Witajcie,
Hmm... nie będę tłumaczył, dlaczego tak długo trwało ukończenie modelu, bo nie po to zakłada się relacje na forum.
Cieszę się, że model jak na razie się spodobał. Dziś trochę o żaglach i olinowaniu ruchomym. Bo model już skończony...
Żagle robiłem z gotowych wydruków ufarbowanych w herbacie. Kawałek płótna nasączonego klejem po wyschnięciu ciąłem ostrym skalpelem na wąziutkie paski, które następnie naklejałem jako wzmocnienia krawędzi żagla. Po wyschnięciu cały żagiel wycinałem nożyczkami. Pierwszy raz owo naklejanie spowodowało jakieś plamy (nie wiem, czy brudny klej, czy zła herbata do farbowania) więc postanowiłem wzmocnienia pomalować farbą akrylową. Bardziej zbliżonej kolorem nie miałem, więc jest jak jest. Malowało się o tyle wygodnie, że te fragmenty płótna były już "zabezpieczone" klejem, więc farba nie miała żadnych tendencji do rozlewania się.
W niektórych rogach żagli miały być stalowe oczka, do czego wykorzystałem 2 mm obręcze, takie jak przy olinowaniu US Revenue Cutter. Myślę, że wygląda to akceptowalnie. Krawędzie oczywiście okleiłem likliną. Zwykle robię to klejem do drewna, ale tu pomalowane obrzeża skusiły mnie do użycia cyjanoakrylu. I faktycznie było dużo szybciej... do pierwszej plamy, po tym, jak ręka drgnęła i stało się. Wróciłem do sprawdzonej metody z szybkoschnącym "wikolowatym".
Olinowanie ruchome, jak to olinowanie ruchome - najpierw dużo przymiarek, potem przygotowanie kompletu linek, bloczków i talii, na koniec wieszanie i zabezpieczanie kropelką.
Ogólnie szło dobrze, z wyjątkiem drukowanych haczyków i sklerozy stającej w opozycji.
Haczyki wydrukowałem z mocnej i jednocześnie dość elastycznej żywicy. I wszystko jest dobrze dopóki złapany klejem cyjanoakrylowym haczyk nie jest naprężany w innym kierunku poza osią podłużną. Testowałem połączone ze sobą haczyki i wytrzymały ciężar 190 gramów, więc absolutnie wystarczający, jednak kiedy coś się lekko szarpnie, skrzywi, wygnie w bok, trzaskają jak zapałki (zdecydowanie łatwiej niż zapałki) Są na sztakslach, są na baksztagach, ale w kilku innych miejscach musiałem robić całość od nowa, nawet wyrywając oczka z masztów, bo tkwiły w nich resztki haczyków zalepione CA. I wiązane razem z bloczkiem np. 3 mm robiły się dość długie, co nie wszędzie pasowało. Generalnie haczyki polecam, ale nie używam:-))) Mam cały woreczek, wiec jeśli ktoś chce spróbować, niech da znać.
Skleroza zaś dała popalić przy grotżaglu, gdzie nie tylko zapomniałem o jednym oczku w bomie (dokleiłem je więc na styk, wierząc, że to wystarczy i się nie urwie), ale co ważniejsze, nie założyłem zawczasu na sam maszt obręczy, do których wiązany był żagiel. Trzeba było każdą obręcz rozciąć, wygiąć, założyć na maszt i próbować rozcięcie skleić kropelką (godzina niepotrzebnej pracy).
Buchty robiłem metodą pokazaną przy Speeljachcie, trochę ją jeszcze upraszczając.
I to chyba wszystko najważniejsze. Zapraszam do oglądania zdjęć:
Pozdrawiam
Tomek
[
seahorse.pl]
[
facebook.com]
Na morzu:
Bounty,
Saettia,
Allege d'Arles,
Muleta de Seixal,
Grosse Jacht,
Speedy,
Leudo vinacciere,
Badger,
Trabaccolo,
Duyfken,
Łódź z Gokstad,
HMS "Fly",
Sao Gabriel,
Il leudo vinaccere,
Armed Virginia Sloop,
Wodnik 1627,
Szkuta wiślana,
De Zeven Provincien,
USRC