KARTON CAFÉ   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Miejsce na rozmowy o rzeczach niekoniecznie związanych z modelarstwem kartonowym, tzw. "rozmowy kanapowe", ciekawostki, humor itd. Tu można się poznać lepiej i pogawędzić ze sobą.


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 1 z 113Strony:  1  2  3  4  5  ->  => 
18-04-15 07:44  TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

UWAGA: Spis WSZYSTKICH Opowieści (od numeru 1) dostępny jest tutaj: TUTAJ

---------------------

Zaczynam drugi tom Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie. Pierwszy tom z Opowieściami od 1 do 331 (ależ się nazbierało!!!) można znaleźć TUTAJ

Pierwszy tom miał 43.870 wejść (wciąż aktualizuję tę liczbę, bo cały czas rośnie ona o kilkaset wejść miesięcznie!).

Zobaczymy jak to będzie z tomem drugim :-)

Dla uczczenia rozpoczęcia Drugiego Tomu już dziś kolejna Opowieść. Następna – jak zwykle – będzie w poniedziałek!

CZARNA SERIA, część 2

Po zatopieniu 17 stycznia 1940 roku „Almedy Star” przez U-96, armatorowi pozostawały jeszcze wciąż cztery statki z tej serii: „Avelona Star”, „Arandora Star”, „Avila Star” i „Andalucia Star”. Dzisiejsza Opowieść pokaże nam losy pierwszych dwóch z nich.

„AVELONA STAR”

Blue Star Line odebrał statek ze słynnej stoczni John Brown & Co. Ltd, w Clydebank w maju 1927 roku. Podobnie jak w przypadku pozostałych jednostek z tej serii, w 1929 roku do nazwy dodano słowo „Star”.

Do roku 1929 statek nazywał się „Avelona”
,

Na tym zdjęciu jest już „Avelona Star”


Z początku statek woził pomiędzy Londynem a Ameryką Południową nie tylko ładunki chłodzone, ale także pasażerów. Wkrótce jednak Wielki Kryzys spowodował, że liczba chętnych do podróży na tym szlaku spadła tak drastycznie, iż nie było sensu zatrudniania aż tylu statków pasażerskich. Podjęto drastyczną, ale w takiej sytuacji jedyną słuszną decyzję.

W 1931 roku w Greenock zmieniono „Avelona Star” na frachtowiec, powiększając przy tym kubaturę ładowni. Usunięto kabiny pasażerskie i zdjęto drugi komin który zresztą był atrapą, dodaną we wszystkich pięciu statkach serii jedynie dla zachowania harmonijnej sylwetki. Sensownie uznano, że statek wożący tylko ładunki zdecydowanie nie musi być tak elegancki.

„Avelona Star” po przebudowie


Zdjęty komin został zresztą wkrótce wykorzystany: zainstalowano go na frachtowcu „Celtic Star”. Jak widać na zdjęciu tego statku, komin jest wyraźnie za duży w stosunku do całej sylwetki. Ale przynajmniej się nie zmarnował...

„Celtic Star” z kominem zdjętym z „Avelona Star”


Po przebudowie pojemność ładowni zwiększyła się do 18.321 metra sześciennego, co było ówczesnym rekordem światowym: żaden inny statek nie miał tak wielkiej przestrzeni ładunkowej.

Podobnie jak „Almeda Star”, także i „Avelona Star” po wybuchu wojny kontynuował zwykłe rejsy. W końcu maja 1940 roku statek wyszedł z brazylijskiego Santos do Freetown, skąd z kolei miał pożeglować do Londynu. W ogromnych ładowniach znajdowało się aż 8800 ton mrożonego mięsa!

Szesnastego czerwca „Avelona Star” wypłynął z Freetown w dużym konwoju składającym się z 34 statków. Chłodniowcem dowodził kapitan George Ernest Hopper, goszczący u siebie komodora konwoju. Przed statkami i po obu jego bokach płynęły jednostki eskorty. Wszyscy zygzakowali w regularnych odstępach.

