KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 8 z 49Strony:  <=  <-  6  7  8  9  10  ->  => 
05-12-16 07:54  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Oto kolejna Opowieść, która ze względu na objętość powinna ukazać się w dwóch częściach. Ale... niech Wam będzie. Już dziś przeczytacie całość!


Opowieść 473


ODWAGA I SZCZĘŚCIE

„San Demetrio” był motorowym zbiornikowcem zbudowanym w 1938 roku przez Northumberland Shipbuilding Co., Glasgow. Długim na 141,2 i szeroki na 18,6 metra, z ośmiocylindrowym wysokoprężnym silnikiem zapewniającym mu prędkość do 12 węzłów. W zbiornikach mogło się pomieścić ponad 11.000 ton benzyny. Nowoczesna maszyna powodowała że wachta w maszynowni „wychodziła z niej prawie tak samo czysta, jak przy wchodzeniu”. Statek miał charakterystyczna „krążowniczą” rufę oraz lekko pochylony dziób. Załoga liczyła 45 osób, a w latach wojny dołączyło do nich ośmiu artylerzystów. Jedno i dwuosobowe kabiny miały na podłodze dywany - byle jakie ale jednak – oraz umywalki. Jak na owe czasy była to wręcz rozpusta!

,

28 października 1940 roku „San Demetrio” wypłynął z Halifaxu, wchodząc w skład konwoju HX-84. W zbiornikach miał 11.200 ton lotniczej benzyny. Stanowiła ona mieszankę paliw dostarczonych przez poszczególne rafinerie co wprawdzie było wbrew przedwojennym zwyczajom, ale za to znakomicie przyspieszało prace związane z przeładunkiem. Benzyna miała bardzo niski punkt zapłonu, co czyniło ją szalenie podatną na zapalenie. Kapitanem był George Waist, mający już za sobą dramatyczne chwile na zbiornikowcu „San Alberto”.

„San Alberto”


9 grudnia 1939 roku idący w konwoju OB-48 statek został trafiony torpedą przez U-48, w wyniku czego przełamał się. W chwili wybuchu zginął jeden z członków załogi. Część dziobowa szybko zatonęła, ale rufowa uparcie utrzymywała się na powierzchni. Ponieważ U-boot najwyraźniej opuścił akwen, załoga wróciła na część rufową mając nadzieję na doprowadzenie jej – jako że maszyny były sprawne! - do Anglii. „Statek” ruszył w drogę tyłem do przodu.

No cóż, gdyby wąż podążał jego śladem, mógłby sobie złamać kręgosłup: wystające z rozerwanej strony blachy działały niczym dodatkowe stery i w rezultacie posuwano się niezwykle powoli, nader dziwacznymi zygzakami.

Po kilku dniach złej pogody statek zaczął nabierać coraz więcej wody, w wyniku czego ster – ten właściwy – coraz bardziej wynurzał się, co w końcu uniemożliwiło płynięcie mniej więcej we właściwym kierunku. Załoga z bólem w sercach ponownie zeszła do szalup, skąd trafili później na pokład belgijskiego zbiornikowca „Alexandre André”. To, co pozostało z „San Alberto” zostało zatopione 11 grudnia ogniem artyleryjskim przez niszczyciel „Mackay”, który przejął od Belgów 36 rozbitków, w tym kapitana.

W uznaniu godnych podziwu starań załogi, czterech oficerów odznaczono Orderami Imperium Brytyjskiego:

- Officer of the Most Excellent Order of the British Empire (OBE): kapitan George Waite i starszy mechanik Thomas Wilson Robson
- Member of the Most Excellent Order of the British Empire (MBE): trzeci mechanik Robert Alfred Staincliffe i czwarty mechanik Alfred Ernest Skea
- Trzy osoby dostały wyróżnienia: bosman Malcom Bain, starszy marynarz Maxwell Pirie i marynarz John Young.

Kapitan George Waite był tęgim, jowialnym wesołkiem, ale także doskonałym oficerem


Wracamy na „San Demetrio”.

Ponieważ na statku brakowało trzech marynarzy, w Halifaxie zamustrowano trójkę ochotników: młodziutkiego Anglika Ernesta Damesa, 26-letniego Oswalda Ross Prestona znanego później jako „Yank” (Jankes) chociaż urodził się w Kanadzie, oraz niejakiego Mortimera.

Preston był ciekawą i wręcz fascynującą postacią. Urodzony obieżyświat i miłośnik przygód zwiedził przed wojną kawał świata. Po wejściu na „San Demetrio” nie przejawiał specjalnego zainteresowania swoimi obowiązkami, traktując pobyt na statku raczej jako interesujący rejs na drugą stronę Atlantyku. Jeszcze powrócimy do tego dżentelmena.

