KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 34 z 34Strony:  <=  <-  30  31  32  33  34 
21-10-18 13:15  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Pamiętacie Opowieść 342 „Pływający cyrk”, opisującej m.in. losy słonicy Shirley i jej wzruszające spotkanie po 22 latach z przyjaciółką Jenny?
http://www.konradus.com/forum/read.php?f=17&i=79215&t=79215&filtr=0&page=10

Opublikowana w 2013 Opowieść kończyła się słowami:
„W 2013 roku bardzo popularna w Stanach Shirley obchodziła 65 urodziny, co odnotowała większość amerykańskich gazet. Miejmy nadzieję, że nadal żyje i ma się dobrze...”

Okazuje się, że słonica nadal żyje i w 2018 obchodziła już SIEDEMDZIESIĄTE urodziny!

--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-11-18 11:07  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Pit Blank 



Na Forum:
Relacje w toku - 4
Relacje z galerią - 3
Galerie - 2


W Rupieciarni:
Do poprawienia - 1


 - 4

Akra temat do opowiesci wlasnie sie dzieje.
Zderzenie tankowca z okretem norweskim.

Poki co mozna na zywo ogladac co sie dzieje.
https://www.bt.no/nyheter/lokalt/i/zL2WEK/Se-direkte-fra-ulykkesstedet

Na stronie gazety BT.no wiecej zdjeci i artykulow.
https://www.bt.no/nyheter/lokalt/i/p62oaW/Fregatten-er-i-ferd-med-a-kantre---kraftig-slagside

To jakies 30 km ode mnie ;)

--

Post zmieniony (08-11-18 11:13)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-11-18 17:25  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Nieee, za świeże...
Trochę opóźniłem kończenie Opowieści z 1850 roku, bo robiłem korekty - dla siebie i czwórki chętnych - wszystkich dotychczasowych tekstów (patrz wątek „Opowieści bardzo ciekawe, ciekawe…” OFERTA!!! )

Postaram się skończyć i opublikować jutro, a potem zabiorę się za bum! bum! z lat pierwszej wojny światowej.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
09-11-18 18:10  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Oto dawno już temu zapowiadana Opowieść. Kolejna będzie o wydarzeniach z 1914 roku, i sporo będzie w niej strzelaniny!


Opowieść 513


DLACZEGO PŁASZCZE WODNE BYŁY SUCHE?

Zacznijmy od zdań, które nie bez powodu pokażą się jeszcze raz, na samym końcu Opowieści: Po ukończeniu Kanału Erie z Albany do Buffalo, [stan] Nowy Jork, Jezioro Erie stało się ważnym połączeniem na wodnej trasie dla imigrantów podróżujących ze wschodniego wybrzeża na Środkowy Zachód. 600-tonowy jeziorowy parowiec „G.P. Griffith”, zwodowany w 1847, był jednym z tuzinów zbudowanych, by zarabiać na tej kwitnącej branży.

Kanał Erie otworzono w 1825 roku. Mapa pochodzi z 1840


Poprzez rzekę Hudson łączył on Nowy Jork z Jeziorem Erie, dochodząc do niego w pobliżu Buffalo.



Zbudowany w Maumee, Ohio, bocznokołowiec „G.P. Griffith” miał drewniany kadłub, mierzył 59 metrów i mógł zabrać „kilkuset” pasażerów. 18 kwietnia 1848 roku wraz z parowcem „Troy” statek wszedł na linię Buffalo–Sandusky–Toledo. Dwa ostatnie porty leżą w zachodniej części jeziora, i tam pasażerowie przesiadali się do pociągów jadących albo na południe, albo dalej na zachód. „Griffith” miał także spore ładownie, wypełnienie których rzadko kiedy było trudnym zadaniem: zresztą sporą część ich pojemności zajmowały pokaźne bagaże imigrantów, planujących osiąść na nowych ziemiach. Statek nie miał zbyt wielu pasażerów kabinowych, jako że niewielu było na nie stać – normalnym było, że poza okresem zimowym, imigranci często spali wprost na pokładzie.

„G.P. Griffith”


Wieczorem 17 października 1849 parowiec zderzył się ze szkunerem „California”. „Griffith” odniósł jedynie niewielkie uszkodzenia, za to żaglowiec zaczął nabierać wody. Szybka decyzja jego kapitana pozwoliła wyrzucić statek na brzeg, dzięki czemu nikt na nim nie zginął.

