KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 45 z 48Strony:  <=  <-  43  44  45  46  47  ->  => 
24-05-19 19:45  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

"Oj Ryszardzie Ryszardzie, że też chciało Ci się tyle pisać dla wykpienia zwykłej literówki? Tak jakbyś nie przeczytał parę linijek powyżej zdania iż "Jednostki wypłynęły parami, a jedną z nich stanowiły L-15 i L-16."
Gdzież ach gdzież te czasy, gdy zabierałeś rzeczowy głos na temat samych wydarzeń... No cóż, to chyba se nevrati..."

Bym na przyszłość nie musiał "tyle" pisać jest jedna rada - kilka razy przeczytać swoje pisanie i poprawić ewentualne literówki.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
27-05-19 08:15  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Naprawdę czepiasz się, amigo, drobiazgów. Wystarczyłoby napisać tylko "Zamiast I-15 powinno być L-15" - i już.
Mam się bić w piersi, że nie jestem idealny? Każdy gotowy tekst drukuję, po czym czytam dwa razy, żeby wyłapać każdy brak literki, lub literkę zamienioną na inną, ale zamienioną w słowie, a nie pomyloną w bardzo podobnej nazwie okrętu!
No a poza tym nikt Ci nie każe tego czytać, i potem się irytować, czyż nie?

--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
27-05-19 08:36  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

:-)))

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
27-05-19 12:36  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Wykoncypowałem sobie po "śmieszku", że jednak nie rezygnujesz z bycia moim Czytelnikiem, z czego się bardzo cieszę :-)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
07-06-19 13:11  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Opowieść 529


OSIEM GODZIN NIEPEWNOŚCI


Istniejąca od 1878 roku Orient Steam Navigation Company – zwana powszechnie Orient Line - zaczęła tracić swój impet na początku dwudziestego wieku na rzecz silniejszej finansowo P&O, czyli Peninsular and Oriental Steam Navigation Company. W 1919 roku P&O stało się przeważającym udziałowcem mając 51 procent akcji, aż wreszcie w 1966 Orient został wchłonięty całkowicie.

Nasza Opowieść zaczyna się jednak w lipcu 1937 roku, kiedy to statki Orient Line wciąż podnosiły na przednim maszcie własne barwy. Tak właśnie uczyniono na najnowszym nabytku, nazwanym „Orcades” – od litery „O” zaczynała się zdecydowana większość nazw statków tego armatora.

Proporzec Orient Line


„Orcades” był jedynie lekko zmodyfikowaną wersją młodszego prawie dokładnie o dwa lata „Oriona”. Miał 23.456 GRT, długość 202,68 metra i szerokość 25,60. Napędzające dwie śruby parowe turbiny Parsonsa pozwalały na rozwinięcie 21 węzłów. Statek przeznaczono na linię z Anglii do Australii, na której do 1939 przewoził pocztę, przez co miał prawo do umieszczania przed nazwą liter RMS (Royal Mail Ship). Pierwsza klasa oferowała 463 miejsca, a klasa turystyczna 605.

„Orcades”. Na obu ilustracjach, na olinowaniu masztu po prawej stronie widać proporzec Orient Line
,

Statek przy kei w Pyrmont, będącego częścią Sydney



Dziewiczy rejs najnowszego nabytku Orient Line miał nietypową trasę, w postaci tygodniowej wycieczki po Morzu Śródziemnym, z zawijaniem do ciekawych turystycznie portowych miast. Statek zrobił trzy takie rejsy, zanim w październiku 1937 roku nie wypłynął w prawdziwie morską wyprawę z Londynu do Brisbane via Morze Śródziemne, Kanał Sueski i Cejlon. W samej Australii statek zawijał do czterech portów: Fremantle, Adelaide, Sydney i wreszcie Brisbane. Trasa ta mierzy 11.353 mile morskie. Gdyby statek pokonywał tę trasę 19 węzłami nawet bez zawijania po drodze do licznych portów – co było standardem - potrzebowałby na to aż 25 dni!

