Witam w kolejnej relacji. Tym razem pod nożyk poszedł Czarny Kruk, wydany przez Shipyard. Jest to miłość "od pierwszego spojrzenia". Troszkę jednak miłość przyblakła, jak obejrzałem dokładnie części. Nie chodzi mi o spasowanie, bo to jest rewelacyjne. Chodzi mi o to, że części nie są tak ładnie "drewniane", jak na okładce. Ale co mi tam. Miłość można odbudować. Zacząłem eksperymentować z wash'ami z CITADELE i efekty przerosły moje oczekiwania. Zaznaczam, że jest to pierwszy mój model, który "podrasowuję".
Dlaczego0 nie pokazałem relacji od początku? To proste. Nie byłem pewien swoich umiejętności w ... "babraniu" (brudzeniu) części.
Jako że jedna fotka zastąpi tysiąc słów, pokazuję co "wybabrałem".
Kadłub z podposzyciem, potraktowany "Green Putty" - taka fajna zielona szpachla. Jej wada - szybko wysycha i trudno coś poprawić, trzeba czekać aż wyschnie, przeszlifować i ponownie zaszpachlować. Zalety - szybko wysycha, przez wieczór można położyć i przeszlifować nawet trzy warstwy; rewelacyjnie się szlifuje - szybko, łatwo i ... masa pyłu.
Tu widać pierwsze efekty babrania. Mój błąd polegał na tym, że powinienem , w trakcie wysychania wash'a przetrzeć części pędzlem.
Na tej fotce widać wybrudzony pokład. Można zauważyć różnicę w odcieniu pokładu głównego i tego w ładowni. Mimo moich pierwszych kroków w brudzingu, jestem zadowolony z efektu.
Tu, jeszcze jedna próba maźnięcia podkładówką kadłuba, dla ujednolicenia koloru. Próba nieudana, dlatego zostawiłem kadłub zielono-cyjanoakrylowy.
Obecnie jestem na etapie deskowania kadłuba, ale o tym w następnej osłonie (powiem w sekrecie, że efekt przerósł moje oczekiwania, tzn. moja szczęka zaliczyła parkiet). Mam nadzieję, że fotki oddadzą rzeczywistość.
CD (na pewno) N.