W 1850 „Griffith” zmienił właściciela, którym został teraz mechanik okrętowy David R. Stebbins - to on zaprojektował ten statek i brał aktywny udział przy jego budowie - mający za wspólnika kapitana marynarki handlowej, Charlesa Roby. Oczywistym było, że Roby objął dowodzenie statku, poszerzając jednocześnie listę portów w zachodniej części jeziora, do których chciałby wozić wciąż przybywających do Buffalo imigrantów. Stebbins objął z kolei stanowisko starszego mechanika.

Inauguracyjny rejs pod nowym właścicielem i kapitanem rozpoczął się wczesnym rankiem w niedzielę 16 czerwca 1850 roku. Z tak uroczystej okazji Roby zabrał w rejs teściową, szwagra, żonę, oraz córkę (inne źródło mówi o dwójce dzieci). Poza nimi na statek weszli liczni pasażerowie, głównie imigranci z Anglii, Irlandii, Niemiec i Skandynawii. Pogoda była wspaniała, a humory dopisywały.

Jeszcze tego dnia statek zawinął do Erie, Pensylwania, oraz do Fairport, Ohio, biorąc kolejnych pasażerów. Teraz na burcie było ich… No właśnie, ilu? Można napotkać na różne liczby, ale przyjmijmy za pewną inskrypcją, którą jeszcze poznamy, że było ich „ponad 300”. Jedno z poważniejszych źródeł mówi, iż na statku znajdowało się 321 osób – pasażerów i załogi. Wszyscy pasażerowie płynęli do Cleveland.

Stebbins spędzał w maszynowni mnóstwo czasu, eksperymentując z nowym rodzajem oleju smarnego.

We wczesnych godzinach 17 czerwca „G.P. Griffith” znajdował się około 15 mil od Cleveland, płynąc z prędkością 10 węzłów. Wtedy to właśnie sternik dostrzegł iskry wydobywające się spomiędzy kominów.

Oto fragmenty dwóch zeznań złożonych przed sądem:

Pierwszy oficer Evans: Zawołał mnie drugi oficer mówiąc że mamy pożar. Stwierdziliśmy ogień pomiędzy kominami, a „water jacket”.
[Water jacket – płaszcz wodny – osłona o podwójnych ściankach, między którymi znajduje się woda. Może pełnić funkcję odbiornika ciepła. W tym przypadku chodziło o wypełnione wodą blaszane pojemniki, które otaczając wychodzące z kotła i idące do komina rury, nie dopuszczały do ich przegrzania].
I dalej Evans: Pomagałem potem stłumić ogień, ale szybko doszliśmy do wniosku, że jest to niemożliwe. Statek kierował się ku lądowi, uderzył w bar [bar – piaszczysty próg] około 20 prętów [około 100 metrów, ale inne źródła mówią o 200, a nawet 900 metrach] od brzegu. Płomienie natychmiast objęły cały statek. Do tej pory [tylko] dziób nie był w ogniu. Zawsze myśleliśmy że statek jest dobrze (albo tak dobrze jak każdy inny na jeziorze) jest zabezpieczony przed ogniem.

Starszy mechanik Stebbins: Miałem służbę, zajmowałem się na wachcie maszyną. Właśnie ją oliwiłem. Nie widziałem ognia, zanim drugi oficer nie podniósł alarmu. Potem wykryłem ogień pod pokładem (pod głównym pokładem, jak sądzę) zaglądając przez dwa wywiercone [w szocie] otwory. W mniej niż trzy minuty podłączyliśmy węże. Nie minęło więcej niż dziesięć minut, gdy ogień wydostał się na zewnątrz. Jestem współwłaścicielem statku i wierzę, że był dobrze zabezpieczony przed ogniem. Ciężko mi sobie wyobrazić, w jaki sposób w pobliżu ładowni wybuchł pożar. Sadzę że było [na statku] 250 pasażerów i 26 członków załogi.

Łodzie przygotowano do zwodowania, ale nie mogły pójść w dół gdy statek poruszał się, ponieważ on [kapitan] wiedział, że zostaną zalane i staną się bezużyteczne. Kiedy przyszedł czas na opuszczanie łodzi ogień tak szybko się rozprzestrzeniał, że nie można było do nich dojść.



