
Dla wielu modelarzy, szczególnie z długoletnim okresem lepienia, są tematy które są swego rodzaju bodźcem do odbycia podróży sentymentalnej w przeszłość. Podróży do lat szczenięcych, czasów beztroski i ogólnie wywołujących miłe wspomnienia. Część z tych tematów ukazuje się w nowej odsłonie, przeważnie lepszej.
Takim modelem, biletem na podróż w przeszłość, jest dla mnie Avia S-99. Nie jestem zapewne jedyną osobą, która ma podobne odczucia, bo któż w zamierzchłych czasach nie pociął i skleił kultowego projektu P.Zbyryta, który mógł być Avią, a po wykorzystaniu opcji danej przez autora projektu, (i po upacianiu farbom) mógł stać się pożądanym przez wielu hitlerowskim messerschmittem. Przerobiłem obie opcje. To samo dotyczyło innej Avii, ale plastikowej z Kovozavody Prostejov, jednak to temat na inną opowieść...
I tak mijały lata i w końcu ukazał się ten model, co prawda wyszedł spod ręki takiego a nie innego projektanta i pod skrzydłami wydawnictwa najbardziej wiodącego z wiodących, ale cóż jest...
Niedługo po zakupie wylądował na warsztacie. Skończony, od lutego u.b. czekał na galerię i jakoś się doczekał (co prawda na zaimprowizowanym stanowisku fotograficznym o ograniczonej przestrzeni, ale się zmieścił).
Jak się kleił? Generalnie dobrze, a momentami nawet bardzo dobrze, ale jak wiadomo projekty tego autora nie należą do "samosklejalnych" aczkolwiek gawiedź tzw. modelarska na ryjbuku twierdzi co innego. Wymieniając moje uwagi na temat wycinanki, zacznę od przodu modelu. Kołpak jak widać ma dość dziwny kształt, ale taki wychodził po wycięciu i sklejeniu elementów z wycinanki. Oprofilowania skrzydeł jak widać w miarę pasowały i nawet udały się dość dobrze ukształtować (prawe przednie lepiej, lewe gorzej) bez konieczności nacinania tych debilnych kresek na swojej powierzchni, z których umieszczenia autor chyba nigdy nie zrezygnuje, a wystarczyło przenieść je poza obrys elementu, ale wiadomo takie życzenia to na Berdyczów... Bąble na górnej powierzchni płata (również z tymi debilnymi kreskami), częściowo wymagały przycięcia z szerokości, bo były narysowana na oko. Element kadłuba tuż za osłoną kabiny do skrócenia po obwodzie. Na grzbiecie kadłuba brakuje niezwykle charakterystycznego dla konstrukcji Messerschmitta elementu, mianowicie szwu w osi symetrii kadłuba za kabiną. Po wykonaniu steru kierunku zgodnie z zamysłem autora, za żadną cholerę nie zgrają się ze sobą fragmenty znaku przynależności państwowej, bo fragment na sterze kierunku będzie za nisko. Dodałem wstawkę od dołu steru a górę skróciłem i coś z tego wyszło. Oszklenie limuzyny kabiny pilota we fragmencie kształtowana na gorąco, golenie podwozia wykonane z nawiniętych pasków papieru, karabiny maszynowe i koła pochodzą z asortymentu dodatków żywicznych do modeli plastikowych.
Do galerii! ;-)
ps. z aparatem fotograficznym wyjątkowo się nie dogaduję, coś poprzestawiałem i nie wiem co, zdjęcia są więc jakie są...
ps2. tak, wiem że linka anteny nieco obwisła...

Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 02-01-26 13:02.
Takim modelem, biletem na podróż w przeszłość, jest dla mnie Avia S-99. Nie jestem zapewne jedyną osobą, która ma podobne odczucia, bo któż w zamierzchłych czasach nie pociął i skleił kultowego projektu P.Zbyryta, który mógł być Avią, a po wykorzystaniu opcji danej przez autora projektu, (i po upacianiu farbom) mógł stać się pożądanym przez wielu hitlerowskim messerschmittem. Przerobiłem obie opcje. To samo dotyczyło innej Avii, ale plastikowej z Kovozavody Prostejov, jednak to temat na inną opowieść...
I tak mijały lata i w końcu ukazał się ten model, co prawda wyszedł spod ręki takiego a nie innego projektanta i pod skrzydłami wydawnictwa najbardziej wiodącego z wiodących, ale cóż jest...
Niedługo po zakupie wylądował na warsztacie. Skończony, od lutego u.b. czekał na galerię i jakoś się doczekał (co prawda na zaimprowizowanym stanowisku fotograficznym o ograniczonej przestrzeni, ale się zmieścił).
Jak się kleił? Generalnie dobrze, a momentami nawet bardzo dobrze, ale jak wiadomo projekty tego autora nie należą do "samosklejalnych" aczkolwiek gawiedź tzw. modelarska na ryjbuku twierdzi co innego. Wymieniając moje uwagi na temat wycinanki, zacznę od przodu modelu. Kołpak jak widać ma dość dziwny kształt, ale taki wychodził po wycięciu i sklejeniu elementów z wycinanki. Oprofilowania skrzydeł jak widać w miarę pasowały i nawet udały się dość dobrze ukształtować (prawe przednie lepiej, lewe gorzej) bez konieczności nacinania tych debilnych kresek na swojej powierzchni, z których umieszczenia autor chyba nigdy nie zrezygnuje, a wystarczyło przenieść je poza obrys elementu, ale wiadomo takie życzenia to na Berdyczów... Bąble na górnej powierzchni płata (również z tymi debilnymi kreskami), częściowo wymagały przycięcia z szerokości, bo były narysowana na oko. Element kadłuba tuż za osłoną kabiny do skrócenia po obwodzie. Na grzbiecie kadłuba brakuje niezwykle charakterystycznego dla konstrukcji Messerschmitta elementu, mianowicie szwu w osi symetrii kadłuba za kabiną. Po wykonaniu steru kierunku zgodnie z zamysłem autora, za żadną cholerę nie zgrają się ze sobą fragmenty znaku przynależności państwowej, bo fragment na sterze kierunku będzie za nisko. Dodałem wstawkę od dołu steru a górę skróciłem i coś z tego wyszło. Oszklenie limuzyny kabiny pilota we fragmencie kształtowana na gorąco, golenie podwozia wykonane z nawiniętych pasków papieru, karabiny maszynowe i koła pochodzą z asortymentu dodatków żywicznych do modeli plastikowych.
Do galerii! ;-)
ps. z aparatem fotograficznym wyjątkowo się nie dogaduję, coś poprzestawiałem i nie wiem co, zdjęcia są więc jakie są...
ps2. tak, wiem że linka anteny nieco obwisła...

Sterczące kolce Pondijusa, ostre grzebienie Daktyloskopei, Trygla i latający Wieprzoryb
są niczym wobec Bestii która nas gnębi...
Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę.
GUZZISTI , LANCISTI
są niczym wobec Bestii która nas gnębi...
Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę.
GUZZISTI , LANCISTI
Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 02-01-26 13:02.








