Ooo! i kadłub gotowy!
...ale może od początku....
Koleżanki i Koledzy,
oto nowy projekt łodzi śródziemnomorskiej, która kusiła mnie od dawna tak wesołymi kolorami jak i ciekawym kształtem. Kika słów wstępu na temat xprunary oprę na pracach Josepha Muscat'a dostępnych w internecie. Xprunara, lub wygodniej - speronara, to prototyp wszystkich tradycyjnych łodzi maltańskich. Głównymi cechami tradycyjnych łodzi maltańskich były wysokie dziobnice mocowane pod kątem prostym do prostej stępki, dość często dodatkowe podwyższenia na burtach chroniące przed falami (washboards), poszycie na styk (carvel).
Pierwsze pisemne informacje o xprunarach pochodzą ponoć z 1576 roku, ale w pełni wiarygodne źródła to początek XVII wieku. Pierwsza "wizualizacja" speronary pojawia się na na malowidle wotywnym z 1740 roku w sanktuarium Tal-Ħerba. Z Maltą bardzo dużo wspólnego miał Zakon Maltański (Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty), który w 1530 roku osiedlił się właśnie na Malcie i z biegiem czasu stworzył państwo zakonne, które przetrwało do 1789 roku, kiedy flota Napoleona zajęła wyspę i przekształciła w zamorską prowincję Francji. Z tego okresu i kolejnych pochodzi duża liczba przeróżnych zapisków, dokumentów portowych, celnych, skodyfikowanych regulacji funkcjonowania portów, więc nie będę tu tłumaczył całej książki, bo byłoby to nudne. Ale kilka ciekawostek, jeśli pozwolicie.
Głównym zadaniem tych jednostek był transport towarowy i pasażerski z Malty na Sycylię i taka podróż trwała około 12 godzin. Speronary, nie tylko te, które służyły w Zakonie Maltańskim, nazywane były prawie zawsze imionami świętych. Nie tylko Rycerze Maltańscy, ale również Francuzi po zajęciu wyspy próbowali wykorzystać tę konstrukcję do zadań militarnych i powstała nawet uzbrojona odmiana speronary (Calypso-class), ale niestety oprócz znanej ryciny nie udało mi się znaleźć niczego więcej na ten temat.
Zwykle były to niewielkie łodzie o długości kadłuba nieprzekraczającej 10 metrów, dopiero w XIX wieku budowano większe jednostki dochodzące do 18 metrów długości. Najwięcej można by rozpisywać się o ożaglowaniu, gdyż to przybierało najróżniejsze formy: od typowego łacińskiego przez rozprzowe po rejowe, jak w szkunerze. Na poniższym rysunku widać, jak różne były odmiany i kadłuba, i ożaglowania.
Ostatecznie sepronary zakończyły swój żywot z początkiem XX wieku.
Budowany model to duża speronara z połowy XIX wieku, 3-masztowa z ożaglowaniem łacińskim.
Początek budowy przebiegał tak standardowo, że nie za bardzo jest o czym pisać: i szkielet, i pierwsze (poprzeczne) poszycie, i drugie (podłużne) poszycie kleiły się bez żadnych problemów. Jedynie dodane zostanie ok. 0,5 mm z długości na poszczególnych pasach drugiego poszycia - tak na wszelki wypadek, gdyby coś się komuś "rozjechało" - bezpieczny zapas. Kika zdjęć z budowy przepadło wraz ze śmiercią starego telefonu, więc brakuje zdjęć drugiego poszycia.
Trzecią warstwę desek (w kolorze) naklejałem jak zwykle od dołu, każdy pasek to dwie deski poszycia. Na górze pominąłem przedostatnią i najpierw dopasowałem otwory odpływowe w ostatnim pasku, tym zielonym. Na koniec wkleiłem przedostatni pominięty pas, bo obie jego krawędzie będą zakryte listwami/odbojnicami/wzmocnieniami* (*właściwe podkreślić).
Od wewnątrz również wkleiłem pasy, które zgodnie z projektem wystawały nad krawędź burty, by wykorzystać je jako sklejki. Bo to do nich postanowiłem przykleić kolejny pas poszycia na burtach połączony z pokładem rufowym (uprzedzając pytania: tak, pokład rufowy wycięty jest laserem z tektury 1 mm i oklejony z obu stron wydrukiem, ale otwory gretingu w częściach drukowanych wycinałem ręcznie). Punktem odniesienia dla całej operacji przyklejenia pokładu rufowego była tylnica, która miała wejść w otwór w pokładzie.
Na zdjęciu poniżej widać, że niebieski nie sięga do pokładziku dziobowego, a i pas z tektury 0,5 mm jest z przodu dziwnie "sztukowany". Wszystko dlatego, że nie mogłem się zdecydować, jakie rozwiązanie ostatecznie zastosować. Rozrysowałem ten fragment na 736 sposobów, wydrukowałem wersję 216 a ostatecznie skleiłem to w wersji pierwszej, czyli tak, jak sobie to wyobraziłem na starcie. Będzie więc tak, że podposzycie (0,5 mm) i niebieskie deski od wewnątrz będą na styk, bez żadnych szpar i sztukowania.