We wrześniu 1939 RMS „Orcades” zmienił się w HMT „Orcades”, gdzie HMT oznaczało Hired Military Transport, czyli Wynajęty [przez rząd] Wojskowy Transportowiec. Zainstalowano na nim 1 działo 150 mm, 1x76 mm, 4 przeciwlotnicze Oerlikony 20 mm, oraz 5 również przeciwlotniczych karabinów maszynowych. Do obsługi całej tej artylerii zamustrowano 36 ludzi DEMS. DEMS to skrót od Defensively Equipped Merchant Ship (Uzbrojony Defensywnie Statek Handlowy), ale powszechnie mówiono „DEMS” także na służących na nich artylerzystów. „Normalna” załoga liczyła 290 osób.

Artylerzyści DEMS podczas ćwiczeń. Po lewej podający pociski cywilny członek załogi (w zwykłej czapce)


Pierwszy rejs z wojskiem odbył się w już październiku, kiedy to „Orcades” wszedł w skład konwoju, przewożącego na Bliski Wschód australijskich żołnierzy.

Australijczycy na „Orcadesie”


Kolejny rejs z oddziałami na burcie prowadził z Anglii do Suezu. Po powrocie do Liverpoolu i uzupełnieniu paliwa i zapasów, statek wypłynął do Kanady po tamtejszych wojaków.

Początek 1942 roku zastał „Orcadesa” na Dalekim Wschodzie. Statek wziął na swój pokład australijskich żołnierzy mając ich dowieźć do Singapuru, ale ponieważ ten padł pod silnymi ciosami Japończyków, wysadził oddziały na południowej Sumatrze. Zaraz potem przyszło krótkotrwałe wożenie żołnierzy do Batavii (obecnie Dżakarta) na Jawie.

Ze stojącego w Batawii „Orcadesa” schodzą australijscy żołnierze


Po raz ostatni statek zawinął do Batawii na krótko przed jej utratą. „Orcades” stał tam przez kilkanaście nerwowych dni, mając za zadanie wzięcie udziału w ewakuacji zagrożonej inwazją Jawy. Na początku marca statek opuścił port jako ostatnia aliancka jednostka, mając na burcie głównie australijskich żołnierzy i ich rodziny.

Znaczną część wojskowych zawieziono do Colombo, a pozostałych – oraz cywilów – wysadzono na ląd we Freemantle i Sydney. W obu tych portach wyokrętowano także wojskowych i cywilnych uchodźców z Singapuru, którym udało się uciec przed japońską niewolą. Specjalnymi gośćmi na pokładzie byli rozbitkowie z zatopionych przez japońskie lotnictwo brytyjskich pancerników „Repulse” i „Prince of Wales” (vide Opowieść 443 „Zagłada Force Z”).

Wczesną jesienią 1942 roku dowodzony przez kapitana Charlesa Foxa statek wypłynął z Liverpoolu do Kapsztadu (Cape Town), gdzie też bezpiecznie dotarł. Kapitan nie miał jednakże pojęcia o tym, że z końcem sierpnia Dönitz wysłał na południe Atlantyku cztery U-booty, aby patrolowały szlaki prowadzące z Południowej Afryki do Anglii. Okręty, wśród których znajdował się U-172, działały w ramach operacji Eisbär (Niedźwiedź polarny). Cała czwórka otrzymała rozkaz prowadzenia działań bojowych dopiero od 8 października – być może właśnie tego dnia każdy z okrętów miał znaleźć się na wyznaczonej dla niego pozycji.

