KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 42 z 43Strony:  <=  <-  39  40  41  42  43  -> 
08-02-19 23:06  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Mucha 



Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 1


W Rupieciarni:
Do poprawienia - 2
 

Czepiacie się, a mi się ciśnie pytanie. Jakim cudem cztery kotły na raz? Jeden, a reszta po kolei. Ale jednocześnie?

--
Co zostało zobaczone, tego się nie odzobaczy

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
09-02-19 17:39  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Ryszardzie, czyżbyś naprawdę pomyślał, że na serio napisałem „fstydzę się”, bo jestem takim durniem?

A ja, naiwny, myślałem że:
- czytając moje Opowieści już prawie pięć lat, po pierwsze nie uważasz mnie za analfabetę
- po drugie, że w związku z tym wyłapiesz zwykły żart jako żart.
A tymczasem TY NA SERIO WZIĄŁEŚ MOJE „Fstydzę się”... Nie wierzę!!!!!!!!!!

P.S. Ile ortograficznych błędów wyłapałeś w moich dotychczasowych PONAD PIĘCIUSET (!) Opowieściach? ZERO, PRAWDA? Na setki tysięcy słów, wśród których z pewnością nieraz występowało słowo „wstyd”!
A jednak – wciąż nie mogę w to uwierzyć! - uznałeś że jestem zwykłym nie znającym ortografii głąbem, i dałeś mi to do zrozumienia. Niewiarygodnie mi przykro :-(

Dixie – „Z innych łodzi wyławiano bagaże”, czego się pewnie sam i tak domyśliłeś, a zgłosiłeś sprawę czysto pro forma. Poprawię, gdy tylko ochłonę po niespodziewanym i niezasłużonym ciosie otrzymanym od Ryszarda.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
09-02-19 17:49  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

Jak ni z gruchy i pietruchy w Twoim tekście wystąpił taki błąd to go wytknąłem. Zaiste dziwne masz poczucie humoru - dla mnie niezrozumiałe.w tym przypadku.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
09-02-19 17:49  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Mucha: tak "stoi" w kilku różnych źródłach, także w dwóch książkach, których rozdziały zostały poświęcone "Moselle". Być może było tak, że wybuch jednego szalenie przeciążonego kotła wywołał prawie natychmiastowe rozerwanie się trzech pozostałych, równie szalenie przeciążonych kotłów. A to wszystko było odebrane przez ludzkie zmysły jako JEDNOCZESNY wybuch.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
09-02-19 17:59  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Ryszardzie, więcej wiary w faceta, którego przez PIĘĆ LAT nie dało się przyłapać na ortograficznym błędzie, bo o ile (zdecydowanie rzadko) mogę mieć wpadkę ze składnią, o tyle ortografia zawsze była moją cholernie mocną stroną.
Nie dlatego, że znam jej zasady, nie! Dlatego, że namiętnie czytając książki już od czwartego roku życia (tak! od tego wieku czytałem ksiażki i Misia/Świerszczyka bez żmudnego sylabizowania, tylko gładko, jak dorosły człowiek!) nauczyłem się ortografii "praktycznie" - po prostu WIEM jak coś się pisze, niekoniecznie wiedząc DLACZEGO.

Na wszelki wypadek od dzisiaj KAŻDY żart (ortograficzny i nie tylko), będę specjalnie dla Ciebie oznaczał śmieszkiem :-)

I tylko żal ogromny, że tak nisko mnie mogłeś ocenić.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
10-02-19 16:28  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 23
Galerie - 24


 - 9

:-)

Post zmieniony (10-02-19 16:35)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-02-19 08:00  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Ja się nie dam przebić, Ryszardzie:
Oto moja odpowiedź: :-))))))))))))))))))))

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
26-02-19 14:19  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Jakby co, to na GIEŁDZIE KARTONOWEJ sprzedaję część moich morskich wydawnictw. Zapraszam :-)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
03-03-19 13:54  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