Krótko po wyjściu z portu zawróciły dwa niszczyciele, pozostawiając na straży konwoju krążownik pomocniczy „Jervis Bay”. Mogący osiągnąć 15 węzłów okręt uzbrojony był w 7 dział 152 mm i 2 przeciwlotnicze 76 mm.

Rozmieszczenie artylerii na „Jervis Bay”


Po czterech dniach maszyna „San Demetrio” odmówiła posłuszeństwa. Oczywiście konwój nie mógł na niego czekać. Naprawy zajęły 16 godzin, po czym dano całą naprzód i wieczorem 4 listopada dogoniono idące 9 węzłami statki. Następnego dnia na prowadzącym jedną z kolumn „San Demetrio” usłyszano jakieś wybuchy. Pierwszą myślą było to, że „Jervis Bay” atakuje bombami głębinowymi. Wkrótce jednak odległe błyski rozproszyły domysły o U-boocie: bez wątpienia „Jervis Bay” walczył z okrętem nawodnym!

Wkrótce dostrzeżono wroga z lewej burty. Znajdujący się na mostku walijski kadet John Lewis Jones, mający w kabinie zdjęcie niemieckiego pancernika kieszonkowego „Deutschland” bez wahania potwierdził jego tożsamość. Waite zgodził się z rudowłosym młodzieńcem. I zaraz potem Niemcy otworzyli ogień. Celny.

„Jervis Bay” w walce z ciężkim okrętem nie miał najmniejszych szans, ale pomimo tego walczył do końca


Dowódca drobnicowca „Cornish City”, będący jednocześnie komodorem konwoju, dał rozkaz rozproszenia się.

„Cornish City” przetrwał atak „Deutschlanda” na HX-84. Poszedł na dno dopiero 29 lipca 1943 roku po storpedowaniu przez U-177


Waite przestawił telegraf maszynowy na cała naprzód, oraz rozkazał starszemu oficerowi Wilsonowi wyłożyć szalupy za burtę. W tym czasie trzymano je w gotowości do natychmiastowego opuszczenia jedynie na wodach zagrożonych atakiem U-bootów, dopiero później zwyczaj ten wprowadzono na wszystkich akwenach.

Gdy „Deutschland” otworzył ogień na statki konwoju, starszy mechanik Charles Pollard przebierał się właśnie do kolacji w elegancki mundur. Wybiegł na pokład i po błyskach wystrzałów z miejsca oczywiście zrozumiał, że konwój jest atakowany. Ruszył do maszynowni, gdzie wachtę trzymał drugi mechanik Duncan wraz z dwoma młodszymi kolegami. Zwiększano właśnie obroty, które pomogły wkrótce osiągnąć 11 i pół węzła: jak na stan morza było to znakomite osiągnięcie. Z chwilą gdy Pollard pojawił się w maszynowni, Duncan uśmiechnął się i powiedział do zwierzchnika, ale także przyjaciela „Idź stąd do diabła. To moja wachta. Dam radę!”

„O.K., tylko się rozejrzę”. Pollard sprawdził wszystkie stanowiska, upewnił się że wszyscy mają założone kamizelki, po czym pospieszył na mostek. Po zorientowaniu się w sytuacji wrócił do kolegów, aby i oni wiedzieli co się dzieje na zewnątrz. Ponownie pojawił się na mostku, gdzie trzeci oficer Knight powiedział mu, że jeśli statek zostanie rozbity przez pociski, telegraf zostanie przestawiony na „odstawić maszyny”, co będzie oznaczało „opuścić statek”. Knight spytał mechanika czy nie chciałby, aby tę wiadomość przekazał osobiście ludziom w maszynowni on, czyli oficer pokładowy, na co Pollard wyraził zgodę. Była to zagrywka psychologiczna: patrzcie mechanicy, załoga pokładowa myśli o was!

Na swoim stanowisku znalazł się także szybko drugi „artyleryjski” oficer Arthur Hawkins. Jego ludzie sprawnie przygotowali do akcji całą – jakże nędzną artylerię – czyli raptem jedno działo 102 mm oraz 12-funtówka. Hawkins oddał dwa strzały, po czym został wstrzymany przez kapitana: po pierwsze wróg znajdował się wciąż zbyt daleko jak na stodwójkę, a po drugie w szybko zapadających ciemnościach błyski wystrzałów wskazywały Niemcom lokalizację zbiornikowca.

Po latach John Lewis Jones, już jako kapitan własnego statku wspominał:
„Jakkolwiek San Demetrio oddalał się od rajdera, wciąż byliśmy w jego zasięgu. Dowódca, kapitan Waite zdecydował się zmienić kurs w prawo żeby nie pokazywać całej sylwetki. W tym samym czasie statek z prawej przed dziobem zmienił kurs w lewo i kolizja wydawała się nie do uniknięcia, ale umiejętności i szybka decyzja kapitana Waite pozwoliła tego uniknąć. Statki odeszły od siebie i popłynęły różnymi kursami. Natychmiast po tym [tamten] statek dostał trafienie. Widziałem jego dziób wyrastający z wody. Był na tyle blisko, żeby słyszeć jęki rannych. Jedna z ich szalup zerwała się z fałów, spadając do wody”.