Druga rzecz, która utrudniła budowę, to przedwczesne przyklejenie ławek (te elementy na styku pokładu głównego i rufowego). "Ściągnęły" one burty do środka i później musiałem je brutalnie odcinać skalpelem, żeby odzyskać kształt kadłuba.
Następnie słupki, słupki, słupki, słupki, słupki,... te na rufie to tylko grubszy karton, ale na śródokręciu to już obłe kształty oklejane z trzech stron niebieskim.
Na dziobie czerwone nadburcie zostało zrobione z dwóch warstw tektury 1 mm i zamaskowane paskiem.
Na prawej burcie nie, ale na lewej pojawiły się malunki, oczywiście pomoc i talent Tomka Króla były tu niezbędne.
Miałem duży problem z retuszem zielonych poręczy - no w żaden sposób nie mogłem uzyskać podobnego zielonego. Ostatecznie więc dorobiłem milimetrowe paski, którymi okleiłem boczne krawędzie poręczy. Wygląda ciut lepiej, ale nie jestem tu zadowolony. By uniknąć rozwarstwienia i deformacji 1 mm kartonu, usunąłem część materiału wewnątrz zgięcia i udało się całkiem sprawnie taki łuk ukształtować.
Od dołu pokład rufowy dostał trochę listewek symulujących wzmocnienia całej konstrukcji.
Grodzie tworzące nadbudówkę dla pasażerów wyposażone zostały w "szyny", po których poruszały się rozsuwane drzwi. Oczywiście wszystko jest sklejone w całość (drzwi nie są ruchome). To na tym etapie musiałem odcinać ławki i cały kadłub na czas wklejania grodzi rozepchnąć na zewnątrz patyczkami.
Po przyklejeniu podłużnych listewek na bokach tej nadbudówki wkleiłem dwa dodatkowe łuki, które wzmacniały konstrukcję dachu.
O płetwie steru i ładowniach nic nie piszę, bo to oczywiste. Na tym etapie pozostały dodatki związane z olinowaniem, pokrycie dachu płótnem, które rozciągano na tej "pergoli" i być może umieszczenie zapasowej rei.
To na razie tyle.
Pozdrawiam
Tomek
...ale może od początku....
Koleżanki i Koledzy,
oto nowy projekt łodzi śródziemnomorskiej, która kusiła mnie od dawna tak wesołymi kolorami jak i ciekawym kształtem. Kika słów wstępu na temat xprunary oprę na pracach Josepha Muscat'a dostępnych w internecie. Xprunara, lub wygodniej - speronara, to prototyp wszystkich tradycyjnych łodzi maltańskich. Głównymi cechami tradycyjnych łodzi maltańskich były wysokie dziobnice mocowane pod kątem prostym do prostej stępki, dość często dodatkowe podwyższenia na burtach chroniące przed falami (washboards), poszycie na styk (carvel).
Pierwsze pisemne informacje o xprunarach pochodzą ponoć z 1576 roku, ale w pełni wiarygodne źródła to początek XVII wieku. Pierwsza "wizualizacja" speronary pojawia się na na malowidle wotywnym z 1740 roku w sanktuarium Tal-Ħerba. Z Maltą bardzo dużo wspólnego miał Zakon Maltański (Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty), który w 1530 roku osiedlił się właśnie na Malcie i z biegiem czasu stworzył państwo zakonne, które przetrwało do 1789 roku, kiedy flota Napoleona zajęła wyspę i przekształciła w zamorską prowincję Francji. Z tego okresu i kolejnych pochodzi duża liczba przeróżnych zapisków, dokumentów portowych, celnych, skodyfikowanych regulacji funkcjonowania portów, więc nie będę tu tłumaczył całej książki, bo byłoby to nudne. Ale kilka ciekawostek, jeśli pozwolicie.
Głównym zadaniem tych jednostek był transport towarowy i pasażerski z Malty na Sycylię i taka podróż trwała około 12 godzin. Speronary, nie tylko te, które służyły w Zakonie Maltańskim, nazywane były prawie zawsze imionami świętych. Nie tylko Rycerze Maltańscy, ale również Francuzi po zajęciu wyspy próbowali wykorzystać tę konstrukcję do zadań militarnych i powstała nawet uzbrojona odmiana speronary (Calypso-class), ale niestety oprócz znanej ryciny nie udało mi się znaleźć niczego więcej na ten temat.
Zwykle były to niewielkie łodzie o długości kadłuba nieprzekraczającej 10 metrów, dopiero w XIX wieku budowano większe jednostki dochodzące do 18 metrów długości. Najwięcej można by rozpisywać się o ożaglowaniu, gdyż to przybierało najróżniejsze formy: od typowego łacińskiego przez rozprzowe po rejowe, jak w szkunerze. Na poniższym rysunku widać, jak różne były odmiany i kadłuba, i ożaglowania.