W dziale GIEŁDA KARTONOWA oferuję dziś (w ramach przewietrzanie zbioru książek) pierwsze dwie pozycje ze znakomitej serii „Anatomy of the ship”.
Pierwsze zaoferowane książki to BATTLECRUISER HOOD i BATTLESHIP WARSPITE.
Wkrótce zaoferuję kolejne książki z tej serii:
- Lotniskowiec INTREPID
- Niszczyciel O’SULLIVANS
- Krążownik BELFAST
- Pancernik YAMATO (autor, także znakomitych rysunków: Janusz Skulski)

A kolejna Opowieść już bliska skończenia :-)

--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-03-19 20:44  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Opowieść 524


PECHOWE KRÓLOWE


Do połowy lat dwudziestych XX wieku Coney Island (Wyspa Coney) leżała tuż przy południowym skraju znacznie większej Long Island (Wyspy Długiej). Począwszy od 1924 stopniowo zasypywano dzielący je kanał. Obecnie, wbrew swojej nazwie Coney Island nie jest już wyspą ale półwyspem, będącym częścią Brooklynu, jednego z pięciu okręgów Nowego Jorku. Pomimo tego, pozostawiono jej poprzednią „wyspiarską” nazwę.

Coney Island stała się częścią Long Island


Około roku 1880 utworzono tam wielki park rozrywki („wesołe miasteczko”), istniejące z przerwami do dzisiaj. Żeby jednakże na tym zarabiać, należało tam najpierw ludzi dowieźć. Jednym z wykonujących to zadanie statków należących do George’a Brooksa – właściciela parku – był bocznokołowiec „Island Queen”.

Zwodowano go w roku 1893 jako „Saint Joseph”, i zatrudniono na Mississippi. W 1905 Brooks odkupił go za 80.000 dolarów, włączając do swej floty pod nową nazwą. Parowiec o drewnianej konstrukcji mógł pomieścić 3000 pasażerów (są źródła podające większą liczbę). Długi na 85,8 i szeroki ma 13 metrów miał zanurzenie zaledwie 2,6 metra, co pozwalało na bezpieczną żeglugę na płytkich wodach.

, ,

„Island Queen” była pływającym pałacem, kursującym na trasie Cincinnati – Coney Island. Efektownie wyglądający biało-zielony statek z wielką salą balową oświetlało aż 7 tysięcy żarówek, co z dumą podkreślano w reklamach. Poza sezonem, kiedy trudno byłoby liczyć na chętnych do zabawy w parku rozrywki statek wysyłano na Mississippi i Ohio, gdzie prowadził żeglugę liniową, dopływając nawet do Nowego Orleanu.

Statek „dokowano” w prymitywny ale skuteczny sposób


Rok 1922 fatalnie zapisał się w historii pięknego statku. 27 kwietnia załamał się trzeci przedni pokład, raniąc 28 pasażerów i paraliżując przy tym jednego z nich. Sądny dzień nadszedł 4 listopada.

Blisko siebie, przy kejach w Cincinnati stały cztery statki Brooka: „Island Queen”, „Morning Star” „Tacoma” oraz „Chris Greene”.

„Morning Star”


„Tacoma”


„Chris Greene”



Wszystko zaczęło się od tego, że wachtowy marynarz z „Morning Star” otrzymał polecenie uszczelnienia dachu kuchni. Mężczyzna rozpalił ogień i zawiesił nad nim kocioł ze smołą. Niestety, wiatr przeniósł płomienie na drewniane elementy statku, który błyskawicznie stanął w ogniu. Kolejne silne podmuchy przeniosły pożar na pozostałe jednostki!

Wkrótce prąd zniósł „Chris Greene” na przeciwległą stronę rzeki, ale trzy płonące statki zostały przy kei.

Płonący „Chris Greene”. W głębi po prawej „Island Queen”, na lewo od niej pozostałe, zakryte dymem ”Tacoma” i „Morning Star”. Środkiem rzeki przepływa „Fred Hall”


Ujęcie z drugiego brzegu. Po lewej burcie „Island Queen” widać strumień wody gaśniczej


Po prawej „Island Queen”


„Chris Greene”...


