KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 44 z 48Strony:  <=  <-  42  43  44  45  46  ->  => 
17-05-19 22:10  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Mucha 



Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 1


W Rupieciarni:
Do poprawienia - 2
 

Może to być dziwne co napiszę, ale na miejscu burmistrza, po śmierci tego pilota, ja dodałbym miecz rodzinie z takimi samym ceremoniałem. To w końcu 400 letnia pamiątka rodziny...

--
Co zostało zobaczone, tego się nie odzobaczy

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-05-19 10:47  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Eee, ja bym zachował. Pilot przecież chciał aby miecz tam został tam jako symbol pojednania. Gdyby używano go do obierania ziemniaków to tak, ale jest on przecież pięknie wyeksponowany, z dodanym pięknym tekstem na eleganckiej tablicy.

Mnie w tej Opowieści najbardziej podobał się (marginalny, co prawda) temat fałszywych peryskopów. Dowiedziałem się o nich dopiero zbierając materiały, a najbardziej się zdziwiłem, że nawet zdjęcie takiego peryskopu udało się znaleźć! I wciąż się dziwię, że Niemcy nie spowodowali u Angoli paniki rozstawiając je na Morzu Północnym i na Western Approaches. Wyobrażasz sobie ile okrętów i samolotów zajętych byłoby niepotrzebnymi atakami na "U-booty"?

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-05-19 13:43  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
yak   

Oni mieli najlepsze nadajniki wysokich częstotliwości, najlepsze szyfry i Enigmę, (nie)zawodne zapalniki do torped to po co zawracać sobie głowę prymitywnymi sztuczkami :-)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-05-19 17:14  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

"Poinformowani przez dowódcę I-15 Rosjanie wydali komunikat mówiący o „okrutnym i paskudnym” ciosie, nie wiedząc oczywiście, czyj okręt zniszczył L-16. Pamiętajmy, że w tym czasie ZSRR nie był w stanie wojny z Japonią."
Czyżby ?
Nie chce mi się wierzyć by japoński dca I-15 informował Rosjan o swoim ataku !
Coś nie tak Panie Andrzeju.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
21-05-19 08:15  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
vwsmok 



Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 1
Galerie - 9


 - 1

Grupa: QWKAK

Ryszardzie, myślę, że Andrzej po prostu "machnął" literówkę ;-) Chodzi zapewne o informację od dowódcy L-15.
I-15 wymieniony jest w tej historii chyba tylko raz - jako pierwszy okręt w klasie.

--
w budowie:
Oslabja 1:200 (Nawarin modyfikowany) ; Whippet; Nieuport
Galerie:
Citroen H czyli QWKAKowóz falisty || Renault-Mgiebrow || HMVS Cerberus (96%) || Dufaux C.2 || SPAD A.2 || Camel Karo || CWS T-1 ||
Luftwaffe - "bezswastycznie" || Fokker D.VII, 15 Eskadra Myśliwska, 1920 r. || Sopwith Camel, Otto Kissenberth, Jasta 23

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
21-05-19 09:17  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Oj Ryszardzie Ryszardzie, że też chciało Ci się tyle pisać dla wykpienia zwykłej literówki? Tak jakbyś nie przeczytał parę linijek powyżej zdania iż "Jednostki wypłynęły parami, a jedną z nich stanowiły L-15 i L-16."

Gdzież ach gdzież te czasy, gdy zabierałeś rzeczowy głos na temat samych wydarzeń... No cóż, to chyba se nevrati...

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
23-05-19 14:03  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Opowieść 528


KTO ZAWINIŁ?

Pasażersko-samochodowy prom o zgrabnej, harmonijnej sylwetce zbudowano w 1968 roku w Birkenhead (blisko Liverpoolu) dla holenderskiego armatora Stoomvaart Maatschappij Zeeland, który wstawił go na ruchliwą linię z Harwich do Hoek van Holland, zwanego przez Anglików Hook of Holland. Długi na 131 metrów statek o nazwie „Koningin Juliana” (Królowa Juliana) rozwijał szybkość do 21 węzłów, i oprócz 220 osobowych samochodów, mógł teoretycznie zabrać aż 1200 pasażerów, ale w codziennej eksploatacji nie przekraczano 750, aby nie odczuwali oni dyskomfortu, związanego z nadmiernie zatłoczoną wspólną przestrzenią. Dystans pomiędzy obu portami wynosi raptem 106 mil morskich, w związku z czym podczas kilkugodzinnej podróży niewielu korzystało z nielicznych kabin.