Statkiem tym był „Maidan”. Kapitan Millar miał pod sobą 19 brytyjskich oficerów oraz 71 Laskarów, Ważący 7900 ton ładunek – głównie stali – utrudniał manewrowanie i z tego powodu stał się łatwym celem. Po kilku minutach płonący prawie na całej długości statek przechylił się mocno na burtę, po czym przewrócił do góry dnem i wreszcie zatonął w wielkich obłokach pary. Nie uratował się nikt z załogi nieszczęsnego frachtowca.

Pomimo postawionej zasłony dymnej, San Demetrio” stał się kolejnym celem Niemców. Drugi oficer Hawkins opisał to później w raporcie:
„Zmieniliśmy teraz kurs na E.N.E. (east.north.east - wschód-północny-wschód). Poszedłem na mostek i zobaczyłem rozmazany kształt rajdera w tylnej ćwiartce prawej burty w odległości około 8-8,5 mili. Otworzył do nas ogień salwą, która spadła dość daleko po lewej burcie. Następna przeszła tuż nad statkiem, a pocisk z kolejnej trafił w dziób, około pół metra nad linią wodną. Było już wtedy całkiem ciemno więc jakkolwiek widzieliśmy wystrzały, to nie wiedzieliśmy, z ilu pocisków składa się salwa”.

„Deutschland” ostrzeliwał zbiornikowiec z sześciu dział średniej artylerii o kalibrze 150 mm, nie używając artylerii głównej, czyli ośmiu dział mogących wystrzeliwać pociski 280 mm.

„Deutschland”


Stopięćdziesiątki były jednak zupełnie wystarczające na nieopancerzone burty i nadbudówki „San Demetrio”. Właściwie jedynie kwestią czasu było zapalenie się tysięcy ton benzyny, zamieniającej zbiornikowiec w wulkan ognia, niosąc śmierć całej załodze. Przytomnie oceniający sytuację kapitan Waite rozkazał „odstawić maszyny” i opuścić statek.

Starszy mechanik Pollard wrócił do maszynowni już jakiś czas temu. Miał prawo być dumny ze swoich ludzi nieugięcie trwających na stanowiskach, pomimo że mogli zostać w każdej chwili odcięci od prowadzących na pokład schodów. Teraz opuścił pomieszczenie jako ostatni.

I ciąg dalszy raportu Hawkinsa:
„Ostrzał stał się bardzo ciężki i wokół gęsto latały odłamki. Myślę jednak że rajder był poza zasięgiem własnej artylerii [tylko średniej, oczywiście] bo w pewnej chwili bezpośrednie trafienia ustały. Udałem się na mostek a stamtąd do prawoburtowej łodzi. Cały czas musiałem się chronić przed latającymi odłamkami. Umieściłem w łodzi dziewięciu ludzi a ponieważ nie było nikogo innego, sam do niej wszedłem i kiedy już prawie zaczynaliśmy opuszczanie, usłyszałem krzyk proszący o zaczekanie chwilę. Poczekałem, po czym zabrałem szóstkę która przeszła, jak sądzę z innej, przeładowanej szalupy. Będący wciąż na pokładzie kapitan powiedział żebym zszedł na wodę, więc zacząłem powoli opuszczać łódź. W tym czasie zatrzymały się maszyny. Statek robił około 8 węzłów, ale udało nam się posadzić szalupę na wodę. Ostrzał zaczął się wzmagać więc pomyśleliśmy, że najlepiej będzie oddalić się od statku. W tym czasie straciliśmy kontakt z drugą łodzią i już jej więcej nie zobaczyliśmy”.

Pierwsza szalupa oddala się od statku, który na tym obrazie jest zdecydowanie za jasno pomalowany. Widoczna potrzaskana przednia nadbudówka


Kiedy szalupy oddaliły się statek został trafiony pełną salwą, w wyniku czego na całej jego długości zapaliły się opary benzyny.

Owego tragicznego dnia został zatopiony nie tylko „Maidan”, ale także ”Kenbane Head”, „Beaveford”, „Fresno City”, ”Mopan” oraz „Trewellard”. Na dno poszedł także walczący do końca „Jervis Bay”. Heroiczna postawa jego załogi dała jednak czas na ucieczkę pozostałym statkom konwoju, w innym bowiem przypadku doszłoby do prawdziwego pogromu.

