Galeria:
Już zacząłem schodzić (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) z ilością rozpoczętych relacji, a tu masz. Wzięła mnie chęć na zrobienie jeszcze czegoś.
Sporo wody o różnym stopniu skażenia upłynęło do czasu, gdy kupiłem ten model. Ale zaczęło się jeszcze wcześniej - od kopii tej ryciny, którą kiedyś udało mi się zdobyć.
To przez nią zapragnąłem zrobić coś z epoki holenderskich stert pływającego drewna. Zaokrąglone rufy, bukszpryty nurzające się niemal w wodzie i wysokie rufowe kasztele.
(Kapło mi trochę na klawiaturę, ale już wytarłem:)).
W modelu wręgi były wycięte laserowo. Dzięki temu praca zaczęła się właściwie od razu od oklejenia poszycia pierwsza warstwą - poprzeczną. Potem poszła druga - wzdłużna, określona w wycinance jako rezerwowa. Ponieważ modelik i tak nieco podmalowuję, wykorzystałem ją dla obklejenia kadłuba i wyłapania nierówności.
Na to poszła warstwa kolejna – która już była robiona „na galowo”. Wycięte pojedyncze deski barwiłem przed przyklejeniem do kadłuba w farbie, lub – na zmianę - w farbie i bejcy, by zróżnicować odcienie. Barwienie w farbie jest zresztą nieco iluzoryczne. Farba Renesansu, którą pokrywam elementy, jest farbą transparentną („tu usłyszał ciche brawa”:)), zatem jej rola sprowadza się do retuszu krawędzi i wyrównania odcieni między wyretuszowaną krawędzią a krawędzią zewnętrzną.
Bejca na to nałożona robi to samo, tylko bardziej.
Dziobnica powstała z wykorzystaniem dużej ilości ostrzy, które łamały się jak te głupie. Albo ten metal słabowity albo ja taki silny. Najpewniej jednak technika nadal nie ta.
Raczej błędem było naznaczenie treenails (na modeliku to te czarne punkciki na burtach). Tak to jest, jak coś do łba strzeli. Musiałem je nieco zgasić kładąc sporadycznie kolejną warstwę wcieranej farby (nadal Renesansu). W efekcie nieco to wyrównało kolory, zatem nastąpiła kolejna ingerencja bejcą.
Bejcą podmalowałem też miejsca „konturowe” czyli takie, które mają kontury:). W ten sposób ocieniowałem m.in. krawędzie otworów armatnich i inne, które przyszły mi do głowy.
Same armaty nie będą robione – po ostatniej baterii na Leosi jeszcze uśmiecham się niepewnie i bez potrzeby półgębkiem i nie chciałbym, aby mi się to rozszerzyło.
Na dziś dzień jest tak. Jeśli patientia mnie nie opuści będzie kontynuacja. Lecz, że nieprędko nastąpi - to pewna.
Pozdrawiam
Post zmieniony (04-10-19 23:07)