KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 33 z 34Strony:  <=  <-  30  31  32  33  34  -> 
07-10-18 17:55  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

Przyjemnie przeczytać, że zaliczasz się do "szczęśliwców" :-)
Podejrzewam, że dodatkowo problemem byłoby uzyskanie praw autorskich do zamieszczonych w książce zdjęć - wszak dystrybucja to komercja.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
07-10-18 18:25  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Ze zdjęciami problemu nie widziałbym:
- wiele z nich ma ponad 70 lat z nieznanymi autorami, więc są "free of charge"
- jak widzimy w polskich magazynach morskich i lotniczych, wystarczy podanie strony www

Odnośnie zdjęć "nie historycznych": jeśli fotka w necie nie ma danych autora, to NIE MA SZANS NA DOTARCIE DO NIEGO. W praktyce żadne z nich nie mogłoby być pokazane np. w "Morzu" czy "Okrętach" - ale jednak się ukazują! .

Co do należenia do "szczęśliwców": po 49 latach pracy naliczono mi taką emeryturę, że daj Boże wszystkim. Sam byłem zszokowany :-)
Jestem emerytem od 1 stycznia, ale nadal robię to co robię, tyle że na umowie-zleceniu: ta sama robota, ale za 2/3 poprzedniej pensji :-) Pomimo że naprawdę nie muszę, pracuję jednakże nadal, bo:
- co ja bym robił robił od rana w domu poza pisaniem Opowieści, czytaniem (mam ogromną bibliotekę i równie ogromne zaległości) oraz klejeniem modeli?
- ponieważ obecnie w zasadzie zajmuję się jedynie tłumaczeniem angielski-polski i polski-angielski bardzo obszernych i licznych dokumentacji statkowych (na przykład ostatnio Podręcznik Szkolenia Ratunkowego z polskiego na angielski), umysł wciąż pracuje na bardzo wysokich obrotach, dzięki czemu nie dziadzieję :-)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
07-10-18 20:42  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
konradus 
satrapa ;>


 

@ Akra

> I tu leży pies pogrzebany, przyjacielu...

Jeśli, jak piszesz, połowę założonego nakładu sprzedałbyś na pniu, to uważam, że nie ma się nad czym zastanawiać! :) Założysz jakąś prostą stronkę z możliwością zakupu po wpłacie przelewem i powoli nakład będzie topniał. Nie zapominaj, że tutaj, czyli na naszym forum, też będziesz miał wcale niezły zbyt i reklamę. Nie wyrobisz się z pakowaniem i wysyłką ;) Będzie dla mnie ogromną frajdą i zaszczytem jeśli będę mógł w tym pomóc. Już mam w głowie kilka pomysłów.

Pomyśl o tym.

Będę Cię męczył.

pozdr,
k

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
08-10-18 08:14  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Hmmmm, pomyślę. A przede wszystkim porozmawiam z synem, który wraz z kolegą kończy właśnie pisanie trzeciej części „Podziemnego Szczecina”. Oto dwie pierwsze części:


Są tam opisy najciekawszych podziemnych schronów w mieście wraz z ich historią, mnóstwem ciekawych fotografii, a także plany podziemi w 3-D. Na przykład pod dawną stocznią jest 900 metrów korytarzy, częściowo zresztą zalanych albo totalnie zawilgoconych:


Książki wydane były za pieniądze autorów, każda część miała nakład dwa tysiące i całość rozeszła się w szczecińskich księgarniach dosyć szybko. Trzeba było nawet zrobić dodruk.

Pogadam zatem z nim o praktycznych szczegółach tego rodzaju przedsięwzięcia.

Co do „Titanica” – znalazłem to-to w necie :-)

Mój dziadek był na „Titanicu” i jeszcze zanim cokolwiek zaczęło się dziać, ostrzegał wszystkich że statek zatonie, ale nikt go nie chciał słuchać. Powiedział potem jeszcze kilku osobom, po czym został wyrzucony z kina.

--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
10-10-18 10:16  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Opowieść 512


CO BYŁO POTEM?


Wszyscy znamy smutną historię „Titanica” i dlatego nie ma sensu jej tu przypominać. Poznajmy jednakże pewne fakty zaistniałe już po pójściu statku na dno.

Ze wszystkich statków które odebrały SOS, najszybciej na miejscu zjawiła się cunardowska „Carpathia”. Statek płynął z Nowego Jorku do Gibraltaru z 700 pasażerami, głównie amerykańskimi turystami.