Było przejmująco zimno i deszczowo, a morze pokrywały duże fale. Chcąc podtrzymać kolegów na duchu Hawkins - młodszy wiekiem od wielu innych w szalupie – spytał żartobliwie: „Co powiedzielibyście na dobry stek z pieczarkami”? Ktoś odpowiedział mu: „Wszyscy mamy fantazje, ale dysponujemy tylko peklowaną wołowiną i biszkoptami” [wszystko w puszkach]. Na to Jankes: „Jak niby możemy jeść biszkopty? Zostawiliśmy na statku nasze sztuczne szczęki!”. Kanadyjczyk okazał się zresztą znakomitym kompanem sypiącym anegdotami i wspomnieniami ze swego ciekawego życia obieżyświata, co chociaż częściowo oddalało ponure myśli jego kolegów.

Po dwóch dniach przemarznięci do cna Hawkins i jego piętnastka zauważyła okryty płomieniami i dymem statek, ku powszechnemu zdziwieniu zidentyfikowany jako ...”San Demetrio”. Dowódca „Deutschlanda” musiał uznać że płonący zbiornikowiec i tak zatonie, dlatego też skupił swoją uwagę na pozostałych statkach konwoju!

Co robić w tak nienormalnej sytuacji? Co robić? Dopiero następnego ranka przeważył głos Oswalda Prestona: „Wolę raczej się usmażyć niż zamarznąć!”

Gdy łódź podpłynęła do rufy, fala rzuciła ją o ster zbiornikowca, o mało jej nie niszcząc. Teraz w powietrzu zawisło pytanie: w jaki sposób dostać się na pokład statku?

Jankes postanowił spróbować. Obwiązany linką wskoczył do wody, podpłynął do statku i chwytając się nierównych blach poszycia wdrapał na pokład! Teraz czekało go równie trudne zadanie podholowania szalupy pod wychylone żurawiki. Była to wyjątkowo ciężka praca, jako że i statek i ciężka, wypełniona częściowo wodą łódź przez cały czas tańczyły na fali. Wreszcie wyczerpany do cna Preston dociągnął kolegów na właściwe miejsce, po czym opuścił fały. Szalupa była jednakże zbyt ciężka, aby udało się ją wciągnąć ręcznie i wreszcie pozostawiono ja wiszącą w połowie burty, co wystarczyło jednak na przejście na pokład statku. Po kilku godzinach fale zerwały fały, po czym zniosły łódź daleko od statku. Marynarzom pozostała teraz do dyspozycji jedynie 3,5-metrowa, ostro zakończona z obu stron dinghy. Gdyby przyszła konieczność ponownego opuszczenia statku, bardzo wątpliwy ratunek w niej znalazłoby jedynie kilka osób.

Tak Jankes wspominał pierwsze chwile na płonącym statku:
„Byliśmy przerażeni widokiem, ale zabraliśmy się za gaszenie pożarów na pokładzie, skąd benzyna wypływała poza statek przez wybite odłamkami dziury. Wszystkie węże poza jednym spłonęły, więc używaliśmy wiader z pobieraną z morza wodą. Szef Pollard z Georgem Willeyem, trzecim mechanikiem oraz Johnem Boylem, smarownikiem zeszli poprzez metrową warstwę wody do maszynowni i uruchomili pompy co oznaczało, że mogliśmy użyć węża. Wzięcie pożarów pod kontrolę zajęło nam jedenaście godzin. W jakiś sposób mechanicy podnieśli parę i ruszyliśmy”. Był 9 listopada.

„Zeszli poprzez metrową warstwę wody do maszynowni” nie jest zbyt dokładnym opisem wydarzeń pod pokładem. Kiedy zszedł tam Pollard z trójką ludzi, pierwszą ich reakcją było „Boże, co za piekielny bajzel!”. Podłogę w maszynowni – wraz z licznymi urządzeniami -pokrywało 90-120 cm wody. Szczęśliwie nieuszkodzone były jednak systemy smarowania i chłodzenia, a główna maszyna wyglądała na sprawną, mimo że wszystko wokół było mokre. Pierwsze co zrobiono to uruchomienie generatora. Prąd z kolei pozwolił na włączenie pomp paliwowo-olejowych. Potem przyszły kolejne działania, ukoronowane wreszcie podniesieniem pary na prawym kotle. Po dwóch dniach Hawkins oceniał osiągniętą prędkość na 9 węzłów!

Grupa Hawkinsa wchodzi na pokład płonącego zbiornikowca. Nie całkiem było tak, jak jest na obrazie. Także przechył był sporo mniejszy


Zanim ruszono, padło pytanie: dokąd płyniemy? Na zachód czy na wschód? Pierwsza możliwość niosła mniej zagrożeń ze strony U-bootów, ale uszkodzony statek płynąłby pod wiatr i falę. Na wschód, w kierunku Clyde? Ryzykując spotkanie wrogich okrętów podwodnych i samolotów? Dyskusja zakończyła się konkluzją: „Zaszliśmy tak daleko z benzyną. Dokończmy robotę!” Zainstalowano punkty świetlne, przy pomocy których można było przekazywać rozkazy z mostka do maszynowni.