Kapitan Charles Fox. W niektórych źródłach mylnie przedstawiany jako „Polish captain Zarwada” (jeśli już, to Zawada)


Nadszedł 9 października 1942 roku. „Orcades” wyszedł z Kapsztadu w drogę do Liverpoolu, wioząc 741 pasażerów, w tym większość wojskowych. Załoga liczyła 290 osób plus 36 artylerzystów. Ładunek stanowiło 3000 ton drobnicy oraz 2000 worków z pocztą. Morze było niespokojne, ze znaczną martwą falą, i takie też warunki panowały następnego dnia. Statek szedł piętnastoma węzłami, zygzakując. Oczywiście mógł robić nawet 21 węzłów, ale wobec potrzeby oszczędzania paliwa – miał przecież przed sobą długi, bezpośredni rejs do Anglii – nie można było wejść na maksymalne obroty. Być może ten właśnie fakt zdecydował o losie statku.

*

Kapitan Carl Emmermann, pierwszy bo Bogu na U-172 patrolował przyznany mu sektor, i już rankiem 10 października dostrzegł na horyzoncie sylwetkę dużego statku. Kilka godzin zajęły manewry mające wyprowadzić okręt na dogodną pozycję do strzału torpedowego. Udało się to wreszcie kilkanaście minut po dziesiątej.

Kapitan Carl Emmermann i jego okręt
,

Emmermann wystrzelił dwie torpedy, i obie o 10:28 wybuchły na lewej burcie. Pierwsza trafiła na wysokości wręgi dzielącej ładownie 1 i 2, a druga w rufową ładownię numer 6, w rezultacie czego lewoburtowy silnik, i co gorsza także ster, przestały działać. Kapitan Fox polecił nadać wezwanie o pomoc – wraz z informacją o ataku U-boota, oczywiście – jednocześnie ogłaszając alarm szalupowy.

Chcąc jak najszybciej dobić statek, U-boot wystrzelił trzecią torpedę, która o 10:45 trafiła w śródokręcie lewej burty. „Orcades” powoli zagłębiał się w wodzie – szczęśliwie na równym kilu z lekkim jedynie przegłębieniem na dziób (mnóstwo wody w ładowniach 1 i 2 robiło swoje) – podczas gdy doskonale wyćwiczona załoga sprawnie opuszczała jedną szalupę po drugiej. W trakcie tego statek bezsilnie krążył robiąc pięć węzłów na ocalałym silniku prawej burty.

Spośród 20 szalup które schodziły na wodę jedna wywróciła się przy tym do góry dnem, i niestety przyniosła śmierć 45 znajdującym się w niej ludziom. Jest jednakże inna wersja owego zdarzenia, jakoby wszyscy oni zostali uratowani przez pospiesznie przybyłą na pomoc łódź motorową. Według tej samej wersji owych 45 osób znajdowało się na innej łodzi, zniesionej daleko z wiatrem, i nigdy już pomimo poszukiwań nie odnalezionej.

56 pozostałych na burcie ochotników próbowało powstrzymać pogrążanie się statku w wodzie. Wśród nich była także garść artylerzystów, wspomagana kilku wojskowymi ochotnikami spośród pasażerów, którzy odmówili wejścia do szalup. Radiotelegrafista wysyłał w eter kolejne wezwania o pomoc.

O 10:54 U-boot wystrzelił kolejną, czwartą już torpedę, ale zeszła ona z kursu, mijając cel z daleka.

W tym czasie mechanikom udało się uruchomić lewy silnik, co wprawdzie niewiele zwiększyło szybkość, ale pozwoliło na sterowanie śrubami. Fox ustawił się dziobem w kierunku najbliższego lądu i dał żałosne, bo ośmiowęzłowe, „cała naprzód”.

Osiem węzłów było jednak ciut za dużo dla U-boota, teoretycznie mogącego iść w zanurzeniu niewiele ponad 7 węzłów, a i to jedynie przez krótki okres czasu. Emmermann dał rozkaz do wynurzenia, bojąc się odejścia statku na zbyt dużą odległość: jego 18 węzłów na powierzchni nie dawałoby szans żałośnie powoli uciekającemu „Orcadesowi”. Tyle że ten natychmiast otworzył ogień, zmuszając U-boota do ponownego zanurzenia się.