„Carpathia” pobierająca węgiel


W ciągu nocy pokonała 58 mil płynąc z rekordową dla tej jednostki szybkością siedemnastu węzłów, pomimo czyhających na tym akwenie gór lodowych. Szczęśliwie uniknięto zarówno gór, jak i awarii przeciążanego ponad wszelką miarę silnika.

„Carpathia” zawróciła z drogi do Gibraltaru


Zbliżając się wystrzelono ze skrzydła mostku rakiety, sygnalizując rozbitkom, że ratunek jest już niedaleko. O 4:30 statek był na miejscu. Nie było widać niczego poza „skrzynkami, ubraniami i czymś, co wyglądało jak olej na wodzie”. Znajdujące się w promieniu pięciu mil szalupy powoli podchodziły do „Carpathii”, która starała się tak ustawiać, aby znajdować się po ich nawietrznej stronie. Osłona przed poranną bryzą w znacznym stopniu ułatwiała podejmowanie przemarzniętych rozbitków.

,

Wśród kompletnej ciszy stłoczeni przy relingach pasażerowie „Carpathii” przyglądali się, jak rozbitkowie wspinają się po sztormtrapach. Kobietom i części mężczyzn dodatkowo zakładano pod pachy pętle, co pozwalało na wciąganie ich wzdłuż burty. Dzieci wkładano do worków na popiół oraz na pocztę, windując je na pokład przy pomocy pocztowego dźwigu.

Łodzie „Titanica” po burtą „Carpathii”


O szóstej rano na pokład wszedł Bruce Ismay, dyrektor zarządzający White Star Line, który ocalał z katastrofy. Powiedział Rostronowi że cały czas wiosłował, ale jego rozchwiany stan emocjonalny oraz stopień przemarznięcia, wydawał się przeczyć tym słowom. Jak mówiła stewardessa pasażerów pierwszej klasy, Annie Martin, widziała Ismaya na sąsiedniej łodzi siedzącego sztywno na dziobie, wręcz niebieskiego od mrozu, nieruchomego i milczącego niczym kamienna statua. Kiedy wciągnięto go na pokład był prawie martwy, mając na sobie tylko koszulę nocną i płaszcz.

Gdy tylko Ismay doszedł do siebie, przeszedł do jadalni, gdzie powiedział „Jestem Ismay. Na miłość boską, dajcie mi coś do jedzenia”. Po posiłku wcisnął do ręki jednego ze stewardów dwa dolary, domagając się luksusowej (!) kabiny (state room), w której mógłby odpocząć. Wspomina Lucien Smith, jedna z jedenastu uratowanych kobiet, które odbywały miodowy miesiąc na „Titanicu”, a teraz były już wdowami: „Jestem Ismay! Jestem Ismay! Dajcie mi luksusową kabinę!” „Znam wiele kobiet które spały na podłodze palarni – mówiła pani Smith – podczas gdy pan Ismay zajmował najlepszą kabinę pośrodku statku, z napisem na drzwiach „Proszę nie pukać” (w rzeczywistości była to kabina lekarza statkowego, ponieważ wszystkie luksusowe kabiny były zajęte przez pasażerów „Carpathii”).

A tymczasem wszyscy na pokładzie przychylali rozbitkom nieba. Pomieszczenia ogólne zmieniono na sypialnie, a pasażerki pospiesznie szyły ubrania z wszelkich dostępnych materiałów, takich jak koce czy zasłony. Zgodnie z sugestią Rostrona, podróżujący „Carpathią” pastor odprawił w wielkim holu mszę, podczas gdy statek wciąż krążył w złudnej nadziei, że uda się jeszcze napotkać kogoś żywego.

W pobliżu znajdował się „Californian”, ten sam, który – wszystko na to wskazuje – stał pośrodku pola lodowego z zastopowanymi maszynami raptem osiem mil od ostatniej pozycji „Titanica”.

O 8:30, kiedy już wszystkie szalupy zostały opróżnione a zaraz potem wciągnięte na pokład „Carpathii”, zaczęto spisywać listę uratowanych. Pasażerki pierwszej klasy trzymały się razem próbując zachować spokój, podczas gdy kobiety z trzeciej klasy nie kryły łez rozpaczy. „Kiedy stało się pewne, że już nie znajdziemy nikogo żywego – wspomina stewardessa z „Carpathii – rozpętało się piekło. Mam nadzieję nigdy już przez to nie przechodzić. Sposób w jaki kobiety reagowały na śmierć bliskich był straszny. Nie mogłyśmy niczego zrobić aby je uspokoić, dopóki nie wypłakały wszystkich łez”.