Ponieważ szybkość konwoju była szybkością najwolniejszego statku, po dwunastu dniach zespół znajdował się dopiero o 200 mil na północny-zachód od Przylądka Finisterre. Był piękny niedzielny dzionek 30 czerwca, gdy o 10:00 jeden ze statków dostał torpedę, odnosząc jednakże przy tym tylko niezbyt groźne uszkodzenia. Gorączkowe przeczesywania morza przez eskortę nie dało żadnego efektu. Zwiększono liczbę obserwatorów podejrzewając, że wokół konwoju może czaić się nie jeden, ale kilka U-bootów.

O 19:30 torpeda z U-43 trafiła w przednią część prawej burty „Avelona Star”. Jedna jedyna torpeda spowodowała ogromne zniszczenia na dużym przecież statku, który szybko przechylił się o 20 stopni. Po kilkunastu minutach kadłub sam wyprostował się, ale nie była to dobra oznaka: po prostu pod naporem wody zaczęły pękać grodzie. W końcu woda dostała się także do przedniej kotłowni, która – niewygaszona w porę – wyleciała w powietrze wśród kłębów dymu, pyłu i pary.

„Abandon ship!”, rozkazał Hopper. Opuszczono szalupy, w których znalazło się 80 z 84 członków załogi. Pospieszne poszukiwania zaginionych kolegów nie dały rezultatu, przyjęto zatem, iż musieli oni ponieść śmierć w chwili eksplozji torpedy.

Pomimo zagrożenia ze strony U-bootów, do szalup podszedł frachtowiec „Beignon”, który w tym celu odłączył sie od konwoju. Jego bohaterska trzydziestoosobowa załoga sprawnie przejęła wszystkich rozbitków. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że o 3 nad ranem także „Beignon” został storpedowany, tonąc zaledwie po 10 minutach. Załoga „Avelona Star” po raz drugi w ciągu zaledwie kilku godzin musiała opuszczać statek.

Zdążono zwodować jedną szalupę oraz zrzucić kilka tratew. Na jednej z nich znalazło schronienie aż 25 osób, prawie dosłownie siedzących sobie na głowach. Mnóstwo marynarzy znajdowało się w wodzie, trzymając się linek tratew i szalupy. Szczęśliwie morze było ciepłe i gładkie jak nigdy.

Natychmiast po trafieniu „Beignon” zdążył jeszcze nadać wezwanie o pomoc, podając swą pozycję. Dzięki temu o 5 nad ranem na miejscu zjawiły się niszczyciele „Vesper” i „Windsor”, podejmując z wody wszystkich stu dziesięciu rozbitków. Bezpiecznie dowieziono ich do Plymouth.

„Vesper”


„Windsor”


I na zakończenie dowiedzmy się o losach kata „Avelona Star”, czyli U-43. Okręt zatopiony został 30 lipca 1943 na południowy-wschód od Azorów przez specjalnie opracowaną do zwalczania okrętów podwodnych samonaprowadzającą się torpedę akustyczną Fido, zrzuconą przez Avengera z lotniskowca eskortowego „Santee”. U-boot poszedł na dno wraz z całą 55-osobową załogą.

„ARANDORA STAR”

Najbardziej znany, ongiś szalenie popularny statek z serii. Służbę zaczął jak należy, czyli na szlaku Londyn – Ameryka Południowa, ale bardzo szybko armator wyczuł znacznie lukratywniejszy interes.

Statek pływał do Ameryki Południowej tylko przez dwa lata


Kadłub przemalowano na biało, zwiększono liczbę miejsc pasażerskich ze 164 do 354 – wszystkie tylko pierwszej klasy! - zmieniając statek na klasycznego wycieczkowca, rzucanego na wciąż nowe akweny.

,

Trzytygodniowe rejsy z Tilbury do norweskich fiordów, potem wycieczki po Morzu Śródziemnym, Karaibach – zwanych wówczas West Indies czyli Indie Zachodnie, Afryce i Azji. Łatwiej chyba byłoby wymienić wody nie znające tego statku.

„Arandora Star” we fiordzie...


... na Malcie...


... w Wenecji...