...i jego wypalony wrak



Wprawdzie nie znalazłem informacji na temat liczby ofiar ale należy sądzić, że nie obyło się bez strat. Tak czy owak, zniechęcony utratą swoich statków Brooks już w lutym 1923 sprzedał park rozrywki za 300.000 dolarów (dzisiejsze 4.460.000). Nabywca, przemysłowiec John Winslow Hubbard był entuzjastą parowców i od roku 1924 właścicielem firmy armatorskiej Louisville and Cincinnati Packet Company. Była to firma znana i poważana, działająca – początkowo pod inną nazwą – od roku 1812.

W pierwszej połowie 1923 roku stocznia w Midland, Pennsylvania, zbudowała duży stalowy kadłub, który miał się stać kolejnym bocznokołowcem Hubbarda, o nazwie „Louisville”.

Póki co, do obsługi linii prowadzącej do parku rozrywki na Coney Island, Hubbard wyznaczył „East St. Louis” i „G.W. Hill”. Szybko jednak okazało się, że o ile przemysłowiec znał się na rzecznej żegludze, o tyle zarządzanie dużym lunaparkiem po prostu go przerosło. Zaledwie po jednym sezonie, w roku 1924 park oraz „G.W. Hill” sprzedano spółce Coney Island Company (właścicielami byli Rudolph „Rud” Hynicka i George F. Schott). Przy okazji Hubbart pozbył się także częściowo tylko zbudowanego statku.

Nowi właściciele wysupłali pieniądze na dokończenie jednostki, życząc sobie przy tym napędzania maszyn nie węglem, ale paliwem płynnym, spalanym pod sześcioma kotłami. Maszyny poruszały dwa koła o średnicy 9,14 metra, każde z 16 łopatkami.

Budowany statek stał przy zwykłym piaszczystym brzegu


Reklama zawsze się może przydać. Na tablicy napis: STALOWA NADBUDÓWKA DLA NOWEJ ISLAND QUEEN JEST WYPOSAŻONA [w sensie dostawy elementów] I ZBUDOWANA PRZEZ GENERAL IRON WORKS [nazwa huty] Z CINCINNATI



Na tego typu statkach węgiel zaczął się już stawać passé. Nowe cacko kosztowało prawie pół miliona dolarów. Długi na 87 i szeroki na 14 metrów statek mógł pomieścić na pięciu pokładach aż 4100 pasażerów. Nazwę „Island Queen” nadano mu podczas ceremonii w Cincinnati, 18 kwietnia 1925 roku.

Po lewej pierwszy kapitan statku, Ben Pattison. Po prawej jego zmiennik, Harry Doss


Podobnie jak poprzednik, nowa jednostka obsługiwała latem linię Cincinnati - Coney Island, w pozostałych miesiącach pływając z Pittsburgha do Nowego Orleanu. Niezależnie od sezonu, zawsze ogromnym powodzeniem cieszyła się wielka sala balowa, oraz pięcioosobowy zespół muzyczny.

Ogromna sala balowa


„Island Queen” przy kei na Coney Island


, ,

Keja w Cincinnati z rozkładem odejść na Coney Island


Tłumy chętnych do zabawy schodzą ze statku na Coney Island. Pomimo że Coney Island nie była już wtedy wyspą, wciąż około jednej trzeciej gości parku wybierało krótki, ale atrakcyjny rejs statkami



Nadszedł w końcu rok 1947. W sobotę września „Island Queen” przybyła do Pittsburgha, wychodząc stamtąd w krótkie rejsy, charakter których dokładnie opisywały licznie rozklejane plakaty.