„Koningin Juliana”


Przez kilkanaście miesięcy 1984-1985 roku statek o niezmienionej nazwie należał do niejakiego Trompa Leidena, który kazał na burcie wymalować nazwę swojej firmy, czyli HOLLAND TRADE SHIP.



W 1985 pan Leiden, któremu najwyraźniej promowy biznes nie wychodził, odsprzedał statek holenderskim biznesmenom z Administatie-en Bemiddelinskantoor, którzy z miejsca znaleźli na niego chętnych Włochów, z istniejącej do dziś firmy promowej Moby Lines.

Logo firmy jednoznacznie wskazuje, że jej nazwa pochodzi od słynnego wieloryba Moby Dick z powieści Hermana Melville'a o tym samym tytule


Włosi przemianowali statek na „Moby Prince”.



Prom miał furtę dziobową i rufową


Promy Moby Lines chodziły na krótkich liniach łączących porty zachodniego wybrzeża kontynentalnych Włoch z Elbą, Korsyką i Sardynią.

O 22:14 10 kwietnia 1991 roku „Moby Prince” wyszedł z Livorno, podążając ku niewielkiemu portowi Olbia na północy Sardynii, odległemu o 150 mil morskich. Pomimo krótkiego dystansu rejs miał trwać aż 8 i pół godziny, żeby pasażerowie nie musieli schodzić na ląd w środku nocy.

Pasażerów było zaledwie 76, do czego dochodziło 65 członków załogi. Na pokładzie samochodowym stało 31 aut. Statkiem dowodził 54-letni Sardyńczyk Ugo Chessa, doświadczony oficer pochodzący z morskiej od pokoleń rodziny. Jeszcze do niedawna pływał po całym świecie, ale w końcu uznał, że dobrze byłoby pędzić bardziej rodzinne życie, w częstszym niż do tej pory kontakcie z 57-letnią żoną Marią Gulią Ghezzani (pozostała przy swoim nazwisku). Mijało już pięć lat od podjęcia przez niego pracy na promach Moby Lines. Z dwójki synów Luchino pływał jako oficer nawigacyjny, a Angelo został wziętym chirurgiem gastroenterologiem.

Luchino i Ugo Chessa tym razem nie popłynęli razem


W opisywanym rejsie kapitanowi towarzyszyła żona.

Na redzie Livorno kotwiczyło tego wieczora sporo statków, a wśród nich stojący blisko wejścia do portu włoski zbiornikowiec „Agip Abruzzo”, należący do SNAM, czyli Società Nazionale Metanodotti, Genua. Zbudowany w 1977 w Genui zbiornikowiec miał 98.545 GRT, mierzył aż 285,8 metrów, a w jego zbiornikach znajdowało się 82.000 ton lekkiej irańskiej ropy (której metr sześcienny waży poniżej 825 kilogramów). Załoga liczyła 30 osób, w tym kapitan Renato Superina.

„Agip Abruzzo”


Na mostek promu wszedł 24-letni steward-praktykant Alessio Bertrand, przynosząc tacę z kanapkami dla obecnego tam kapitana, pierwszego oficera Giuseppe Sciacca i sternika Aniello Padula. Odbywający swój pierwszy rejs w życiu, zamustrowany na razie tylko na trzy próbne miesiące młody człowiek poszedł potem do znajdującej się przy rufie załogowej mesy, aby obejrzeć końcówkę meczu Juventusu.

Zaledwie po kilku minutach od minięcia główek falochronu, „Moby Prince” wjechał z impetem w zakotwiczony tam ogromny zbiornikowiec, rozpruwając mu blachy zbiornika numer 7, zawierającego 2700 ton ropy. Wylewająca się do morza ropa zapaliła się, ale to i tak nie było najgorsze: od 100 do 300 ton rozpylonej na skutek uderzenia ropy pokryło cienką warstwą „Moby Prince”, z miejsca stając w ogniu!

„Agip Abruzza” – bo to on był tym zbiornikowcem - kotwiczył w tym miejscu już od kilku dni, a kapitan Chessa przechodził obok niego raptem dwa dni wcześniej, trudno zatem mówić o zaskoczeniu pojawieniem się olbrzyma blisko główek falochronu.

O 22:25 53-letni radiooperator promu, Giovanni Baptista Campus nadał wezwanie o pomoc. Ponieważ jednakże mężczyzna nie przebywał w tym czasie w kabinie radiowej – już po wszystkim znaleziono jego zwłoki daleko od tego miejsca - użył przenośnej ukaefki, która być może nie miała solidnie naładowanej baterii. Dopiero już po wszystkim odczytano z taśmy niewyraźne słowa Campusa: „Mayday Mayday Mayday! Moby Prince Mayday Mayday Mayday Moby Prince kolizja” i po kilka sekundach zakłóceń nie do pokonania: „zderzenie mamy pożar.. zderzenie mamy pożar!”.