Ogromnym kłopotem była sama nawigacja. Ogień zniszczył radiostację, pomieszczenie z mapami oraz instrumenty do ustalania pozycji. Z powodu poprutej masy metalu kompas miał ogromną dewiację, a główna maszynka sterowa nie działała. Szczęśliwie po naprawach udało się uruchomić awaryjną. Wszystko czym dysponował Hawkins to słońce w dzień (o ile pokazywało się między chmurami), gwiazdy w nocy oraz atlas świata za sześć pensów. Ach tak, znaleziono także lornetkę. Nawigowano zatem na wschód „By guess and by God”, czyli mniej więcej „Przy pomocy odgadywania i Boga”. Oto konkluzja Hawkinsa i pomagającego mu Jankesa: „Powinniśmy dotrzeć do lądu gdzieś pomiędzy Narwikiem a Gibraltarem”.

Niespodziewanie Jankes okazał się być doskonałym znawcą nocnego nieba, przez co stał się ogromnie pomocny pełniącemu teraz obowiązki kapitana drugiemu oficerowi. Hawkins ustalił składy wacht: na mostku pełnił ją zamiennie z Jankesem (na bezrybiu i rak ryba), a w maszynie taką parę stanowili Pollard i Willey – ten ostatni podjął się obowiązków pomimo choroby i wysokiej gorączki. Tak naprawdę jednak obaj oficerowie pozwalali sobie w nocy najwyżej na dwie godziny snu.

Wkrótce nieoceniony Jankes mógł pokazać swój kolejny talent. Zraniony palec Pollarda spuchł w niewiarygodny sposób, przysparzając oficerowi nieustannego bólu. Bez chwili wahania Preston przebił opuchliznę swoim kozikiem. Z rany zaczęła wyciekać olbrzymia ilość ropy i już po godzinie mechanik uznał się za wyleczonego. Ból przedtem dokuczał mu tak bardzo, że – jak powiedział – nawet nie poczuł, gdy nóż pogrążył się w jego ogromnym palcu. Należy wspomnieć że kozik nie był wysterylizowany co jest doskonałym dowodem na to, że czasem szczęście jest ważniejsze od higieny!
Pracowano ciężko przez cały dzień dbając o mogące w każdej chwili zawieść maszyny, oraz uszczelniając poharatany odłamkami pokład. Dopiero wieczorem wszyscy poza dwójką na wachcie zbierali się w kuchni, śpiewając bez końca piosenki.

Wielkim problemem była żywność. Zabrano wprawdzie z szalupy jej niewielkie zapasy, ale na statku znaleziono niewiele więcej. Mięso nie nadawało się już do jedzenia. Było raptem osiem bochenków chleba, trochę ziemniaków i cebuli. Nie był to najlepszy zestaw dla wymęczonych chorobą morską żołądków. Ziemniaki gotowano we wiadrze, do którego Pollard doprowadzał rurę z gorącą parą. Niekiedy urozmaicano je podpiekaną na kotle cebulą.

13 listopada po południu „San Demetrio” dotarł do jakiejś irlandzkiej zatoki (była to zatoka Clew, chociaż inne źródła mówią o leżącej nieco na północ Blacksod). Dzień wcześniej zmarł z powodu wewnętrznych obrażeń smarownik John Boyle.



Ponieważ obie parowe windy kotwiczne były rozbite nie można było rzucić kotwicy, ponieważ nie byłoby jej jak potem wciągnąć. Całą noc statek stał w dryfie, co jakiś czas włączając silnik, aby przemieścić się na bezpieczne miejsce.

Rankiem „San Demetrio” znajdował się o 2,5 mile od brzegu. Do tej pory miano nadzieje że uda się dowieźć do domu ciało zmarłego kolegi, ale ponieważ nie było wiadomo kiedy dopłyną do bezpiecznego portu, urządzono mu morski pogrzeb.

O dziewiątej do zatoki wpłynął holownik Royal Navy „Superman”.
- Gdzie jesteśmy? – padło pytanie z „San Demetrio”
- Irlandia

Kapitan holownika zaoferował holowanie do Londonderry lub do Rothesay, ale Hawkins poprzez Pollarda odrzucił propozycję w nietypowy sposób:
- Ile możecie robić węzłów?
- Dziewięć
- Ja mogę wciąż dziesięć – odparł na to Pollard. Kłamał, ale był to dobry pretekst do zakończenia dyskusji.

No cóż, węszącemu za łatwym zarobkiem kapitanowi holownika pozostało w takiej sytuacji jedynie przekazać, że wkrótce statek otrzyma eskortę w postaci niszczyciela „Arrow”. I rzeczywiście, okręt pojawił się po kilku godzinach. Na prośbę „kapitana” Hawkinsa jego dowódca przekazał na statek peklowaną wołowinę, cukier, herbatę, papierosy i ...dwie baryłki rumu. Wprawdzie zapasy „Arrow” były także bliskie wyczerpania, ale podziw dla postawy marynarzy zbiornikowca przeważył. Nalegano również aby piętnastka przyjęła także wełniane okrycia „żeby było wam ciepło, chłopaki”.