Kolejna szalupa wciągana jest na pokład „Carpathii”


Kapitan Rostron obrał kurs na Nowy Jork. Wprawdzie bliżej od Nowego Jorku znajdowały się Halifax i Boston, ale na drodze do nich można się było spodziewać gór lodowych. Przez pierwsze dwa dni statkowa orkiestra milczała na znak żałoby, trzeciego dnia odgrywając jedynie hymny religijne. Na miejscu tragedii pozostał „Californian”, poszukując martwych ciał.

Podobny nastrój panował na znajdującym się na wschód „Olimpicu”, siostrzanym statku „Titanica”. Odległość od miejsca tragedii była zbyt wielka aby statek ruszył na pomoc, ale jego radiostacja okazała się bardzo pomocna. Na statku odbierano słabe sygnały „Carpathii” i przekazywano dalej do Nowego Jorku. Pozwoliło to na poinformowanie lądu o szczegółach zatonięcia „Titanica”, a także podać listę uratowanych pasażerów. Informacje te były oczywiście odbierane także przez statki mające na burcie radiostację. Jak wspominał płynący do ojczyzny pasażer niemieckiego liniowca, niejaki Theodore Dreiser, należał on do grupki mężczyzn których wywołano z palarni, aby podać im szeptem straszliwe wieści. Po godzinie wiedzieli o tym wszyscy.

Podobnie jak na „Carpathii”, także i na „Olympicu” orkiestra zamilkła do końca rejsu, a ci spośród załogi którzy mieli na „Titanicu” krewnych lub przyjaciół, wykonywali obowiązki z bólem w sercu i poważnymi twarzami.

W trakcie czterodniowego rejsu do Nowego Jorku, obaj radiooperatorzy „Carpathii” dosłownie lecieli z nóg, nadając niezliczone telegramy wysyłane przez rozbitków do krewnych i znajomych – oraz odbierając podobną liczbę wiadomości z lądu. Niezrozumiałym rozkazem zabroniono wysyłać wiadomości marynarzom z „Titanica”, co – jak później podała prasa – spowodowało w Southampton śmierć na zawał dwóch żon, które nie wytrzymały niepewności co do losów swoich mężów.

Listę z nazwiskami ocalonych, która dotarła do nowojorskiego biura White Star Line, odczytywano na głos na schodach biura. Z powodu obecności mnóstwa zainteresowanych – oraz zwykłych gapiów – ruch samochodowy na ulicy praktycznie zamarł. Jednym z pierwszych który poznał listę, był pracujący tam Ismay junior, syn Bruce Ismaya.

Nadal jednak wiedziano tylko z grubsza o wydarzeniach fatalnej nocy, a gazety mogły jedynie w kółko powtarzać te same informacje. Nic więc dziwnego że gdy w porcie pojawiła się „Carpathia”, dziennikarze wpadli w trans. Ku ich rozpaczy statek postawiono jednak na kotwicy, dla odbycia kwarantanny.

Akwen wokół „Carpathii” zaroił się od stateczków wszelkiej maści, wypełnionych po brzegi dziennikarzami, przekrzykującymi się nawzajem:
- Rzuć wiadomość w butelce!
a nawet
- Skacz do wody – wyłowimy cię!
Jednemu z reporterów udało się nawet dostać na pokład, skąd jednakże natychmiast zaprowadzono go na mostek, przed oblicze kapitana Rostrona. Tam wzięto od niego słowo honoru, że nie będzie o nic wypytywał rozbitków, po czym pozwolono mu pozostać na burcie, jako że automatycznie podlegał od tej chwili obowiązkowi kwarantanny.

Wzdłuż zachodniego wybrzeża Manhattanu dziesiątki tysięcy gapiów wpatrywały się w zakotwiczony statek. W końcu fotoreporterzy doczekali się „czegoś”: w błysku mnóstwa fleszy wyglądających jak jednak ogromna długotrwała błyskawica, z „Carpathii” opuszczano na wodę szalupy „Titanica”. No cóż, dobre chociaż i to...