Niestety Fox nie zdążył odejść na bezpieczny dystans. O 12:49 torpeda – już czwarta – trafiła w prawą burtę na wysokości ładowni 6, a zaraz potem, o 12:50 i 12:54 kolejne pociski doszły celu. Te dwa ostatnie uderzyły w maszynownię prawej burty i w przednią część śródokręcia. Sześć trafień to już było zbyt wiele, nawet dla takiego dużego statku jak „Orcades”. Zaledwie sześć minut po ostatnim trafieniu statek poszedł na dno z silnym przechyłem na prawą burtę. Z 56 obecnych na pokładzie mężczyzn uratowało się 55. Starszy mechanik William Johnston poszedł na dno razem ze statkiem, ginąc w maszynowni w chwili, gdy trafiła w nią torpeda. Zgodnie z tradycją, jako ostatni statek opuścił kapitan Charles Fox.

W ciągu tych zaledwie sześciu minut zdążono zwodować ostatnie cztery szalupy. Ich obsady z miejsca zajęły się przyjmowaniem do siebie „nadliczbowych” rozbitków z tratew, oraz tych, którzy pływali trzymając się licznych drewnianych szczątków. Przy okazji wyłowiono mnóstwo będących częścią ładunku pomarańcz, doskonałe źródło odświeżającego soku. Szalupy powiązano ze sobą. Pozostałe łodzie były rozproszone, oddalone już na całe mile od miejsca zatonięcia statku.

Rozbitkowie z prawdziwą ulgą przyjęli przybycie samolotu, bo oznaczało to, że ich wezwania o pomoc zostały odebrane. Lotnicy dostrzegli peryskop U-boota zrzucając bomby głębinowe, które wprawdzie nie wyrządziły okrętowi krzywdy, ale zmusiły Emmermanna do opuszczenia akwenu: można się było przecież spodziewać nadejścia wrogich okrętów. Zresztą co Niemiec mógłby jeszcze uzyskać? Stracić mnóstwo czasu na wyszukanie wśród rozbitków kapitana, aby wziąć go do niewoli? Zdecydowanie skórka nie była warta wyprawki.

Samolot wysłał w eter wiadomość o odnalezieniu rozbitków, i jedną z jednostek która ją odebrała, był znajdujący się najbliżej polski frachtowiec „Narwik”.

„Narwik”


„Narwik” zwodowano w 1941 jako „Empire Roamer” – jeden z wielu statków typu Empire. Rok później Brytyjczycy przekazali go Polskiej Marynarce Handlowej, wraz z trzema siostrzanym jednostkami. Statki przemianowano na „Tobruk”, „Bałtyk”, „Białystok”, „Borysław” i oczywiście „Narwik”. Ciekawe, że nazwę „Borysław” zmieniono na „Bytom” dopiero w 1950 roku, czyli że przez kilka lat polski statek nosił nazwę ukraińskiego już wtedy miasta.

Wracamy na afrykańskie wody. „Narwikiem” dowodził wtedy tymczasowo pierwszy oficer Czesław Zawada, ponieważ kapitan musiał zmustrować z powodu choroby.

Jedyne znane zdjęcie Czesława Zawady


Zawada pospiesznie zmienił kurs i zwiększył szybkość, dzięki czemu już około godziny szesnastej spostrzeżono pierwszych rozbitków. Nie wszystkich, bo jak wiemy, fale porozrzucały szalupy na dużym obszarze.

Ponieważ morze było niespokojne, należało się liczyć z wielogodzinną akcją, w trakcie której stojący w dryfie statek wystawiony byłby na torpedy U-boota; Zawada przecież nie mógł wiedzieć, że Emmermann opuścił miejsce swojego największego w karierze sukcesu. Porozstawiano wprawdzie dodatkowych obserwatorów, ale nawet gdyby któryś z nich dostrzegł ślad torpedy, to i tak „Narwik” nie mógłby dostatecznie szybko zmienić pozycji.