Na czas przejścia do szkockiego portu Rothesay, do pomocy szkieletowej załodze „San Demetrio” zgłosiło się aż sześćdziesięciu ludzi z niszczyciela! Hawkins z Pollardem wybrali z tej grupy drugiego oficera pokładowego, drugiego i trzeciego mechanika – wciąż było mnóstwo pracy w maszynowni „San Demetrio”! – oraz czwartego mechanika z zatopionego parowca, który wraz z ośmiu kolegami został wyciągnięty jakiś czas temu z morza przez załogę niszczyciela.

HMS „Arrow”


Obie jednostki ruszyły w kierunku Rothesay. Obok nich płynął wciąż pełen nadziei na uzyskanie zlecenia holownik „Superman”. Zirytowany jego widokiem Pollard robił wszystko, aby zwiększyć obroty, aż wreszcie ku swojej i kolegów satysfakcji idący całą naprzód holownik zaczął pozostawać za rufą! Po pewnym czasie statek zwolnił, aby „Superman” go dogonił. Podobno – choć nie jest to pewne – Pollard wypuścił z rufy do wody cumę tak, jakby proponował „Supermanowi” wzięcie go na hol...

16 listopada wczesnym rankiem „San Demetrio” znalazł się w zatoce Rothesay. Na jego przednim maszcie powiewała czerwona flaga, informująca o niebezpiecznym ładunku. Powyżej znajdowała się brudna i podarta bandera.



„San Demetrio” wpływa o własnych siłach do portu. Z przodu obu nadbudówek wymalowano wielkie napisy SOS


Po rzuceniu cum przede wszystkim zabrano do szpitala dwóch marynarzy z których jeden, jak się wkrótce okazało, miał złamane dwa żebra. Dziesięć osób zeszło na ląd żeby najeść się i odpocząć. Na burcie pozostali jedynie Hawkins, Pollard oraz bosman. Następnego ranka dziesiątka wróciła, po czym wszyscy razem poszli do kościoła. Reszta dnia upłynęła na ciężkiej pracy, ponieważ postanowiono wypompować bezcenny ładunek własnym siłami, bez pomocy z zewnątrz. Pomimo wielu kłopotów udało się to dzięki pomocy holenderskiego holownika ratowniczego „Zeeland”, który wypożyczył specjalistyczne węże.

Zdjęcie zrobione w Rothesay. Z galonami na rękawie starszy mechanik Charles Pollard


Cofnijmy się teraz o kilkanaście dni. Mr. Dodds, dyrektor żeglugowy Eagle Oil and Shipping Company do której należał „San Demetrio”, dowiedział się 7 listopada o ataku rajdera na konwój w którym znajdował się ich statek. Lloyd’s przekazał informację, że widziano ostrzeliwanie zbiornikowca. Po weekendzie admiralicja podała że szeregowi statków udało się uciec, ale „San Demetrio” nie było na liście szczęśliwców.

13 listopada agent Eagle Oil w Nowej Funlandii poinformował, że statek został zatopiony i że pewna liczba ludzi jest zaginiona. Dodał także, że frachtowiec „Gloucester City” wysadził w St. John’s na ląd rozbitków z „San Demetrio”, w tym kapitana Waite. W jaki sposób statek natrafił na rozbitków?

Dowodzony przez kapitana Smitha „Gloucester City” zgubił we mgle własny, idący do St. John’s konwój. W drodze odebrano wiadomość od „Jervis Bay”, że jego konwój jest atakowany przez rajdera. Smith wiedział doskonale że na miejscu ataku znajdą się jacyś rozbitkowie i dlatego popłynął na podaną przez krążownik pomocniczy pozycję. Z pomocą ruszył również szwedzki „Stureholm” pod kapitanem Olanderem.

Najpierw zauważono szalupę dowodzoną przez starszego oficera Wilsona, a następnie niewielką łódź z kapitanem Waite i trójką marynarzy. Niedaleko natknięto się także na kolejne szalupy oraz tratwy: oba statki wzięły na pokład wszystkich rozbitków którzy opuścili płonący zbiornikowiec - oprócz grupy Hawkinsa, oczywiście – po czym Szwedzi przekazali „swoich” na „Gloucester City”. Trzeba chylić czoło przed odwagą obu załóg, poszukujących rozbitków na akwenie, na którym w każdej chwili mógł się ponownie pojawić rajder.

Smutne myśli zarządu Eagle Oil zostały rozproszone już tego samego dnia późnym wieczorem informacją, że ich statek został dostrzeżony przy wybrzeżach Irlandii! Dla Doddsa było jasne, że ludzie z drugiej szalupy wrócili na statek i doprowadzili go w bezpieczne miejsce. Znając nazwiska i funkcje szesnastki słusznie uznał, że przekrój zawodowy tej grupy mógł jej pozwolić na uruchomienie maszyn i prowadzenie właściwej nawigacji. Następnego dnia wszelkie wątpliwości zostały rozproszone: statek i załoga ocaleli!