Szalupy w Nowym Jorku


Kiedy wreszcie statek zaczął zbliżać się do kei, podniecenie wśród dziennikarzy i zwykłych gapiów sięgnęło zenitu. Spotkało ich jednak ogromne rozczarowanie. Po zacumowaniu, na statek wpuszczono jedynie celników, immigration (urząd imigracyjny), oficjeli z Cunard Line (armatora „Carpathii”) oraz nowojorskich policjantów. W tym czasie koledzy tych ostatnich linową barierą odcięli dostęp do statku i pasażerów wszystkim nieupoważnionym. Zabroniono także robienia zdjęć! Jedynie najbliższe rozbitkom osoby mogły pozostać na kei, żeby przywitać i zaopiekować się bliskimi. Uprawniały ich do tego imienne przepustki, wydawane w biurze Cunarda, po dokładnym sprawdzeniu tożsamości i związku z danym rozbitkiem.

Tłum dziennikarzy i gapiów wciąż miał nadzieję ujrzeć rozbitków


Już wcześniej armator uzgodnił z szefem immigration oraz burmistrzem Nowego Jorku, że pasażerów trzeciej klasy umieści się w miejskich schroniskach. Ci którzy nie mieli pieniędzy lub też nie mogli spodziewać się pomocy od rodzin czy przyjaciół, mogli tam pozostać aż do chwili znalezienia pracy, lub też podjęcia decyzji o wyjeździe z miasta. Oczywiście bogatsi pasażerowie nie musieli się martwić, że nikt nie przyjedzie ich odebrać i zająć z całego serca.

Schodzący po trapie pasażerowie witani byli przez asystenta burmistrza, C.W. Thomasa, który nie ukrywał łez wzruszenia, lejących się mu po policzkach. Większość rozbitków miała na sobie tak dziwacznie skomponowane i prowizorycznie uszyte ubrania, że czekający na nich krewni mieli niekiedy kłopoty z rozpoznaniem osoby.

W końcu na ląd musiał zejść także i Ismay. Nie chcąc pozostawać w Nowym Jorku ani chwili dłużej, niż to konieczne, jeszcze z pokładu „Carpathii” wysłał do Nowego Jorku telegram, nakazujący stojącemu w porcie „Cedricowi” wstrzymać wyjście do Anglii, zanim on nie pojawi się na burcie. Telegram podpisany był naiwnie „Yamsi”, co oczywiście natychmiast i bez problemu zostało właściwie odczytane.

Prasa pełna była słów pogardy i nienawiści wobec Ismaya. Chicago Record-Herald opublikował wiersz młodego reportera Bena Hechta, którego to wiersza fragment brzmiał:

To hold your place in the ghastly face
Of death on the sea of night
Is a seaman’s job, but to flee with the mob
Is an owner’s noble right.

Co przełożyłem na:

Trwać na posterunku z kamienną twarzą
Śmierci na nocnym morzu
Jest obowiązkiem marynarzy, ale uciekać z tłumem
Jest szlachetnym prawem armatora.

Jeden z wielu prasowych rysunków, mających poniżyć Bruce Ismaya


Czy Bruce Ismay rzeczywiście zasługiwał na tak bezprecedensową nagonkę?

Są relacje mówiące, że z chwilą gdy dowiedział się o tym, że „Titanic” wkrótce zatonie, zareagował w sposób, który dzisiaj można by nazwać niezwykle silnym stresem z okresowymi objawami psychozy. Kiedy znalazł się w szalupie, na pytanie sternika Rowe – nominalnie dowódcy łodzi – co ma robić, Ismay wybuchnął „Rób co chcesz! Ty tu dowodzisz!” po czym zapadł w milczenie i bezruch na resztę nocy. W chwili gdy rufa „Titanica” szła pod wodę, Rowe i jego ludzie zdjęli czapki, ale Ismay nawet się nie odwrócił.

Można sądzić, że Ismay był tak emocjonalnie rozchwiany katastrofą, że nie był w stanie normalnie funkcjonować i że tak naprawdę największą i jedyną jego „winą” było to, że przeżył katastrofę.

Inaczej mówiono o kapitanie „Titanica”. Edward Smith poszedł „honorowo” na dno ze swym statkiem. Nie do końca jest wiadomo w jakich okolicznościach zginął - jest na przykład informacja o tym, że ostatni raz widziano go w wodzie, kiedy to odepchnął sie od burty składanej łodzi z rozbitkami, płynąc z powrotem ku statkowi. Ponoć jego ostatnie słowa brzmiały „Be British” (Bądźcie Brytyjczykami).

