LOTNICTWO   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

Tematyka lotnicza, konstrukcje lotnicze, literatura, historia, dokumentacja, linki do ciekawych stron, dyskusje o wyzszosci Bf nad Spitfire lub odwrotnie...

Uwaga! W tym dziale NIE WPISUJEMY postow "kartonowych".


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok bez stronicowania (rolka)  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 1 z 1Strony:  1 
10-10-17 16:51  [H]"Oczami wroga" - czerwone lotnictwo w wojnie polsko-rosyjskiej
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

"Oczami wroga" to tytuł jaki nadałem jednemu z rozdziałów interesującej książki
„LOTNICY UPADŁEGO IMPERIUM – LOTNICTWO W WOJNIE DOMOWEJ”
(tytuł oryg. - „Wojenliety Pogibszej Imperii – Awiacja w grażdanskoj wojnie”)
Marat Chajrulin, Wiaczesław Kondratiew (Wyd. „Jauza”, Moskwa 2008)

Otrzymałem ją kiedyś w ramach wymiany z zaprzyjaźnionym Aleksiejem z Petersburga i pomyślałem sobie, że może entuzjastów dawnej awiacji rozdział ten zaciekawi.
(zdjęcia, grafiki - z różnych publikacji - w tym z "Kraska rossijskoj awiacji" i innych rosyjskich książek oraz z własnego archiwum).

Cz. 1
Wstęp [fragment]

Książka traktuje o jednej z wielu zapomnianych kart ojczyźnianej historii. To pierwsze i jedyne na dzień dzisiejszy [2008] opracowanie udziału lotnictwa w czasie Wojny Domowej w Rosji w latach 1917 – 1921.

[wg autorów elementem wojny domowej była wojna polsko-rosyjska. R.Pipes autor „Rewolucji Rosyjskiej” we wstępie pisze - „Wojna Domowa w Rosji – konflikt zbrojny między Armią Czerwoną (bolszewicką) a ”białymi” armiami (antykomunistycznymi) i wojskami obcych interwentów od grudnia 1917 do listopada 1920 r.
Historycy komunistyczni, rosyjscy i niektórzy zachodni przyjmują zwykle wojnę polsko-bolszewicką jako część wojny domowej w Rosji. Sprawa dyskusyjna, gdyż był to zbrojny konflikt terytorialny między dwoma niepodległymi państwami a nie walka zbrojna między Rosjanami i nacjami byłego imperium carskiego o władzę polityczną].

