Moderator
Hej,
Po zakończeniu budowy włoskiego czołgu L6/40, nie czekając na zbawienie (modele same się nie sklejają, chociaż podobno niektóre tak:-), wziąłem na warsztat kolejny pojazd.
Tym razem długie przeglądanie moich zbiorów zaowocowało wyborem takiego oto tematu do kolejnej (czyli tej właśnie) relacji :
Jak widać temat jest rodzimy, nie hiper-skomplikowany, więc w sam raz dla modelarza "uczącego się" swojego rzemiosła:-) A poważnie - po wielu detalach L6, chciałem nieco odpocząć i zrelaksować się przy budowie (ostatnio też tak mówiłem :-) ). Materiałów pomocniczych jest jak na lekarstwo (kilka zdjęć), więc raczej większych przeróbek nie przewiduję - ot małe dopieszczenie niektórych elementów:-)
Na pewno przerobię reflektor, bo raczej nie miał on kształtu stożka...
Autorem opracowania jest Piotrek Jamer - nasz forumowy kolega "Piter" - o ile się nie mylę jest to jego debiut na rynku (poprawić mnie proszę jeśli to nieprawda:-)), więc w przypadku jakiś pytań i niejasności, szybko będę mógł uzyskać satysfakcjonującą - mam nadzieję - odpowiedź:-)
Model można wykonać w jednej z trzech "konfiguracji" - ja wybrałem wersję drugą, czyli "czołg z 8.11.1937r., kiedy to na rzecze Pinie odbyły się testy pływalności, w ramach rajdu "Jesień 1937". Jest to jak wiadomo wersja bez uzbrojenia.
Osobom zainteresowanym samą konstrukcją polecam ten oto "sieciowy" artykuł.
Przejdźmy zatem do sedna tarczy:-)
Początki jak zwykle są mało widowiskowe, ale od czegoś trzeba zacząć. Na pierwszy ogień poszedł więc tradycyjnie kadłub.
Praktycznie całe poszycie kadłuba porozcinałem na osobne płyty, zgodnie z ich podziałem. "Tak zwany" szkielet wykonałem miksując metodę tradycyjną z "bezszkieletową" (inaczej zwaną pudełkową). Ponieważ jednak zawsze obawiam się, by poszycie się nie zdeformowało (szczególnie w miejscach, gdzie najczęściej będą je dotykać moje zgrabne paluchy), usztywniłem podklejone ścianki kawałkami kart magnetycznych - sztywne to to i trzymające kąt 90 stopni:-)
Kilka nudnych przebitek na kolejne etapy składania tego wszystkiego do słynnej "kupy":-) :
Osobom mającym w planach ten model chciałbym zwrócić uwagę na jeden szczegół odnośnie części 1a (górna część poszycia).
Mianowicie o ile z lewej strony jest zaznaczone miejsce wycięcia kawałka na wystający element bocznej ściany wanny, to z prawej musimy o tym sami pamiętać (czerwone strzałki wskazują te miejsca - już wycięte przeze mnie). Trudno mówić o jakimś błędzie - i tak bez samodzielnego wycięcia tych pasków element nie zmieściłby nam się pomiędzy tymi dwoma ściankami. Dodatkowo część 1a rozciąłem na dwa elementy (zielona linia) - łatwiej zgrać wszystkie "kanty";-)
A tak na teraz prezentuje się "czołg", a właściwie jego namiastka:-)
Właściwie do zakończenia tego etapu pozostało przyklejenie przedniej płyty wanny - niestety musiałem popełnić chyba drobny błąd przy pasowaniu pozostałych elementów i jest ona delikatnie za mała. Na szczęście jest zapas koloru:-). Jutro pomyślę, jak z tego wybrnąć:-)
Na razie do retuszu krawędzi używam farbki Humbrol nr 105 - najgorsze jest to, że w zależności od oświetlenia kolor ten jest raz lepszy, raz gorszy:-) (lepszy przy świetle dziennym:-))
Na koniec jeszcze jedna uwaga - w instrukcji nie znajdziemy rysunku montażowego szkieletu- teoretycznie wszystkiego sie można domyślić, ale warto ten fakt odnotować:-)
No to na razie tyle...