Radiooficer Giovanni Baptista Campus


Komunikat nadawany był na awaryjnym kanale 16, ale ani Livorno Radio, ani żaden ze statków na redzie nie był świadomy dramatycznego, powtarzanego kilkakrotnie apelu.

O 22:26 na kanale 16 odezwał się zbiornikowiec, wywołując kapitanat portu. Po 17 sekundach na mostku „Agip Abruzza” usłyszano „Kapitanat Portu Livorno, przejdźcie na kanał 13”. Po chwili na tym kanale zbiornikowiec nadał „Płoniemy, statek płonie. Pilnie helikoptery pilnie!!!” Dla porządku dodajmy, że inne źródło – również włoskie – podaje że „Agip Abruzza” nadał inaczej brzmiącą wiadomość: „Mayday, Mayday, tutaj zbiornikowiec Agip Abruzza ... eksplozja na statku ... uderzyła w nas barka ... Mayday Mayday”.

Jak widać, nawet sami Włosi różnią się w relacjonowaniu wydarzeń owego wieczoru. Wyjaśnijmy przy okazji, że mówiąc „barka”, kapitan zbiornikowca miał na myśli tak zwana bettolinę, czyli mały portowy zbiornikowiec zaopatrujący w paliwo statki stojące w porcie lub redzie. Zostało to jakoby potwierdzone w przez radiooperatora „Agipa”, który miał później dodać „wygląda jakby uderzyła w nas bertolina”.

Tymczasem na promie, na rozkaz kapitana Chessy, w oczekiwaniu na ratunek – który przecież powinien zjawić się prawie natychmiast, jako że port był tuż tuż - załoga zebrała pasażerów w głównym salonie zwanym De Lux, mającym ognioodporne ściany i drzwi. Kiedy jednakże kapitan i jego załoga zrozumieli iż pomoc nie przyjdzie natychmiast, hol otoczony był już zewsząd płomieniami! Na dodatek w chwili wybuchu pożaru załoga nie wyłączyła wentylacji – o czym jeszcze będzie mowa - co spowodowało swobodne rozprzestrzenianie się po całym statku trujących dymów. Dlaczego od razu nie padł rozkaz przejścia na pokład szalupowy? Czyżby od samego początku był on objęty płomieniami z rozpylonej ropy? Jak można było spodziewać się, że w zamkniętym pomieszczeniu doczeka się bezpiecznie ratunku? Dlaczego kapitan nie rozkazał wszystkim przejść na rufę, skąd w razie potrzeby można by skakać wprost do wody? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...

Najintensywniej pożar rozwijał się wewnątrz pokładu samochodowego, dodatkowo podsycany wybuchami paliwa z samochodowych zbiorników. Ogień szedł z dziobu do rufy, i z górnych pokładów na dolne.

Kierunek rozprzestrzeniania się ognia. Salon De Lux bardzo szybko został okrążony przez płomienie


O 22:27 na redzie rozległ się gromki ryk, najprawdopodobniej wywołany – jak wskazało śledztwo – eksplozją sprężonego gazu, znajdującego się w technicznym pomieszczeniu dziobowym promu. Teraz już nikt na lądzie nie mógł mieć wątpliwości, że dzieją się rzeczy straszne. Po trzech minutach pierwsza jednostka – okręt straży ochrony wybrzeża – rzuciła cumy w Livorno, wychodząc w morze. Doskonale widoczne płomienie znajdowały się zaledwie o dwie lub trzy mile od główek falochronu. Po dalszych dwudziestu pięciu minutach wypłynęły z portu statki pożarnicze. O pierwszej w nocy dołączyły do nich specjalistyczne jednostki z La Spezia, Grisseto i Genui.

Z wielką obawą że pozostała na zbiornikowcu ropa również może stanąć w płomieniach, rozpoczęto o 23:05 akcję gaśniczą na „Agip Abruzzo”, ściągając z niego pospiesznie całą, szczęśliwie nietkniętą załogę. Nikt nie zauważył również płonącego promu! Czyżby zawinił kryjący wszystko ogromny obłok gęstego, czarnego dymu? Wygląda na to, że nikt nie spodziewał żeby jakiś inny statek potrzebował pomocy tym bardziej, że odebrano przecież jedynie wezwania wysłane przez „Agip Abruzzo”...