Wbrew rozpowszechnionego mniemania wszystkie strony wplątane w bratobójczy konflikt aktywnie wykorzystywały osiągnięcia ówczesnej myśli i techniki wojskowej w tym przypadku lotnictwa.
W trakcie Wojny Domowej samoloty wykonywały loty rozpoznawcze, walczyły w powietrzu, atakowały okopy nieprzyjacielskich wojsk jak również bombardowały miasta i węzły kolejowe. Po zakończeniu walk, „biali” piloci służyli w lotnictwie całego świata. Następstwem [wojny] było utworzenie przez „czerwonych” lotników Sił Powietrznych ZSRR.
Od zakończenia Wojny Domowej w Rosji minęło już ponad 80 lat.
Czasy tego wielkiego konfliktu społecznego XX wieku przyciągają wciąż uwagę uczonych, pisarzy i zwykłych ludzi, którym historia nie jest obojętna. Wydano setki książek, artykułów w gazetach i magazynach, opublikowano liczne dysertacje naukowe, nakręcono wiele filmów i przedstawień teatralnych lecz wiele aspektów tego tematu do tej pory wciąż jest nieodkrytych.
Jednym z nich, jak sądzić można, jest historia wojny w powietrzu - czyli powstania wojsk lotniczych walczących stron i ich wojenne użycie.
O ile wiadomo, ani w Rosji ani poza jej granicami jak dotychczas nie ukazały się publikacje naukowe, wyniki badań czy też informacje o tym zagadnieniu. Nie ma także prac dających mniej więcej pełną i szczegółową chronologię działań „czerwonej” i „białej” awiacji w Wojnie Domowej 1918-1921 r.
Wydane w małych nakładach publikacje sowieckich i „post radzieckich” historyków jak również pamiętniki „czerwonych” i „białych” lotników nie dają zainteresowanemu tym tematem czytelnikowi pełnego i bezstronnego a przede wszystkim obiektywnego obrazu zdarzeń. Większość książek nosiła piętno osobistych spostrzeżeń autorów a nierzadko określonego politycznego obciążenia.
Tendencyjne badania naukowe często fałszowały obraz, co widać na pierwszy rzut oka. Mimo tego w wielu rzeczach autorzy żyjący w Związku Radzieckim ze zrozumiałych przyczyn zmuszeni byli do milczenia, inaczej ich prace nie mogły być opublikowane. Wszystko to razem wzięte, pomnożone przez zainteresowanie historią dawnego lotnictwa skłoniło nas by zabrać się za napisanie książki, którą teraz trzymasz czytelniku w ręku.
Nie przypuszczaliśmy, że praca nad książką okaże się tak długim i trudnym zadaniem. Wymagała od nas wielu lat drobiazgowych badań w archiwach, przestudiowania dziesiątków źródeł literackich a później analizy zdobytych informacji.
Wiele rozdziałów wymagało wielokrotnego przepisywania z powodu nowo odkrytych informacji, które rzuciły nowe światło i zmusiły do zweryfikowania tych lub innych wydarzeń. Okazało się, że niektóre szeroko znane fakty po powtórnym sprawdzeniu okazały się wymysłami.
Trudno także było uciec od ustalonych stereotypów ideologicznych i światopoglądowych. Staraliśmy się z maksymalna obiektywnością i jak to się mówi „bez gniewu i stronniczości” zorientować się w złożonych zawiłościach zdarzeń i losów dłuższego okresu. Jak to się nam udało – osądźcie sami.

Rozdz.14

OD WISŁY DO DNIEPRU I Z POWROTEM

Wiosną 1920 r. bolszewicy świętowali zwycięstwa na wszystkich frontach.
Najwięksi wrogowie sowieckiej władzy – generał Kołczak, Denikin i Judenicz zostali rozbici.


Adm. Aleksandr W.Kołczak


Gen.- lejtn.Anton I.Denikin


Gen.- lejtn.Nikołaj N.Judenicz

Prawie całe terytorium Rosji oczyszczono z interwentów i białogwardzistów. Fakt, na Krymie przebywał jeszcze baron Wrangel z resztkami denikinowskich wojsk a pod Czytą [Zabajkale] - ataman Siemionow ze swoimi kozakami, lecz mało kto brał ich na serio.


Gen.- lejtn. Piotr N.Wrangel


Ataman gen.- lejtn. Grigorij M.Siemionow

W kwietniu [1920 r.], przywódcy sowieccy postanowili, że ponownie nadszedł czas by wprowadzić w życie ich gorące pragnienie - „zanieść ogień światowej rewolucji do Europy”.


„Tow. Lenin CZYŚCI ziemię ze śmieci”

Moment okazał się wyjątkowo udanym – Armia Czerwona była zmobilizowana , zapisała na swój rachunek zdobycze wojenne, nabyła wojskowego doświadczenia.
Siły wewnętrznej kontrrewolucji były prawie w całości rozbite.
Lenin, Trocki i ich towarzysze broni nie wątpili, że uciskany przez kapitalistów proletariat czeka tylko kiedy ze wschodu pokażą się kolumny wyzwolicieli pod czerwonymi sztandarami.
Lecz na drodze do Europy stała tylko „maleńka przeszkoda” – nowopowstałe państwo polskie, bynajmniej nie życzące sobie złożenia ofiary ze swojej niepodległości gwoli urzeczywistnienia wielkich idei „kremlowskich marzycieli”. Mało tego, Polacy mieli własne ambicje - plany odrodzenia Rzeczypospolitej w granicach z 1772 r., to jest od ujścia Dniepru do Bałtyku.