Reklama rejsów z Pittsburgha na „Island Queen”. Oto jej treść:
Island Queen, JEDEN Z NAJLEPSZYCH RZECZNYCH PAROWCÓW NA ŚWIECIE – WSZYSTKO ZE STALI I SZKŁA.
Taneczne Wycieczki w Świetle Księżyca. Ostatnie Wycieczki w Tym Roku
SOBOTA 6 WRZEŚNIA do NIEDZIELI 14 WRZEŚNIA (Z WYJĄTKIEM PONIEDZIAŁKU)
„DZIEWIĄTA WIECZOREM (Wejście od Wood Street) TO CZAS WYPŁYNIĘCIA”
i poniżej, w ramce:
30-MILOWE WYCIECZKI PO RZECE W SOBOTNIE I NIEDZIELNE POPOŁUDNIA
WRZESIEŃ 13-14, ODEJŚCIE 14:30, POWRÓT 17:30


i kolejna, prasowa, również zapraszająca chętnych z Pittsburgha (ogłoszenie prasowe z 17.9.1931):
TAŃCE W ŚWIETLE KSIĘŻYCA
I Wycieczka Krajoznawcza na Pięknej ISLAND QUEEN
Ulica Wood, Sobota 21.00 Niedziela 14:30 i 21:00
Do Tańca Gra EARLE MARCO HARMONY KINGS
NAJWIEKSZY PAROWIEC JAKI KIEDYKOLWIEK ZAWINĄŁ DO PITTSBURGHA
Dorośli 75 centów Darmowy Dancing Dzieci 25 centów



Przy cumowaniu statek otarł się o konstrukcję kei, w wyniku czego została wyrwana z pokładu podstawa jednego z licznych wsporników nadbudówki. Ponieważ jednak bilety na kolejne dni były już wykupione, naprawę odłożono do wtorku 9 września, kiedy to statek „miał wolne” aż do godziny 14:00, kiedy to miano rozpocząć przyjmowania na pokład pierwszych pasażerów, mających odbyć trzygodzinny okrężny rejs. Statek stał na rzece Monongahela – łączy się ona w Pittsburghu z inną, o nazwie Allegheny, dając początek rzece Ohio.

Naprawy podjął się osobiście starszy mechanik, Fred Dickow. Żeby ułatwić sobie i przyspieszyć pracę, zdecydował się nie przynitowywać podstawy wspornika do pokładu, ale użyć aparatu spawalniczego. Byłą to decyzja najgorsza z możliwych zważywszy na to, że w tym miejscu tuż pod pokładem znajdował się jeden ze zbiorników paliwowych. Cały zapas paliwa na statku wynosił 102.200 litrów.

Dickow rozpoczął spawanie krótko po trzynastej, a już o 13:16 ogień z palnika przeciął stal pokładu, docierając do paliwa. Poszarpane szczątki mechanika znaleziono dopiero kilka dni później.

Eksplozja była tak silna, że płomienie wystrzeliły aż na 70 metrów. Widziano wysoko wyrzucane ciała, spadające po chwili na keję, do rzeki, lub wprost w płomienie, które błyskawicznie objęły cały statek. Po niecałych pięciu minutach metalowa konstrukcja zaczęła zapadać się.

Mieszkańcy przyległej dzielnicy odczuli silny wstrząs. Ich opowieści znacznie różniły się między sobą: mówiono o pojedynczym podmuchu, o dwóch następujących po sobie w ułamku sekundy, ale też o serii pięciu-sześciu, następujących po sobie w szybkiej sekwencji. Niezależnie jednak od ilości podmuchów, zwaliły one na ziemię wielu przechodniów. Jeden z nich, szef terminalu autobusowego (Union Bus Terminal) Joseph Miller tak opowiadał dziennikarzowi The Pittsburgh Post-Gazette: „Podniosłem się i z początku nie miałem pojęcia, co się stało. To było niczym wybuch bomby atomowej. Potem zobaczyłem płonący statek i pobiegłem przez First Avenue powiadomić strażaków”.

Zdjęcie wykonane z jadącego nad rzekę wozu strażackiego


Podmuch był tak potężny, że roztrzaskał szyby sklepów i biurowców, co spowodowało wkrótce konieczność wystawienia licznych posterunków, mających uchronić wnętrza przed rabusiami. Część zaparkowanych przy burcie statku samochodów spłonęła, lub uległa uszkodzeniom.