Krótko potem w gazecie Toledo Blade ukazał się interesujący artykuł o przeszłości kapitana Roby’ego. Okazało się, że jakby przyciągał pożary na statkach, którymi dowodził! Pierwszą taką jednostką był parowiec „Indiana”, który spalił się doszczętnie w Perrysburgu, a z kolei na rok przed wejściem na „Griffitha” dowodził szkunerem „Defiance”, któremu niewiele brakowało, aby cały spłonął. Cóż za dziwne fatum!

Gazeta pisała dalej:
„Ogień pojawił się najpierw w skrzyniach pomiędzy kominami. Dla jakichś celów nie były one wypełnione wodą, ale gliną [prawdopodobnie glina jedynie uszczelniała jakieś miejsca przecieków]. Kiedy wykryto ogień, statek znajdował się o trzy mile od brzegu. Jeszcze przed obudzeniem pasażerów, załoga na próżno chciała go ugasić. Kiedy w końcu ich [pasażerów] obudzono, nie było już nadziei na uratowanie statku, który płynął w kierunku lądu. Kapitan i załoga byli pewni, że uda się uratować wszystkich. Był to powód, dla którego nie obsadzano szalup.

Kapitan zebrał rodzinę składającą się z żony, dziecka i matki [żony]. Córkę Abby oddał pod opiekę [pasażerowi Danielowi] Donovanowi, a matkę [teściową] jej synowi Wilkinsonowi [szwagrowi kapitana], samemu zamierzając ratować żonę.

Czekali przy burcie na podejście statku do lądu, żeby wyskoczyć do wody. Niestety o pół mili od brzegu, parowiec uderzył w mały piaszczysty bar. Obracając się na nim, statek ustawił się burtą do wiatru, co spowodowało rozszerzenie się pożaru na całą jego długość.

Starszy mechanik stwierdził że nie da się zatrzymać maszyny. Ścigani przez ogień pasażerowie zaczęli grupami skakać do jeziora, [chwytając i] topiąc się nawzajem. Koła wciąż się obracały. Nikt nie wrzucał do wody pływających elementów statku.

Kapitan pozostawał na statku aż do chwili gdy miał wybór albo zginąć w płomieniach, albo wyskoczyć do wody. Potem [kapitan i jego rodzina] skoczyli do wody. Młody Wilkinson z matką, Donovan z Abby, i wreszcie kapitan z żoną.

Henry Wilkinson powiedział że matka wyślizgnęła mu się z rąk i utonęła. Widząc że nie może jej pomóc, popłynął do brzegu, dokąd dotarł skrajnie wyczerpany. Donovan przepłynął część drogi z Abby aż do chwili gdy zorientował się, że dziewczynka jest martwa. Wypuścił ją rąk, po czym uchwycił się płynącego przed nim mężczyzny. Ten odezwał się: „Donovan – jeśli będziesz się mnie trzymał, i tak nie uratujemy się. Jestem bardzo zmęczony”. [Donovan] szlachetnie puścił go, i zniknął pod powierzchnią wody.

Widziano kapitana Roby, jak utonął z żoną w objęciach, ale znalezione później ciała były rozłączone. Kapitan nie był dobrym pływakiem. Niewielkie wątpliwości są co do losów pani Studdiford. Nie widziano jej poza kabiną i prawdopodobnie zginęła w płomieniach. Wypalony wrak pokrywało mnóstwo kości. Pan Stebbins - mechanik – wyskoczył za burtę krótko po wejściu na mieliznę i dopłynął do brzegu”.

Woda miała w tym miejscu głębokość raptem 2,5 metra ale niestety większość pasażerów nie umiała pływać. W panice chwytali się w wodzie jeden drugiego, ciągną się nawzajem w dół. Według prasy wielu utonęło, mając na sobie ciągnące ich pod wodę pasy z monetami i złotem. W rzeczywistości jednak, tylko jedno ze znalezionych ciał było obciążone takimi skarbami. Odnotowano, iż do końca na mostku stał sternik Richard Mann, który zginął w płomieniach.

Jeden z marynarzy który dopłynął do brzegu, jakimś cudem natknął się na łódkę. Powrócił z nią pod płonący parowiec, wyciągając z wody kilku rozbitków.

Niezwykłe były z kolei okoliczności uratowania się doktora Reeda, pasażera. Po zatrzymaniu się statku na „barze” wyskoczył z dziobu do wody i – pomimo że nigdy w życiu nie przepłynął nawet kilku metrów – dotarł do brzegu! Dlaczego zdecydował się na skok, wiedząc że nie umie pływać? Powiedział później dziennikarzom że skoro innym się to udało, to dlaczego także i on nie miałby tego dokonać?