Pozdrawiam
--
[%sig%]
Po zakończeniu budowy włoskiego czołgu L6/40, nie czekając na zbawienie (modele same się nie sklejają, chociaż podobno niektóre tak:-), wziąłem na warsztat kolejny pojazd.
Tym razem długie przeglądanie moich zbiorów zaowocowało wyborem takiego oto tematu do kolejnej (czyli tej właśnie) relacji :
Jak widać temat jest rodzimy, nie hiper-skomplikowany, więc w sam raz dla modelarza "uczącego się" swojego rzemiosła:-) A poważnie - po wielu detalach L6, chciałem nieco odpocząć i zrelaksować się przy budowie (ostatnio też tak mówiłem :-) ). Materiałów pomocniczych jest jak na lekarstwo (kilka zdjęć), więc raczej większych przeróbek nie przewiduję - ot małe dopieszczenie niektórych elementów:-)
Na pewno przerobię reflektor, bo raczej nie miał on kształtu stożka...
Autorem opracowania jest Piotrek Jamer - nasz forumowy kolega "Piter" - o ile się nie mylę jest to jego debiut na rynku (poprawić mnie proszę jeśli to nieprawda:-)), więc w przypadku jakiś pytań i niejasności, szybko będę mógł uzyskać satysfakcjonującą - mam nadzieję - odpowiedź:-)
Model można wykonać w jednej z trzech "konfiguracji" - ja wybrałem wersję drugą, czyli "czołg z 8.11.1937r., kiedy to na rzecze Pinie odbyły się testy pływalności, w ramach rajdu "Jesień 1937". Jest to jak wiadomo wersja bez uzbrojenia.
Osobom zainteresowanym samą konstrukcją polecam ten oto "sieciowy" artykuł.
Przejdźmy zatem do sedna tarczy:-)
Początki jak zwykle są mało widowiskowe, ale od czegoś trzeba zacząć. Na pierwszy ogień poszedł więc tradycyjnie kadłub.
Praktycznie całe poszycie kadłuba porozcinałem na osobne płyty, zgodnie z ich podziałem. "Tak zwany" szkielet wykonałem miksując metodę tradycyjną z "bezszkieletową" (inaczej zwaną pudełkową). Ponieważ jednak zawsze obawiam się, by poszycie się nie zdeformowało (szczególnie w miejscach, gdzie najczęściej będą je dotykać moje zgrabne paluchy), usztywniłem podklejone ścianki kawałkami kart magnetycznych - sztywne to to i trzymające kąt 90 stopni:-)
Kilka nudnych przebitek na kolejne etapy składania tego wszystkiego do słynnej "kupy":-) :
Osobom mającym w planach ten model chciałbym zwrócić uwagę na jeden szczegół odnośnie części 1a (górna część poszycia).
Mianowicie o ile z lewej strony jest zaznaczone miejsce wycięcia kawałka na wystający element bocznej ściany wanny, to z prawej musimy o tym sami pamiętać (czerwone strzałki wskazują te miejsca - już wycięte przeze mnie). Trudno mówić o jakimś błędzie - i tak bez samodzielnego wycięcia tych pasków element nie zmieściłby nam się pomiędzy tymi dwoma ściankami. Dodatkowo część 1a rozciąłem na dwa elementy (zielona linia) - łatwiej zgrać wszystkie "kanty";-)
A tak na teraz prezentuje się "czołg", a właściwie jego namiastka:-)
Właściwie do zakończenia tego etapu pozostało przyklejenie przedniej płyty wanny - niestety musiałem popełnić chyba drobny błąd przy pasowaniu pozostałych elementów i jest ona delikatnie za mała. Na szczęście jest zapas koloru:-). Jutro pomyślę, jak z tego wybrnąć:-)
Na razie do retuszu krawędzi używam farbki Humbrol nr 105 - najgorsze jest to, że w zależności od oświetlenia kolor ten jest raz lepszy, raz gorszy:-) (lepszy przy świetle dziennym:-))
Na koniec jeszcze jedna uwaga - w instrukcji nie znajdziemy rysunku montażowego szkieletu- teoretycznie wszystkiego sie można domyślić, ale warto ten fakt odnotować:-)
No to na razie tyle...
Pozdrawiam
--
[%sig%]
StuGu