Dopiero o 23:35, ponad godzinę po kolizji (!), w pobliżu płonącego „Moby Prince” zjawiła się motorówka cumowniczą z dwuosobową obsadą, którą stanowili Mauro Valli i Walter Mattei. Krótko potem zjawił się obok kolejny okręt straży ochrony wybrzeża, „CP 232”. Z motorówki raz za razem szły wezwania o pomoc.

Świadectwem totalnego chaosu niech będzie fragment radiowej rozmowy motorówki z portem:
- Nie ma nikogo do podjęcia [z wody], statek porusza się, podążamy za nim czekając że może ktoś [z niego] wyskoczy. Porusza się [statek] jak wędrująca bomba [ogniowa].
- Porusza się? Możecie podać nazwę statku?
- Z kształtu nadbudówek wygląda na prom, ale nie wiem co jeszcze dodać!

O 23:45 na motorówce usłyszano słaby sygnał z płonącej jednostki. Natychmiast poinformowano ląd: „Statek to Moby Prince Moby Prince!”, i zaraz potem „Uwaga Kapitanat Portu, mówią mi że to Moby Prince. To Moby Prince w rejsie eksploatacyjnym, mnóstwo na nim ludzi. Mówią mi że 50 pasażerów! KP [Kapitanat Portu] czy mnie słyszycie? Kapitanat Portu Kapitanat Portu niech ktoś mi odpowie! Co się z wami dzieje?” Cisza.

O 1:05 z motorówki dostrzeżono wiszącego na rufowym relingu mężczyznę, który po chwili skoczył do wody. Podjęty rozbitek powiedział że nazywa się Alessio Bertrand. Mężczyznę przesadzono na „CP 232” który jeszcze przez pół godziny krążył rozglądając się za rozbitkami, po czym wrócił do portu, jako że steward potrzebował lekarskiej pomocy.

Alessio Bertrand już bezpieczny


Dzielni cumownicy wciąż rozglądali się za kolejnymi rozbitkami. Oto kolejna rozmowa z portem:
- Szef Manganiello [bosman Zarządu Portu, przebywający na holowniku „Tito Neri Secondo”] przy Moby Prince nie możemy już nikogo znaleźć, jesteśmy [teraz] za nim.
- Mieliście łączność z Moby Prince, czy ktoś się pokazał?
- Nie. Stanęliśmy [przy statku] od nawietrznej, ale nikt nie odpowiada.

Odezwała się radiostacja holownika:
- Moby Prince Moby Prince tu Tito Negri Secondo”.
Bez odpowiedzi.

Teraz Manganiello łączy się z Centrum Operacyjnym:
- Czy macie dane o liczbie pasażerów, którzy wypłynęli z Livorno na Moby Prince?
- Nie, nie, nie udało się do tego dojść, szukam danych.
Do rozmowy włączają się cumownicy:
- Podjęty rozbitek mówił o pięćdziesięciu pasażerach.
Manganiello [do Centrum]:
- Czy on mówił że podjął pięćdziesięciu pasażerów? Potwierdź.
Centrum odpowiada:
- Nie, [cumownicy] podjęli rozbitka i powinni go mieć na burcie.
I na koniec od cumowników:
- „Rozbitek powiedział, że wszyscy spalili się!”

Oznaczałobt to, że śmierć na promie poniosło aż 140 osób!

Podsumujmy stan na tę chwilę: cała załoga wciąż płonącego „Agip Abruzzo” uratowana, wiadomo również, że w ogniu stoi także pasażerski prom. I poza motorówką cumowników do której dołączył wkrótce holownik, wszystkie pozostałe jednostki skierowano do... zbiornikowca!

Gaszenie pożaru na „Agip Abruzzo”
, , ,

Ogarnięty ogniem „Moby Prince” unosił się bezwładnie na wodzie. Dopiero około 2 w nocy, kiedy płomienie nie były już tak groźne, na rufę wszedł Gianni Venruso, marynarz z holownika, żeby nałożyć cumę na rufowy pachołek. Ostrożnie dotknął ręką blachy pokładu: była bardzo gorąca. Pomimo tego zamierzał pójść w kierunku pomieszczeń na śródokręciu, ale nie pozwolono mu na to ze względu na zbyt duże ryzyko.

„Moby Prince” zmienił się w wypalony wrak
,

Pierwszą ofiarę pożaru na promie dostrzeżono rankiem z helikoptera: było to leżące na skrzydle mostku ciało.