Zawada przebywał oczywiście na mostku, bo tam jest miejsce każdego kapitana podczas alarmów, natomiast akcją ratunkową kierował bezpośrednio awansowany tymczasowo na chiefa trzeci oficer Zbigniew Chełmiński.

Przez wiele godzin motorowa łódź „Narwika” holowała szalupy i tratwy pod burtę frachtowca, skąd po siatkach i sztormtrapach rozbitkowie wchodzili na pokład. Czas mijał niepokojąco powoli, a każda minuta mogła być dla statku ostatnią. Załoga niezmordowanie przyjmowała rozbitków na pokład. Naliczono ich już trzystu, czterystu, pięciuset, sześciuset wreszcie, a kolejne szalupy i tratwy wciąż meldowały się przy burcie.

O północy na statku znalazł się również uratowany kapitan Fox, który ostrzegł Zawadę o prawdopodobnie czyhającym w pobliżu U-boocie, ale nie zmieniło to decyzji Polaka o prowadzeniu akcji ratowniczej do samego końca, bez względu na ogromne ryzyko. Dzięki temu gdy Zawada ogłosił zakończenie akcji ratunkowej, na jego statku znajdowało się aż 1022 rozbitków!

Statek obrał kurs na Kapsztad, ale dopiero po dziesięciu godzinach samotnego marszu załoga i rozbitkowie odetchnęli, ponieważ spotkali się z idącą im na spotkanie dwójką niszczyciel (australijski „Nizam” i brytyjski „Foxhound”), przy których można było poczuć się względnie bezpiecznie.

Jeden z uratowanych, chorąży Peter Victor Waddell, na pokładzie „Narwika”


Dzięki bohaterskiej postawie polskiej załogi śmierć poniosło jedynie 45 osób: 27 członków załogi, 2 artylerzystów, 2 cywilnych pasażerów, 7 ludzi z Royal Navy i również 7 z armii lądowej.

*

Niezwykła akcja spotkała się z zasłużonym podziwem Brytyjczyków. Oto fragment oficjalnego listu brytyjskiego ambasadora przy polskim rządzie na uchodźstwie:
„Decyzja kapitana Zawady o zatrzymaniu statku w biały dzień na okres ośmiu godzin, celem zabrania większej partii rozbitków, i to wtedy, gdy wiedział on o krążącym wciąż w pobliżu okręcie podwodnym nieprzyjaciela jest przykładem zimnej krwi i odwagi, która domaga się najwyższego uznania. Jego spokojne i pogodne zachowanie sie również zasługuje na najwyższą pochwałę. Był niestrudzony w usiłowaniach zapewnienia pasażerom jak najlepszych warunków. Ani na chwilę nie opuścił mostka kapitańskiego i wykonał swój bardzo odpowiedzialny obowiązek w sposób, który był pięknym przykładem dla wszystkich. Jest wspaniałym człowiekiem.
Polski statek wyratował 1022 rozbitków z brytyjskiego statku. W związku z tym głównodowodzący na południowym Atlantyku, który już uprzednio przesłał swe wyrazy uznania na ręce kapitana Zawady, prosił, aby o tej wartościowej pracy kapitana Zawady poinformować rząd polski”.

Teraz posypały się odznaczenia.
- Kapitan Czesław Zawada otrzymał Lloyd’s War Medal for Bravery at Sea (Medal Wojenny Lloyda za Męstwo na Morzu), a polski rząd przyznał mu Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami.
- Pierwszy oficer Zbigniew Chełmiński oraz radiotelegrafista Michał Zorget otrzymali Srebrne Krzyże Zasługi.
- Starszy marynarz Bohdan Kołodziej oraz młodszy marynarz Jakub Dziura – obsada łodzi motorowej holującej szalupy i tratwy dostali Brązowe Krzyże Zasługi. Taki sam krzyż otrzymał również kucharz Władysław Sirotko.