*

White Star Line wyczarterował dwa kablowce, mające za zadanie znalezienie i wyłowienie ciał. Zaledwie dwa dni po katastrofie pierwszy z nich, „MacKay Bennett” wypłynął z Halifaxu, zabierając wielki zapas trumien oraz lodu, mającym zapobiec rozkładowi zwłok.

,

21 kwietnia, sześć dni po zatonięciu „Titanica”, natknięto się na akwen pokryty ciałami i szczątkami statku. W pobliżu unosiły się dwie wielkie góry lodowe. Mechanik Frederick Hamilton zanotował:

„Kwiecień 21. Ocean jest usiany drewnem, krzesłami i ciałami. Jest mnóstwo „growlerów” [glowler – niewielka góra lodowa ledwo wystająca z wody], wszystkie mniej lub bardziej niebezpieczne, ponieważ często giną z oczu w rozkołysach. Opuściliśmy kuter i zaczęto całodzienną pracę zbierania ciał. Przyciąganie do kutra przemoczonych ciał z wypełnionymi powietrzem ubraniami nie jest łatwym zadaniem. Dziś wzięliśmy na pokład pięćdziesiąt jeden ciał: dwoje dzieci, trzy kobiety i czterdziestu sześciu mężczyzn, a morze wciąż jest ich pełne”.

Zdjęcia wykonane z „MacKay Bennetta”
,

Wobec wielkiej ilości zwłok, niezidentyfikowane ciała chowano w morzu:

„8 po południu. Dźwięki dzwonu wezwały wszystkich na dziobówkę, skąd trzydzieści ciał pójdzie w głębię, każde obciążone i starannie zaszyte w brezent. Była to dziwna scena, to zabranie załogi. Półksiężyc rzuca na nas słabe światło, a statek mocno się kołysze na falach. Pogrzebowa msza jest prowadzona przez wielebnego Hinda. Przez prawie godzinę powtarzane słowa „...oddajemy to ciało głębinie”, potem plusk! kiedy obciążone ciało spada do wody głębokiej na dwie mile. Plusk, plusk, plusk.

Kwiecień 22. Wszystko wokół jest pokryte drewnem, wyposażeniem kabin, mahoniowymi klapami szuflad, drewnianymi rzeźbami, wszystko wyrwane z mocowań, krzesła pokładowe i znowu kolejne ciała. Niektóre są o piętnaście mil od tych, które wyłowiliśmy wczoraj. 8 po południu: kolejna msza pogrzebowa.

Próba zidentyfikowania ciała na kablowcu


Ciała czekające na morski pogrzeb układano nawet w trzech warstwach. Po lewej wielebny Hind


Telegram wysłany 23 kwietnia do kapitana „MacKay Bennetta” o treści:
Dowódca kablowca „Mackey Bennett.
Titanic” zatonął 41.15 północ, 50.14 zachód. Absolutnie niezbędne abyście mogli przywieźć do portu wszystkie ciała, jakie macie możliwość pomieścić.
Na waszej pierwszej liście identyfikacyjnej wykazujecie [imię i nazwisko] George Widen. Czy możecie potwierdzić że jest to George D. Widener. Przetelegrafujcie kiedy proponujecie opuścić miejsce i popłynąć do Halifaxu



Kwiecień 24: Wciąż przeważa gęsta mgła, czyniąc dalsze operacje z łodziami niemożliwymi... Południe. Kolejna msza pogrzebowa i dwadzieścia siedem ciał poszło śladem wcześniejszych. Ochrypły ton parowego gwizdka roznosi się przez mgłę, upiorne morze, stosy martwych, i zastygłe w silnym wietrze twarze załogi, której ostre głosy łączą się z hymnem rozpoczętym przez Canona Hinda. Zimno, mokro, nędznie i niewygodnie, i wszyscy balansują ciałami podczas silnego kołysania się statku”.

Ogółem wydobyto z wody ponad trzysta ciał, a wśród nich zwłoki Wallace Hartleya, szefa zespołu muzycznego, grającego do samego końca. Łatwo go było rozpoznać, ponieważ do pasa miał przymocowaną torbę ze skrzypcami. Na torbie były litery W.H.H. (Wallace Henry Hartley)

,

Zidentyfikowano także zwłoki milionera, pułkownika Johna Jacoba Astora. Jego ciało było poważnie rozbite i przesiąknięte sadzą, co daje pewność, iż zginął on w chwili spadnięcia na niego urwanego z mocowań komina „Titanica”.