Zdjęcie nie dla wrażliwych. Gdy po raz pierwszy zobaczono ciało na mostku, nie nosiło ono na sobie śladu ognia. Wykonane po kilku godzinach przez strażaka zdjęcie pokazuje ciało już kompletnie spalone, mimo że ogień do niego bezpośrednio nie dotarł – przyczyną była bardzo wysoka temperatura pokładu, działającego niczym koszmarny grill


O 10:02 wyłowiono z morza ciało barmana z nocnego klubu. Przyczyną śmierci nie był ogień, ale pokrywająca wodę gruba warstwa ropy. Zegarek mężczyzny zatrzymał się o 6:20.

Gdy już można było bezpiecznie wejść na wrak, w salonie De Lux znaleziono grubo ponad setkę ciał. Sekcje wykazały, że w znakomitej większości przyczyną śmierci nie był ogień, ale trujący dym oraz tlenek węgla.

Wypalony wrak promu zaholowano 17 maja do Livorno, gdzie zresztą wkrótce nabrał wody i zatonął.

Wrak przy kei w Livorno


Po podniesieniu z dna, udał się w swój ostatni rejs do tureckiej stoczni złomowej w Aliadze (Aliağa).

Pozostałości pięknego niegdyś promu w Turcji, czekające na ekipy z palnikami


*

Co było przyczyną największej powojennej tragedii morskiej we Włoszech?

Możliwe przyczyny:

- Warunki pogodowe.
Sąd zgodził się z teorią, że tak zwana mgła adwekcyjna odegrała istotną rolę w zderzeniu, utrudniając dowódcy promu dostrzeżenie zbiornikowca (ale przypominam, że kapitan Chessa przechodził obok niego raptem dwa dni wcześniej!). Część jednakże obecnych wtedy w tym rejonie świadków twierdziła, iż widoczność była dobra, a za mgłę wzięto gęsty dym z płonącej ropy.

- Pozycja zbiornikowca.
Stał on tam gdzie nie można było kotwiczyć, i to na zwyczajowej trasie promu. Ponieważ jednak zaprzeczył temu kapitan „Agip Abruzzo”, a dziennik okrętowy jego statku spłonął, nie można było tego udowodnić.

- Błąd ludzki.
Zdarzało się w przeszłości, że załoga „Moby Prince” upominana była za nieużywanie radaru, niezgodne z przepisami manewrowanie w porcie, oraz za niewłaściwą prędkość. Sugestie prasy że obsada na mostku mogła „jednym okiem” oglądać mecz Juventusu padły w obliczu zeznań Alessio Bertranda, który stwierdził, że owego wieczoru nikt na mostku nie oglądał telewizji.
Wyszedł za to na jaw inny, ważny fakt: inspektorzy którzy weszli na statek stwierdzili, że część wentylatorów nadal działała, co musiało przyczynić się do rozproszenia toksycznych gazów także w pomieszczeniach, które nie były bezpośrednio dotknięte przez pożar.
Część świadków uważała, że główną przyczyną śmierci tak wielu osób, była powolna reakcja służb ratowniczych, które w dodatku nie usłyszały nadawanych z promu wezwań Mayday. Z kolei gdy dowódca „Agip Abruzzo” zgłaszał kolizję prosząc o jak najszybsze przybycie ratowników pod jego statek, nie zdawał sobie sprawy, że równie mocno poszkodowana jest inna jednostka.

Co zadecydował sąd?
Natychmiast po katastrofie prokurator w Livorno rozpoczął postępowanie w sprawie nieudzielenia pomocy. Wniesiono zarzuty karne przeciwko kilku członkom załogi ze zbiornikowca, ludziom z portu oraz armatorowi promu, ale ostatecznie, po trwających przez wiele lat rozprawach – po raz ostatni przesłuchiwano Alessio Bertranda w roku 2009! - wszystkich uwolniono od jakichkolwiek zarzutów.

W porcie Livorno odsłonięto tablicę z nazwiskami 140 ofiar z „Moby Prince”


--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
24-05-19 12:54  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Akcja następnej Opowieści dziać się będzie na Atlantyku 1942 roku. Poznamy tam prawdziwych bohaterów!

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
24-05-19 15:28  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
yak   

Tytułem uzupełnienia, zastanowił mnie rozgrywany mecz. Poszperałem i sprawdziłem, że Juventus grał wtedy z Barceloną w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. W drugiej parze tego samego dnia (osoby młodsze prosimy o spokój) grała Legia Warszawa z Manchesterem United.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
24-05-19 16:35  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Ja nie sprawdzałem: po prostu nie wpadłem na ten pomysł - gratuluję inwencji!!!!!
No i miło mi, że moje źródła nie kłamali :-)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 44 z 48Strony:  <=  <-  42  43  44  45  46  ->  => 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018