Lloyd’s War Medal for Bravery at Sea


Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami



Lloyd’s War Medal for Bravery at Sea przyznano także kapitanowi Charlesowi Foxowi, a to za znakomitą postawę i próby ratowania statku. O odznaczeniu Foxa można przeczytać w Wikipedii dotyczącej „Orcadesa”. Nie ma tam jednakże ani słowa o medalu największego bohatera tamtych godzin, którym bez wątpienia był Czesław Zawada!

A jak toczyły się dalsze losy pogromców „Orcadesa”?

Carl Emmermann dożył końca wojny w randze komandora podporucznika, od listopada 1943 zajmując stanowiska na lądzie, z wyjątkiem marca 1945, kiedy to przez kilka tygodni dowodził U-3037. Pomiędzy 27 majem 1942 a 24 lipcem 1943 Emmermann zatopił aż 26 statków mających 152.800 GRT. Zmarł w 1990 roku jako szanowany biznesmen.

U-172 nie miał tyle szczęścia. 13 grudnia 1943 roku został zaatakowany na środkowym Atlantyku przez samoloty z lotniskowca eskortowego „Bogue”, wspierane przez cztery amerykańskie niszczyciele. Polowanie podczas którego zrzucono około 200 bomb głębionych trwało ponad dobę, i oczywiście musiało przynieść U-bootowi zagładę. Prawdziwym cudem był fakt, że wraz okrętem zginęło tylko 13 Niemców, podczas gdy 46 ich kolegów Amerykanie wyciągnęli z wody.

Ostatnie chwile U-172


W 2014 roku odnaleziono wrak „Orcadesa”, leżącego aż na 4800 metrach.

Rufowe działo 150 mm. Jak widać przynajmniej ta część okrętu stoi na równej stępce


Cegły wyprodukowane przez firmę Thistle (taka nazwa widnieje na każdej z cegieł). Jest to albo część ładunku, albo też – co bardzo prawdopodobne – należą one do wyposażenia statku, jako że takimi cegłami wykładano wnętrza kotłów



--

Post zmieniony (08-06-19 14:15)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
07-06-19 17:04  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Lelum Polelum 



Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 3
Galerie - 3


 - 10

Z góry przepraszam, jeżeli wcinam się nie tam gdzie powinienem, ale właśnie przeczytałem coś takiego i odczuwam nieodpartą potrzebę podzielenia się:
Prawdziwa rozmowa nagrana na morskiej częstotliwości alarmowej Canal 106, na wybrzeżu Finisterra (Galicja) pomiędzy Hiszpanami a Amerykanami 16 października 1997 roku. Hiszpanie (w tle słychać trzaski): Tu mówi A-853, prosimy, zmieńcie kurs o 15 stopni na południe, by uniknąć kolizji... Płyniecie wprost na nas, odległość 25 mil morskich. Amerykanie (trzaski w tle): Sugerujemy wam zmianę kursu o 15 stopni na północ, by uniknąć kolizji. Hiszpanie: Odmowa. Powtarzamy: zmieńcie swój kurs o 15 stopni na południe, by uniknąć kolizji... Amerykanie (inny głos): Tu mówi kapitan jednostki pływającej Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nalegamy, byście zmienili swój kurs o 15 stopni na północ, by uniknąć kolizji. Hiszpanie: Nie uważamy tego ani za słuszne, ani za możliwe do wykonania. Sugerujemy wam zmianę kursu o 15 stopni na południe, by uniknąć zderzenia z nami. Amerykanie (ton głosu świadczący o wsciekłości): Tu mówi kapitan Richard James Howard, dowodzący lotniskowcem USS Lincoln marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych; drugim co do wielkości okrętem floty amerykańskiej. Eskortują nas dwa okręty pancerne, sześć niszczycieli, pięć krążowników, cztery okręty podwodne oraz liczne jednostki wspomagające. Udajemy sie w kierunku Zatoki Perskiej w celu przeprowadzenia manewrów wojennych w obliczu możliwej ofensywy ze strony wojsk irackich. Nie sugeruje... ROZKAZUJE WAM ZMIENIĆ KURS O 15 STOPNI NA PÓŁNOC! W przeciwnym razie będziemy zmuszeni podjąć działania konieczne by zapewnić bezpieczeństwo temu okrętowi, jak również siłom koalicji. Należycie do państwa sprzymierzonego, jesteście członkiem NATO i rzeczonej koalicji. Żądam natychmiastowego posłuszeństwa i usunięcia sie z drogi! Hiszpanie: Tu mówi Juan Manuel Salas Alcántara. Jest nas dwóch. Eskortuje nas nasz pies, jest też z nami nasze jedzenie, dwa piwa i kanarek, który teraz śpi. Mamy poparcie lokalnego radia La Coruna i morskiego kanału alarmowego 106. Nie udajemy się w żadnym kierunku i mówimy do was ze stałego lądu, z latarni morskiej A-853 Finisterra, z wybrzeża Galicji. Nie mamy g...w.ni.ego pojęcia, które miejsce zajmujemy w rankingu hiszpańskich latarni morskich. Możecie podjąć wszelkie słuszne działania, na jakie tylko przyjdzie wam ochota, by zapewnić bezpieczeństwo waszemu za.s...ne.mu okrętowi, który za chwile rozbije się o skały; dlatego ponownie nalegamy, sugerujemy wam, iż działaniem najlepszym, najbardziej słusznym i najbardziej godnym polecenia będzie zmiana kursu o 15 stopni na południe by uniknąć zderzenia z nami. Amerykanie: OK. Przyjąłem, dziękuję.

--
serwusik

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-06-19 07:56  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Anegdotę znałem sporo wcześniej, i wciąż uważam ją tylko za anegdotę :-) Na każdym okręcie był radar i w życiu nie uwierzę, że Amerykanie nie widzieli na ekranach że przed nimi jest stały ląd, a nie jakaś jednostka pływająca.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-06-19 11:03  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Mucha 



Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 1


W Rupieciarni:
Do poprawienia - 2
 

Słyszałem tą anegdotę ale z Gibraltarem. Zawsze mi się uśmiech ciśnienie na usta.

--
Co zostało zobaczone, tego się nie odzobaczy

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-06-19 11:38  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
vwsmok 



Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 1
Galerie - 9


 - 1

Grupa: QWKAK

Po informacji o wystrzeleniu o 10.54 czwartej torpedy jest takie zdanie:
W tym czasie mechanikom udało się uruchomić prawy silnik

Chyba lewy, bo wcześniej jest mowa o jego uszkodzeniu i poruszaniu się na ocalałym silniku prawej burty.

Się tylko czepiam trochę ;-)

--
w budowie:
Oslabja 1:200 (Nawarin modyfikowany) ; Whippet; Nieuport
Galerie:
Citroen H czyli QWKAKowóz falisty || Renault-Mgiebrow || HMVS Cerberus (96%) || Dufaux C.2 || SPAD A.2 || Camel Karo || CWS T-1 ||
Luftwaffe - "bezswastycznie" || Fokker D.VII, 15 Eskadra Myśliwska, 1920 r. || Sopwith Camel, Otto Kissenberth, Jasta 23

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-06-19 14:14  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Nie, drogi smoczku :-) Z chęcią skoryguje moją wpadkę. I tylko dziwię się, że Ryszard nie zgłosił obiekcji jako pierwszy :-)

A kolejna Opowieść będzie bardzo smutna, ale na cywilną modę. Niewiele brak do jej ukończenia! I mam także jusz (Ryszardzie, uwaga: żartuję!) komplet informacji na następną historię.

Post zmieniony (08-06-19 14:18)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 45 z 48Strony:  <=  <-  43  44  45  46  47  ->  => 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018