I dalej co donosiła gazeta: „Wielki statek w sekundy po eksplozji stał się płonącym piekłem”. Dalej potwierdzono że jednostka tak bardzo szybko pokryła się masą płomieni, że jasne było, iż tylko bardzo nieliczni [znajdujący się na niej] mogli ocaleć. „Po trwającym dwie godziny pożarze zwęglony i poczerniały kadłub niegdyś dumnego parowca zatonął na Monogahela”.

Ku płonącemu statkowi podążały tysiące ludzi. Każdy chciał być jak najbliżej niezwykłego widowiska, co było niebezpieczne zwłaszcza ze względu na masę przybywających pospiesznie samochodów. Oto kolejny cytat z The Pittsburgh Post-Gazette: „Tak wielki był tłum na moście na ulicy Smithfield, że policja zmuszona byłą oczyścić go, obawiając sie, że przeciążony, może zawalić się”. „Kiedy tłumy biegły w kierunku rzeki wzdłuż ulic Smithfiled, Wood i Market, widziały w wielu miejscach odłamki szkła pokrywające chodniki”. Tysiące urzędników, robotników i pospiesznie opuszczających sklepy klientów spieszyło ku rzece, aby zobaczyć co się tam dzieje. Każde miejsce na którym mógł stanąć samochód, było zajęte.

, , , ,

Dopiero po kilku kwadransach policji udało się usunąć zaparkowane na kei samochody, robiąc miejsce strażakom. W przypadku nieobecności właściciela wybijano szyby, aby dostać się do kierownicy


The Pittsburgh Post-Gazette (popołudniówka) podała, informując iż ISLAND QUEEN PŁONIE, że istnieje obawa, że śmierć poniosło 20 do 30 osób. Napisano także między innymi że pierwszą zidentyfikowaną ofiarą była Mary Jones, 30-letnia czarna kucharka, która okazała się zresztą jedyną kobietą, która owego popołudnia straciła życie.



Po opanowaniu pożaru, strażacy wraz z szefem lokalnej policji, Harveyem Scottem, zaczęli poszukiwać ciał ofiar. Napływające do dziennikarzy informacje często były sprzeczne ze sobą. Pisano na przykład iż strażacy zgłosili wydobycie 27 spalonych ciał, które wynoszono na ląd zawinięte w brezent. Strażak S. B. Lanyon powiedział dziennikarzom że widział sześć ciał, spalonych w stopniu uniemożliwiającym identyfikację.

Następnego wieczoru The Pittsburgh Post-Gazette pisała: 7 ZABITYCH, 14 ZAGINIONYCH W WYBUCHU RZECZNEGO PAROWCA, podając w artykule świeżo otrzymane od policji informacje o ofiarach:
Razem martwych i zaginionych..21
Zidentyfikowane ciała.................3
Niezidentyfikowane ciała.............4
Zaginieni..................................14
Ranni.......................................18
Po zniesieniu o 5:30 po południu ostatnich pięciu ciał, strażacy dostali rozkaz opuszczenia statku.



Zadecydował o tym szef strażaków, William Davis, zaniepokojony coraz głębszym osiadaniem wraku w wodzie. Wrócili dopiero po kilkunastu godzinach, gdy zagrożenie nie potwierdziło się.

Środowa prasa informuje o dalszych poszukiwaniach ludzkich szczątków w plątaninie powykręcanej od żaru stali
,

Kilka dni po tragedii wrak wciąż budził ogromne zainteresowanie gapiów


Tytuł nad zdjęciem OSTATNIA PODRÓŻ ISLAND QUEEN
A oto treść ostatniego zamieszczonego pod zdjęciem zdania: „Dziewiętnastu członków załogi zginęło w eksplozji, wśród nich Houy Moore, son Pani S.J. Moore, 630 Polk blvd, Des Moines”.
Zastanawia sens podawania dokładnego adresu nieszczęsnej matki, i to w dodatku tylko jednej z wielu ofiar. Hoyt był stewardem na „Island Queen”



--

Post zmieniony (11-03-19 11:57)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 42 z 43Strony:  <=  <-  39  40  41  42  43  -> 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018