... i na Karaibach


Blue Star Line nie żałowało pieniędzy na bardzo intensywną reklamę. Oto kilka przykładów:
, , , ,

Czerwony pasek okalający biały kadłub dał okazję do mówienia niekiedy o statku „Pudełko czekoladek”, bądź też „Tort weselny”.

I było miło i wesoło, ale przyszła wojna. W chwili jej wybuchu statek pod dowództwem kapitana Edgara Wallace Moultona znajdował się w drodze do Nowego Jorku, gdzie też szczęśliwie dotarł. Także powrót do Anglii przebiegł bezproblemowo.



Podczas postoju w Southampton statek wykorzystano do prób z sieciami antytorpedowymi.

Na zdjęciu z marca 1940 roku widać przyspawane do burty wysięgniki, na których rozwieszano sieci


Po rozpoczęciu walk w Norwegii skończyło się słodkie nieróbstwo wycieczkowca. Czwartego czerwca 1940 roku statek wszedł do Narviku, zabierając stamtąd około 1600 ludzi z RAFu, oraz polskich i francuskich żołnierzy. Na Morzy Północnym szalały ciężkie okręty Kriegsmarine – zatopiły one transportowiec „Orama”, zbiornikowiec „Oilpioneer” wraz z eskortującym go trawlerem „Juniper”, a dzień później lotniskowiec „Glorious” i eskortujące go niszczyciele „Acasta” i „Ardent”.

Szczęście jednak dopisywało „Arandorze”, która bezpiecznie dowiozła żołnierzy do Glasgow. Potem przyszła ewakuacja wojsk z Francji, aż wreszcie nadszedł kolejny rozkaz. Tym razem statek miał zabrać z Anglii dużą liczbę internowanych po wybuchu wojny Niemców i Włochów oraz gromadę jeńców wojennych. Moulton miał przewieźć ich przez Atlantyk do St. Johns na Nowej Funlandii, gdzie planowano osadzić ich w pospiesznie przygotowywanych obozach. Stamtąd nijak nie mogliby szkodzić Wielkiej Brytanii. Ciekawe że uwięzieni tam mieli być także ci Niemcy, którzy w ubiegłych latach uciekli przez Kanał z rządzonego przez Hitlera kraju. W oczach Brytyjczyków każdy Niemiec był złym Niemcem i wobec tego nie warto było tracić czasu na dochodzenie co do prawdziwych przekonań poszczególnych internowanych. W połowie roku 1940 na wywiezienie z Wysp czekało już ponad osiem tysięcy osób. Samych mężczyzn, jako że ich żony i dzieci uznano za niegroźnych dla Korony. Rozłączono w ten sposób tysiące rodzin.

Trzydziestego czerwca 1940 roku „Arandora Star” opuściła Liverpool, mając na burcie 1673 osoby:
- Załoga 174
- Wojskowi strażnicy – 200
- Internowani niemieccy cywile – 479
- Niemieccy jeńcy wojenni – 86
- Internowani włoscy cywile - 734

Statek szedł samotnie, nieregularnie zygzakując z prędkością 15 węzłów. Drugiego lipca rano znajdował się o 75 mil na zachód od północno-zachodnich wybrzeży Irlandii i wtedy – o 6:15 – trafiony został torpedą wystrzeloną przez słynny U-boot U-47, dowodzonego przez jeszcze słynniejszego kapitana Günthera Priena. Czternastego października 1939 roku okręt Priena brawurowo wdarł się o bazy Royal Navy w Scapa Flow, zatapiając pancernik „Royal Oak”, po czym bezpiecznie wrócił do ojczyzny, witany tam jak prawdziwy bohater.

Günther Prien na U-47. Na kiosku namalowane godło okrętu, czyli szarżujący byk


Torpeda trafiła w tylną maszynownię po prawej burcie, zabijając całą jej obsadę. Przestały działać generatory, co spowodowało totalny blackout. Zniszczeniu uległa także szalupa nad miejscem wybuchu, oraz żurawiki sąsiedniej łodzi. Ponieważ określano pozycję statku co pół godziny, pozwoliło to na natychmiastowe wysłanie tych danych razem z sygnałem SOS. Z ulgą przyjęto prawie natychmiastowe potwierdzenie odbioru wysłane przez stację na Malin Head, najbardziej na północ wysuniętym skrawku Irlandii.