Od lewej starszy mechanik Charles Pollard i drugi oficer, chwilowy kapitan statku, Arhur Hawkins. Na dolnym zdjęciu widoczne dziur po odłamkach


A tymczasem Rothesay żyło historią „San Demetrio”. Na statek przyjechał superintendent armatora z mnóstwem doskonałej żywności, a fundacja Lady Dumfries przysłała liczne ubrania. W końcu zjawił się osobiście sam Dodds, który zawiózł załogę do eleganckiego Grand Central Hotel w Glasgow, gdzie wydano na jej cześć przyjęcie. Najbardziej swemu szczęściu nie mógł uwierzyć młody chłopiec mesowy Jameson, którego marzeniem od dziecka było zjeść posiłek w tym tak ekskluzywnym miejscu. Teraz miał wreszcie okazję i w dodatku nie musiał za nic płacić!
Przed podaniem deseru Dodds spytał czy są jakieś skargi. „Tak! Kiepskie miejsca do spania w szalupach!”

I nagle pojawiła się szansa na spore pieniądze za doprowadzenie statku i jego cennego ładunku do portu! Sprawą zajął się prawnik nazywający się nomen omen Justice Langton (Justice to imię, ale także „sprawiedliwość”) oraz firma Elder Brethren z Trinity House. Trinity House to organizacja działająca między innymi na rzecz pomocy marynarzom i ich rodzinom.

Prawnicy doszli do wniosku, że ponieważ dzielna grupa uratowała statek i ładunek bez żadnej pomocy z zewnątrz, należy im się nagroda od towarzystwa ubezpieczeniowego. Czyżby odmawiając asysty „Supermana” Hawkins i Pollard już wtedy brali to pod uwagę? Ale skoro pieniądze są pewne, to jak je podzielić? Oto wypowiedź Langtona szczęśliwego, że nareszcie trafiła mu się ciekawsza sprawa niż rozwody:

„Żaden z oficerów na liście, Mr. Hawkins i Mr. Pollard, nie chciał robić różnicy między ratownikami. Sądzę że Mr. Hawkins i Mr. Pollard byliby w pełni usatysfakcjonowani gdyby podzielono fundusz na równe części, dla każdego taką samą. Prawo jednak nie pozwala mi na takie działanie. Jest słuszne i właściwe, żeby w ramach swoich obowiązków rozpoznać w pełni odwagę i poświęcenie każdego z tych ludzi.
To nie jest tak, że należy się większa nagroda w przypadku ratownictwa dlatego, że człowiek ma certyfikat. Jeśli ktoś ma certyfikat a w rzeczywistości zrobił mniej od tego bez certyfikatu, to ten drugi będzie upoważniony do otrzymania wyższej nagrody. Ale jeśli obaj są równi w odwadze i gotowości, a jeden z nich jest bardziej wykwalifikowany, to dzięki szkoleniu umiejętności tak naprawdę ma większy udział w zachowaniu ratowanej własności. Lepiej wyszkolony człowiek jest upoważniony do większego wynagrodzenia”.

Trochę się zmieniło na przykład od roku 1827, kiedy to admirał dowodzący w bitwie pod Navarino otrzymał po wszystkim 7.800 funtów, podczas gdy np. starszym marynarzom wypłacono po 19 szylingów...

Ostatecznie Hawkins i Pollard otrzymali po 2.000 funtów – ogromną sumę w owym czasie – a najniższa nagroda dla marynarza Mortimera wyniosła funtów 100. Rodzina Boyle’a otrzymała 1000 funtów. Uhonorowano także specjalnie Jankesa, w uznaniu jego niezwykle dzielnej postawy, zwłaszcza w pierwszych dniach. Łącznie wypłacono 14.700 funtów.

Wyremontowany „San Demetrio” dotrwał do 17 marca 1942 roku, kiedy to został storpedowany przez U-404. Uratowało się 36 osób - w tym kapitan – a 20 poniosło śmierć.

Tablica w londyńskim Tower Hill Memorial poświęcona dwudziestce ofiar z „San Demetrio”


I jeszcze kilka słów o kilku z naszych bohaterów. Wojnę przeżyli zarówno Waite jak i Hawkins, Pollard oraz Jones. Na zasadzie do trzech razy sztuka Waite utracił także kolejny zbiornikowiec, „San Ernesto”.

„San Ernesto”


Statek został storpedowany 15 czerwca 1943 na Oceanie Indyjskim przez I-37, kiedy to szedł w balaście z Sidney do Abadan w Zatoce Perskiej, po paliwo oczywiście. Wybuch spowodował śmierć dwóch marynarzy i dwóch artylerzystów.