W końcu kwietnia kablowiec wrócił do Halifaxu. Port był w pełnej żałobie, dźwięczały dzwony wszystkich kościołów, a flagi opuszczono do połowy. Zwłoki przewieziono do prowizorycznej kostnicy urządzonej na lodowisku.

W połowie maja, czyli miesiąc po tragedii, liniowiec „Oceanic” znalazł się w pozycji „Titanica”, gdzie natknął się na składaną łódź z trzema ciałami: pasażera z Chicago i dwóch członków załogi. Boczne brezenty nie były podniesione, a we wnętrzu znajdowała się woda. Na dnie leżało trochę biżuterii, spinki do włosów i grzebienie.

Ochotnicy z „Oceanica” schodzą na wodę


W oddali widać szalupę „Titanica”


A oto i ona, już po zabraniu ciał



Ciała przewieziono na statek, przygotowano do morskiego pogrzebu i wreszcie zrzucono do wody przy modlitwach pastora. Całej tej operacji przyglądali się pasażerowie „Oceanica”, których nie oderwał od relingów nawet gong wzywający na lunch.

I to już byli ostatni rozbitkowie z „Titanica”, ciała których odnaleziono.

--

Post zmieniony (11-10-18 08:28)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
10-10-18 11:37  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Kolejną Opowieścią - do której już mam zebrany materiał! - przeniesiemy się do roku 1850.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
10-10-18 18:33  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
GrzechuO   

Garść szczegółów o tym, co działo się na "Carpathii" w trakcie i po tragedii "Titanica" można znaleźć w książce Waltera Lorda "A night to remember" (pol. "Titanic. Pamiętna noc", wyd. Agora 2016, ISBN: 978-83-268-2342-8).

BTW: czy "wielebny Canon Hond" to przypadkiem nie "wielebny kanonik Hond"?

EDIT:
Zapomniałem dopisać, że "podobała mi się Twoja opowieść" :-)

Post zmieniony (10-10-18 18:34)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-10-18 08:34  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Canon - masz rację GrzechuO, poprawiłem. Zmyliło mnie to, że to słowo było napisane dużą literą :-) Przy okazji poprawiłem nazwisko z Hond na Hind.

Znam książkę o której piszesz, ale staram się unikam korzystania z polskojęzycznych źródeł, bo do nich może dotrzeć i zrozumieć każdy.
Największą satysfakcję mam z wykopania głęboko ukrytych w necie informacji po angielsku, niemiecku i francusku. Te dwa ostatnie języki tłumaczę sobie na angielski na wujku Guglu - zwłaszcza tłumaczenie z niemieckiego jest dobrej jakości, bo są przekładane całe zdania, a nie pojedyncze wyrazy.

A oto jak wyglądają materiały do następnej Opowieści: zebrałem je z dziewięciu różnych źródeł, wszystkie tylko anglojęzyczne, jako że statek był amerykański i pływał po Wielkich Jeziorach. Niekiedy dwa źródła podają różne wersje tego samego epizodu i wtedy kopię w necie jeszcze głębiej, żeby dojść, która wersja jest prawdziwa. Jest z tym trochę roboty ;-)



Post zmieniony (11-10-18 08:44)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-10-18 16:56  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

I to jest piękne, że są ludzie tak pozytywnie zakręceni jak TY !
Full ahead ! Steady as she goes !

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-10-18 19:04  Odp: TOM 3 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
GrzechuO   

Akra, wiem, że starasz się korzystać z informacji nieksiążkowych, bo śledzę Twoje opowieści od początku i na bieżąco.
Ja info o książce W. Lorda dodałem wyłącznie jako uzupełnienie - może ktoś będzie chciał jeszcze coś tam doczytać, a nie wiedział o niej.
A książka ta jest o tyle wyjątkowa, że głównie skupia się na ludziach i pokazuje ich losy nieraz w bardzo epizodycznym ujęciu na tle nie dającej się ogarnąć zmysłami tragedii. (Bo oczywiście traktuje głównie o "Titanicu", a nie o "Carpathii".)

--
Pozdrówka

GrzechuO

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 33 z 34Strony:  <=  <-  30  31  32  33  34  -> 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018