Opuszczono wszystkie dziesięć nieuszkodzonych szalup, obładowanych do granic możliwości. Wyrzucono za burtę wszystkie tratwy. A czasu było niewiele.

Około 7:15 widać już było jak na dłoni, że statek zatonie lada chwila. Kapitan Moulton oraz najstarsi rangą oficerowie opuścili pokład jako ostatni w chwili, gdy podstawy relingów znajdowały się już w wodzie. Pięć minut później statek przekręcił się wokół osi i z dziobem skierowanym ostro do góry poszedł na dno.

Juz o 9:30 nad rozbitkami pokazał się latająca łodź RAFu Short Sunderland, zrzucając zestawy medyczne pierwszej pomocy oraz żywność i papierosy w wodoszczelnych i pływalnych workach. Przyczepiono do nich pisemne zapewnienie, że pomoc jest już w drodze.

Short Sunderland


Dla dodania otuchy rozbitkom i dla wskazania ratownikom miejsca zatonięcia statku, Sunderland krążył tam aż do godziny 13:00, kiedy to na miejscu zjawił się gnający ile sił w maszynach kanadyjski niszczyciel „St. Laurent”, dowodzony przez komandora porucznika De Wolfa.

H.M.C.S. „St. Laurent”. Skrót przed nazwą oznacza „His Majesty Canadian Ship”


Akcja ratunkowa była niezwykle trudna i wyczerpująca, bo należało zająć się i rozbitkami w szalupach i w tratwach i – co najgorsze – pływających w pokrytej paliwem wodzie. Z tego właśnie powodu Kanadyjczykom zajęło to aż pięć godzin. Na niewielkim okręcie schronienie znalazło 868 rozbitków, których zawieziono do Greenock. Droga do portu była dla wszystkich jednym wielkim koszmarem, jako że łącznie z załogą niszczyciela na okręcie przebywało aż 1013 osób! Upychano ich gdzie tylko się da, łącznie z pomieszczeniami jednej z kotłowni. Dla tych, którzy nie mieścili się pod pokładem rozpostarto nad nim brezenty, mające dać choćby namiastkę osłony.

Wróćmy jeszcze raz do szczegółowej listy osób obecnych na statku, konfrontując ją z liczbą śmiertelnych ofiar:

- Załoga 174 – zginął kapitan Moulton, 12 oficerów i 42 marynarzy, razem 55. Ocalało 119
- Wojskowi strażnicy – 200 – zginęło 37. Ocalało 163
- Internowani niemieccy cywile i jeńcy – 565 – zginęło 243. Ocalało 322
- Internowani włoscy cywile – 734 – zginęło aż 470. Ocalało 264

Czyli że spośród 1673 osób, śmierć poniosło aż 805. Hekatomba wśród Niemców i Włochów – w ogromnej większości niewinnych cywilów - wznieciła liczne protesty w Wielkiej Brytanii, co spowodowało zarzucenie pomysłu wywożenia tych ludzi za ocean. Zbudowano za to dla nich obozy na Wyspach.

Ostatnim z żyjących rozbitków z „Arandory Star” był włoski zegarmistrz Rando Bertoia, w chwili internowania żyjący w Szkocji. Zmarł w roku 2013 w wieku 93 lat. Oto on:


W 2008 w kościele Naszej Pani i Św. Mikołaja w Liverpoolu odsłonięto dokładnie w 68 lat po zatonięciu statku pamiątkową tablicę


A jakie były losy U-47 i jego sławnego kapitana? Od 7 marca 1941, kiedy to nadał do bazy ostatni meldunek, nie dał o sobie znaku życia. Przyjmuje się, że zatonął gdzieś – z powodów, których możemy się jedynie domyślać - na Atlantyku, na południe od Islandii. Wraz z nim zginęła cała, 45-osobowa załoga.

