Witam w kolejnej mojej relacji.
Tak jak wspomniałem przy galerii ORP Wichra, po sklejeniu 6 niszczycieli i jednej fregaty, postanowiłem skleić coś większego.
Aby „szok” związany z wielkością modelu nie był za duży postanowiłem wziąć na matę ciężki krążownik. Zawsze mi się podobały ciężkie krążowniki, mój wybór padł na amerykańca.
Z pośród 3 amerykańskich ciężkich krążowników jakie mam w swojej stercie niesklejonych modeli wybrałem USS San Francisco, z 3 powodów:
1. ostatnio czytałem o II bitwie koło wyspy Savo,
2. słyszałem opinie, że model ma błędy i jest niesklejalny, więc chciałem się przekonać ile w tym prawdy, gdyż
3. widziałem na konkursach już 2 sklejone modele tego okrętu i wyglądały bardzo efektownie.
Opracowanie, które będę kleił jest z wydawnictwa Modelik z 2009 roku, oto okładka modelu:
Będzie to mój pierwszy model klejony z tego wydawnictwa.
Przy budowie będę się posiłkował zdjęciami jakie udało mi się znaleźć w internecie oraz monografią krążowników typu „New Orleans” z Okrętów Wojennych nr 39 i 40:
Do budowy wykorzystałem cięty laserowo szkielet, zaś po jego złożeniu zacząłem robić podposzycie z tektury „piwnej”:
Podłużnica okazała się być o 2 mm za krótka wobec pokładu, zaś wodnica o 1 mm za krótka wobec podłużnicy, ale te nieścisłości wynikły tylko na rufie, więc tragedii nie ma, dosztukowałem brakujący fragment:
Tradycyjnie już dla mojej metody budowy, na dziobie i rufie, tam gdzie oklejki podposzycia z tektury były by już kłopotliwe do uformowania, te segmenty wypełniłem balsą.
A tu już kadłub po wstępnym oszlifowaniu:
Na dziobie zrobiłem-uformowałem „gruszkę” dziobową, jeden z zarzutów co do modelu, że jej nie odzwierciedlał.
Teraz jeszcze powypełniam ewentualne wklęśnięcia w poszyciu i będzie ostateczne szlifowanie.
To na tyle w pierwszej mojej relacji z budowy CA38 USS San Fancisco.
Pozdrawiam i będę wdzięczny za rady, sugestie i słowa krytyki też ;-)
"Si vis pacem para bellum"