Moderator
Jak zwykle nie zrozumieliście podprogowego przesłania:-)
Najpierw olałem dobre rady starszych (czy mądrzejszych to już nie jestem taki pewien:-)) i zacząłem oklejać tył pojazdu, wycinając oczywiście miejsca na włazy, aby leżały w jednej płaszczyźnie z pancerzem.
Co gorsza, wziąłem sobie uwagę Pitera do serca i bez wahania zacząłem ciąć... co było mocno utrudnione przez zaglutowaną klejem cyjanoakrylowym tekturę. Spowodowało to niestety nierówne cięcie i uszkodzenie poszycia, które zacząłem szlifować, licząc na podmalowanie białych pól. Ale było tylko gorzej i gorzej. Przez kilkadziesiąt minut PIter nie był moim kolegą:-)
Wczorajszy wieczór obfitował więc w niezłe wiąchy, zniechęcenie, pianę na ryju, pożalenie się GEKOnom i schowanie wszystkiego, co kojarzy się z modelarstwem kartonowym, do szaf. Na - jak się okazało - kilka godzin, hobby zawiesiłem na kołku w poszukiwaniu nowego.
Noc przynosi jednak ulgę i czas na przemyślenia:-) Nie dotyczy to tylko kręgosłupa i rwy kulszowej, która mnie męczy od pewnego czasu:-)
Zamówiłem dzisiaj drugi egzemplarz wycinanki a w modelu przeszlifowałem trzy płaszczyzny, na których położę jeszcze raz te same elementy. Przednia płyta też będzie zapewne nadklejona, co zniweluje zbyt duże wysunięcie wystających boków kadłuba. A boczne blachy błotnika zrobię cienkie, jak przystało. Czekam na jutrzejszą przesyłkę i zobaczymy co wyjdzie.
Jeśli rezultat nie będzie zadowalający to model pójdzie do szafy na lata albo poleci do kosza. Także środowy wieczór może być przełomowy:-)
--
[%sig%]
Najpierw olałem dobre rady starszych (czy mądrzejszych to już nie jestem taki pewien:-)) i zacząłem oklejać tył pojazdu, wycinając oczywiście miejsca na włazy, aby leżały w jednej płaszczyźnie z pancerzem.
Co gorsza, wziąłem sobie uwagę Pitera do serca i bez wahania zacząłem ciąć... co było mocno utrudnione przez zaglutowaną klejem cyjanoakrylowym tekturę. Spowodowało to niestety nierówne cięcie i uszkodzenie poszycia, które zacząłem szlifować, licząc na podmalowanie białych pól. Ale było tylko gorzej i gorzej. Przez kilkadziesiąt minut PIter nie był moim kolegą:-)
Wczorajszy wieczór obfitował więc w niezłe wiąchy, zniechęcenie, pianę na ryju, pożalenie się GEKOnom i schowanie wszystkiego, co kojarzy się z modelarstwem kartonowym, do szaf. Na - jak się okazało - kilka godzin, hobby zawiesiłem na kołku w poszukiwaniu nowego.
Noc przynosi jednak ulgę i czas na przemyślenia:-) Nie dotyczy to tylko kręgosłupa i rwy kulszowej, która mnie męczy od pewnego czasu:-)
Zamówiłem dzisiaj drugi egzemplarz wycinanki a w modelu przeszlifowałem trzy płaszczyzny, na których położę jeszcze raz te same elementy. Przednia płyta też będzie zapewne nadklejona, co zniweluje zbyt duże wysunięcie wystających boków kadłuba. A boczne blachy błotnika zrobię cienkie, jak przystało. Czekam na jutrzejszą przesyłkę i zobaczymy co wyjdzie.
Jeśli rezultat nie będzie zadowalający to model pójdzie do szafy na lata albo poleci do kosza. Także środowy wieczór może być przełomowy:-)
--
[%sig%]
StuGu