Na koniec króciutko podsumujmy losy trzech pierwszych statków z serii:

- „Almeda Star” –zatopiony przez U-96 17.1.1940
- „Avelona Star” – zatopiony przez U-43, 30.6.1940
- „Arandora Star” – zatopiony przez U-47 2.7.1940, zaledwie dwa dni po zatopieniu „Avelona Star”!

W trzeciej części Opowieści poznamy losy pozostałych dwóch statków

--

Post zmieniony (19-08-16 09:29)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 08:38  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Greg77   

W trzeciej części Opowieści poznamy losy pozostałych dwóch statków;)

A może by tak wydać to drukiem?- chętnie bym kupił taką książkę.

--
Pozdrawiam
Grzegorz
KWA

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 09:02  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

1. Drugiej-trzeciej: poprawiłem :-)
2. Wątpię czy znalazłoby się chętne wydawnictwo.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 09:04  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Greg77   

GPM?WAK?Orlik? Chyba książkę wydać łatwiej niż model?Nie trzeba się martwić sklejalnością;)

--
Pozdrawiam
Grzegorz
KWA

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 09:28  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Kiedyś wysłałem propozycje do trzech chyba wydawnictw książkowych, ale zero reakcji :-)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 10:54  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Edekyogi 

 

Mały OFF co do pokręconych nazw statków.
Pamiętam, jak w którymś numerze kultowego miesięcznika Morze, w dziale o marynarskich opowieściach, napisano jak jednemu mustrującemu się na polski statek ms Dubois (Dibua) urzędnik wpisał do książeczki - ms Bibuła :-(

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 11:17  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Janisz 

W Rupieciarni:
Do poprawienia - 1
 

Chwile mnie nie bylo i jak sie zrobilo wesolo. ;-)
Powod musielismy zrobic maly tranzyt ledwo 144 i pol mili z jednego pola na drugie kartoflisko....

Tak to te slynne "Oczki Toczki" vel "Obroncy Poczty" - brawo za czujnosc.
moj koles byl na 'Mejdzor Hubal" ... latwizna.

Moim pierwszym pelnomorskim statkiem na ktorym 20 lat temu zaczynalem kariere byla:
"Kopalnia Szczyglowice" ..... zebyscie to slyszeli na radiu. Co stacja - to inny polamaniec w eterze. Najlepiej im wychodzilo bodajze przy Grecji " Kopalnina, kopalina" i wiedzielismy ze to my. ;-)

Stary mi wtedy opowiadal ze jak byl na "Manifescie Lipcowym" i poplyneli do Angli to Angole zastanawiali sie jak mozna dac takie glupie imie statkowi - nazwa dekretu co za bezsens.... a nasi sie chwalili ze to flagowiec....

co do wydania takiej ksiazki drogi przyjacielu Akra to wiesz jak to jest wydawnictwa musza zarobic a czy u nas bylby popyt na taka ksiazke? Do tego musi byc sporo zdjec a tu juz wchodza prawa autorskie itp. Ale kto wie ..... ;-))

--
Janisz
---------------------
Verbum nobile debet esse stabile. (łac.)

Przysłowie staropolskie: Słowa honoru należy dotrzymywać.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 12:01  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Edekyogi 

 

"Manifest Lipcowy" - głupia nazwa, bo dekret.
A amerykańskie USS "Constitution" - to nie głupie?

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 13:25  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Janisz 

W Rupieciarni:
Do poprawienia - 1
 

Trafne spostrzezenie ;-))

--
Janisz
---------------------
Verbum nobile debet esse stabile. (łac.)

Przysłowie staropolskie: Słowa honoru należy dotrzymywać.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-15 14:55  Odp: TOM 2 Opowieści bardzo ciekawych, ciekawych i takich sobie :-)
Akra 

Na Forum:
Relacje w toku - 2
Relacje z galerią - 5


 - 2

Edekyogi - touche!

A co do zdjęć - wybieram tylko te bez literki C w kółku!

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 1 z 113Strony:  1  2  3  4  5  ->  => 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018