi jak głupi bo jak widać osie są wąziutkie.
Skleić było to wyzwanie, a już nawinąć kilka zwojów liny też. Łatwo to zdeformować i ciężko się nawija linę bo jest bardzo sprężysta.
Dopiero po fakcie jeden z widzów mojej budowy słusznie skomentował, że mogłem dać osie o większej średnicy i mniej liny nawinąć bo i tak zasłania rdzeń bębna. Proste i genialne bo boki bębnów są w pełni lite. Czemu tylko na to nie wpadłem?
Tak wiec mając dwa gotowe bębny przykleiłem je w właściwych miejscach (wyszły jak by ciut za szerokie) i zamocowałem brakujący pokład. Starałem się pilnować by jego krawędż kończyła się nad miejscem słupków jakie będą go wspierać oraz by "dzióbek" kończył się na ostrej linii, no właśnie jak się nazywa ta ostra krawędź dziobu, przecinająca tafle mórz i oceanów?
Teraz już mogłem się zabrać za montaż dolnej części szkieletu.
Musiałem mu przyciąć delikatnie i wyostrzyć krawędż by na dziobie płynnie przeszła w łuk i dołożyłem wręgi do pod poszycia.
Zabrałem się do jego wypełniania.
W międzyczasie zbudowałem sobie też nadbudówki i wystrugałem maszcik.
I co nieco przymierzyłem do pokładu.
Mały zakres części w opracowaniu zaowocował tym że nadbudówki wyposażam w podłogi, stropy i wzmocnienia ścian.
CDN...