Ostatecznie sepronary zakończyły swój żywot z początkiem XX wieku.
Budowany model to duża speronara z połowy XIX wieku, 3-masztowa z ożaglowaniem łacińskim.
Początek budowy przebiegał tak standardowo, że nie za bardzo jest o czym pisać: i szkielet, i pierwsze (poprzeczne) poszycie, i drugie (podłużne) poszycie kleiły się bez żadnych problemów. Jedynie dodane zostanie ok. 0,5 mm z długości na poszczególnych pasach drugiego poszycia - tak na wszelki wypadek, gdyby coś się komuś "rozjechało" - bezpieczny zapas. Kika zdjęć z budowy przepadło wraz ze śmiercią starego telefonu, więc brakuje zdjęć drugiego poszycia.
Trzecią warstwę desek (w kolorze) naklejałem jak zwykle od dołu, każdy pasek to dwie deski poszycia. Na górze pominąłem przedostatnią i najpierw dopasowałem otwory odpływowe w ostatnim pasku, tym zielonym. Na koniec wkleiłem przedostatni pominięty pas, bo obie jego krawędzie będą zakryte listwami/odbojnicami/wzmocnieniami* (*właściwe podkreślić).
Od wewnątrz również wkleiłem pasy, które zgodnie z projektem wystawały nad krawędź burty, by wykorzystać je jako sklejki. Bo to do nich postanowiłem przykleić kolejny pas poszycia na burtach połączony z pokładem rufowym (uprzedzając pytania: tak, pokład rufowy wycięty jest laserem z tektury 1 mm i oklejony z obu stron wydrukiem, ale otwory gretingu w częściach drukowanych wycinałem ręcznie). Punktem odniesienia dla całej operacji przyklejenia pokładu rufowego była tylnica, która miała wejść w otwór w pokładzie.
Na zdjęciu poniżej widać, że niebieski nie sięga do pokładziku dziobowego, a i pas z tektury 0,5 mm jest z przodu dziwnie "sztukowany". Wszystko dlatego, że nie mogłem się zdecydować, jakie rozwiązanie ostatecznie zastosować. Rozrysowałem ten fragment na 736 sposobów, wydrukowałem wersję 216 a ostatecznie skleiłem to w wersji pierwszej, czyli tak, jak sobie to wyobraziłem na starcie. Będzie więc tak, że podposzycie (0,5 mm) i niebieskie deski od wewnątrz będą na styk, bez żadnych szpar i sztukowania.
Druga rzecz, która utrudniła budowę, to przedwczesne przyklejenie ławek (te elementy na styku pokładu głównego i rufowego). "Ściągnęły" one burty do środka i później musiałem je brutalnie odcinać skalpelem, żeby odzyskać kształt kadłuba.
Następnie słupki, słupki, słupki, słupki, słupki,... te na rufie to tylko grubszy karton, ale na śródokręciu to już obłe kształty oklejane z trzech stron niebieskim.
Na dziobie czerwone nadburcie zostało zrobione z dwóch warstw tektury 1 mm i zamaskowane paskiem.
Na prawej burcie nie, ale na lewej pojawiły się malunki, oczywiście pomoc i talent Tomka Króla były tu niezbędne.
Miałem duży problem z retuszem zielonych poręczy - no w żaden sposób nie mogłem uzyskać podobnego zielonego. Ostatecznie więc dorobiłem milimetrowe paski, którymi okleiłem boczne krawędzie poręczy. Wygląda ciut lepiej, ale nie jestem tu zadowolony. By uniknąć rozwarstwienia i deformacji 1 mm kartonu, usunąłem część materiału wewnątrz zgięcia i udało się całkiem sprawnie taki łuk ukształtować.
Od dołu pokład rufowy dostał trochę listewek symulujących wzmocnienia całej konstrukcji.
Grodzie tworzące nadbudówkę dla pasażerów wyposażone zostały w "szyny", po których poruszały się rozsuwane drzwi. Oczywiście wszystko jest sklejone w całość (drzwi nie są ruchome). To na tym etapie musiałem odcinać ławki i cały kadłub na czas wklejania grodzi rozepchnąć na zewnątrz patyczkami.
Po przyklejeniu podłużnych listewek na bokach tej nadbudówki wkleiłem dwa dodatkowe łuki, które wzmacniały konstrukcję dachu.
O płetwie steru i ładowniach nic nie piszę, bo to oczywiste. Na tym etapie pozostały dodatki związane z olinowaniem, pokrycie dachu płótnem, które rozciągano na tej "pergoli" i być może umieszczenie zapasowej rei.
To na razie tyle.
Pozdrawiam
Tomek