Kolejny z pasażerów, Holley, rzucił się do wody trzymając w ręce pas z zaszytymi 3200 (aż!) dolarami. W drodze pas wypadł mu z ręki, ale Holley zanurkował, i znalazł go! Po chwili jednakże stracił pas ponownie i tym razem nie mógł go zlokalizować. Przygnębiony – doskonały swoją drogą pływak - dotarł na plażę, na której wylądował po chwili inny rozbitek, który płynąc za nim widział co się dzieje, i odnalazł pas na dnie! Uszczęśliwiony Holley wręczył mu 300 dolarów nagrody, co dla tamtego, pozbawionego w jednej chwili całych życiowych oszczędności człowieka, było niczym gwiazdka z nieba.

Uratowało się także mniej więcej trzyletnie niemieckie dziecko. Nikt z jego bliskich nie ocalał.

*

Następnego dnia policzono żywych. Spośród 321 (prawdopodobnie) osób na pokładzie, życie ocaliło zaledwie 37, w tym tylko zaledwie jedna kobieta, żona statkowego fryzjera. Zginęły także wszystkie dzieci, poza owa trzylatką. W masowym grobie pochowano wyrzucone na ląd ciała 24 kobiet, 47 mężczyzn i 27 dzieci. Później pochowano także dużą liczbę spalonych lub nadpalonych kości, znalezionych na wypalonym wraku.

Co było przyczyną pożaru?

Prawdopodobnie winne było zaniedbanie, polegające na braku wody w pojemnikach „water jacket”. Nie odbieranie rosnącej temperatury wychodzących do komina rur mogło spowodować nadmierne ich przegrzanie. Pojawiła się także teoria, że zawiniły tu eksperymenty Stebbinsa z olejem smarnym. Późniejsze testy wykazały, że miał on bardzo niską temperaturę zapłonu. W końcu ogłoszono jednakże, iż przyczyny pożaru pozostały nieznane. Sądzę jednakże że to suche „water jacket” były jego przyczyną. Dlaczego były suche? No cóż, kapitan Roby nie mógł się na ten temat wypowiedzieć…

W 2000 roku w pobliżu miejsca tragedii postawiono tablicę o treści:
Po ukończeniu Kanału Erie z Albany do Buffalo, [stan] Nowy Jork, Jezioro Erie stało się ważnym połączeniem na wodnej trasie dla imigrantów podróżujących ze wschodniego wybrzeża na Środkowy Zachód. 600-tonowy jeziorowy parowiec G.P. Griffith, zwodowany w 1847, był jednym z tuzinów zbudowanych by zarabiać na tej kwitnącej branży. 17 czerwca 1850 Griffith, wypływający z ponad 300 pasażerami w trzydniowy rejs z Buffalo do Toledo, stanął w płomieniach i spalił się około 220 jardów od tego miejsca. Wielu spośród Niemieckich, Angielskich, Irlandzkich i Skandynawskich kolonistów miało zaszyte w ubraniach pieniądze, a kilku z nich dotarło do brzegu. Współczesne kalkulacje podają 286 ofiar. Większość pochowano we masowym grobie na plaży, później pochłoniętej przez jezioro Erie. Przypadek Griffitha pozostaje jedną z najgorszych morskich katastrof na Wielkich Jeziorach.



--

Post zmieniony (10-11-18 11:03)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
10-11-18 06:08  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
IJN Łukasz 



Na Forum:
Relacje w toku - 2
Galerie - 12


W Rupieciarni:
Do poprawienia - 1
 

Cześć Akra, mam wrażenie, że trochę z datami poszalałeś.
Ale jak zwykle przeczytałem od dechy do dechy.
Zdrów.

--
Optymista myśli, że świat stoi do niego otworem,
Pesymista wie co to za otwór ...

P.s Zmienność decyzji świadczy o ciągłości dowodzenia.

W stoczni: IJN Ise , IJN Hiei

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
10-11-18 10:55  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Och, sto lat w tę, sto lat w tamtą... :-)

Oczywiście zmieniłem 1949 i 1950 na właściwe, a dodatkowo poprawiłem 200 na 2000. Dzięki za zwrócenie uwagi!

Post zmieniony (10-11-18 11:01)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 34 z 34Strony:  <=  <-  30  31  32  33  34 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018