Po zejściu załogi do dwóch szalup okręt wynurzył się i ostrzelał „San Ernesto” poważnie go uszkadzając, ale nie topiąc (!). Opuszczony zbiornikowiec dryfował jeszcze przez około 2.000 mil, aż w końcu osiadł na mieliźnie wyspy Nias, leżącej przy zachodnim brzegu Sumatry.

Kapitan Waite wraz z 22 członkami załogi został uratowany przez amerykański frachtowiec „Alcoa Pointer”. Epopeja dwunastu ludzi z drugiej szalupy trwała aż 28 dni! W końcu wyczerpani marynarze dotarli do wyspy Fanhandu na Malediwach. Tym razem skończyło się tylko na czterech wyróżnieniach przyznanych kapitanowi, starszemu mechanikowi, szefowi stewardów oraz bosmanowi.

*

Już w roku 1943 Brytyjczycy nakręcili film o epopei „San Demetrio”
,

Jankesa zagrał bardzo popularny – także i w latach późniejszych - Robert Beatty


--

Post zmieniony (05-12-16 19:46)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
05-12-16 07:59  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

No i masz, przegapiłem kolejny LUBILEUSZ! Pękła osiemdziesiątka!
Dziś rano licznik pokazywał:
tom 1 - 45.720
tom 2 - 32.215
tom 3 - 2.821
RAZEM 80.756!

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
05-12-16 17:59  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Borowy 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 11
Galerie - 2


 - 2

Witam. No to gratulacje !

--


Wykonane:
ORP Błyskawica , ORP Piorun , Torpedowce Kit i Bezszumnyj , Torpedowiec A-56 , Torpedowiec ORP Kujawiak , ORP Burza - stan na 1943 r , Pz.Kpfw. III Ausf J , T-34 , IS-2, Komuna Paryska , Sherman M4A3 , Star 25 - samochód pożarniczy , Zlin 50L/LS

W budowie:PzKpfw. VI Tiger I Ausf. H1,

Pozdrowienia z krainy podziemnej pomarańczy !

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
05-12-16 19:43  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Tyle że nie jestem pewny, czy dotrwam do 100.000 ...

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
05-12-16 20:01  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

A co masz nie dotrwać - siedzisz sobie w fotelu, piwko popijasz a licznik bije...
Chyba, że wydasz wojnę rozbuchanemu konsumpcjonizmowi i pozbędziesz się komputera, komórki z możliwością łączenia z internetem i innych "klamotów". :-)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
05-12-16 23:08  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ramolot 

Na Forum:
Galerie - 1
 

,,-„San Demetrio” był motorowym zbiornikowcem zbudowanym w 1938 roku przez Northumberland Shipbuilding Co., Glasgow. Długim na 141,2 i szeroki na 18,6 metra, z ośmiocylindrowym wysokoprężnym silnikiem zapewniającym mu prędkość do 12 węzłów"
,,Potem przyszły kolejne działania, ukoronowane wreszcie podniesieniem pary na prawym kotle."
Jeśli ,,San Demetrio" był motorowcem, to po co mu były kotły parowe?

--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
06-12-16 14:45  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Może ktoś znający się na silnikach okrętowych wyjaśni dlaczego w opisie perypetii motorowca ( 1 silnik wysokoprężny 8-cylindrowy 2400 KM) znalazło się takie oto zdanie dotyczące podnoszenia pary?

"The auxiliary starboard boiler flashed up quickly, for, as it had not cooled down, the operation of raising steam could be rushed through. There was seventy pounds of steam pressure soon showing on the starboard boiler-gauge."

Post zmieniony (06-12-16 14:56)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
06-12-16 15:53  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

Być może były to kotły wytwarzające parę do silnika(ów) pomocniczych używanych np. do windy kotwicznej, napędu maszynki sterowej nie mówiąc już o podgrzewaniu przez parę wody w systemie rurociągów do płukania/mycia tanków po wyładunku.
Skoro załoga weszła na pokład by przywróci ruch jednostce to być może silnik tego motorowca był na "fuel oil" (paliwo ciężkie w odróżnieniu od "Diesel oil") a takie wymaga podgrzania i robi to własnie para z pomocniczego kotła.

Post zmieniony (06-12-16 15:54)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
06-12-16 16:07  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

Nie zwróciłem uwagi w ang. zdaniu na słówko"auxiliary" (pomocniczy. Wszystko więc jasne - na 90 % do podgrzania paliwa ciężkiego.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
06-12-16 20:26  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Wielkie dzięki Ryszardzie, jak według Ciebie powinien zatem brzmieć odpowiedni fragment mojej Opowieści?

P.S. Mam ogromne doświadczenie jeśli chodzi o eksploatację statków, ale bardzo nikłe jeśli mowa jest o maszynie...

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 8 z 49Strony:  <=  <-  6  7  8  9  10  ->  => 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018