„Świnia tresowana w Paryżu”

Rozwiązawszy spory terytorialne z Niemcami rząd polski wiosną 1920 r. zwrócił swój wzrok na wschód.
Oba kraje rozpoczęły energiczne przygotowania do wojny.
Prócz dywizji piechoty , kawalerii, artylerii i pociągów pancernych do linii frontu przerzucano oddziały lotnicze. Na początku kwietnia 1920 r. na południowym (ukraińskim) odcinku polsko-sowieckiego frontu znajdowały się dwa polskie dywizjony lotnicze składające się z 5 eskadr (2.,5.,6. i 9. - rozpoznawczych oraz 7. –myśliwskiej).
Eskadry wywiadowcze składały się z niemieckich i austriackich dwumiejscowych, wielozadaniowych samolotów różnych typów – Albatros, Halberstadt, Rolland, Brandenburg, DFW, LVG i AEG.
7. Eskadra Myśliwska na uzbrojeniu zasadniczym miała przeważnie nowe Albatrosy D.III austriackiej budowy (oznaczone Oeffag).


Albatrosy D.III (Oef) z 7.EM (z rzymską „I” samolot dcy - mjr.pil. C.Faunt le Roya)

Latali na nich amerykańscy ochotnicy, weterani I WŚ.
Eskadra nosiła imię Tadeusza Kościuszki polskiego generała uczestnika wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Eskadrą dowodził major Cedric Faunt le Roy.


Mjr pil. Cedric Faunt le Roy

W połowie miesiąca [kwietnia] polskie siły lotnicze na Ukrainie uzupełniono o 3., 16. i 17. eskadrę wyposażoną we francuskie samoloty Breguet XIV.


Breguet XIVA2 z 3.EW

Choć eskadry nazywały się wywiadowcze, to ich samoloty mogły zabierać spory jak na owe czasy ładunek bomb.To samo dotyczyło większości niemieckich maszyn.
Na północnym (litewsko-białoruskim) odcinku frontu Polacy skoncentrowali trzy dywizjony w składzie: 1.,4.,8.,11.,12.,14. i 18. rozpoznawczej [EW] oraz 13. – eskadry myśliwskiej [EM]. Później dołączyła do nich 10. rozpoznawcza i 19. myśliwska.
Podstawą ich wyposażenia były, tak jak na południu, różne niemieckie dwupłatowce.
Tylko 1.[582.Esk.Salms.] i 18.[580.Esk.Salms.] eskadra latała na francuskich Salmsonach A - 2 [IIA2] a 19. myśliwska [EM] na SPADACH[S-VII].


Salmson IIA2 z 581.Esk.Salmsonów


SPAD S-VIIC1 - Szkoła Pilotów Bydgoszcz (w tle Caudron G.III)

Wg etatu polska eskadra lotnicza składała się z 10 samolotów. W praktyce taką ilość spotykało się rzadko. Liczba sprawnych do boju maszyn zwykle liczyła nie więcej niż 7-8 sztuk. Uwzględniając powyższe, wielkość polskiego lotnictwa na froncie można ocenić w przybliżeniu na 130-140 samolotów gotowych do walki.

Nigdy przedtem lotnicy sowieccy nie spotkali się z tyloma i tak dużą liczbą grup lotniczych przeciwnika uzbrojonego we współczesną technikę. Tym nie mniej, jako główne zadanie, które postawiono przed nimi to zniszczenie obcego lotnictwa i zdobycie strategicznego panowania w powietrzu.
W związku z tym na zachód zostały rzucone znaczne siły i środki - wyłącznie nowe samoloty z doświadczonymi załogami, duże ilości materiałów pędnych dobrej jakości oraz zapasy wojenne.
Dzięki zajęciu północnokaukaskiego przemysłu naftowego udało się opanować kryzys benzynowy . Lotnictwo odcinka frontu przestało używać paliwa o słabej jakości. Zapomniano o „kazańskich mieszankach”, „musztardzie- gorczycy”, „awiakoniakach” i innych surogatach, na których Czerwona Flota Powietrzna latała przez niemal półtora roku. W niektórych składach zdobyto także unikalne dla ówczesnej Rosji pociski zapalające, trasujące i rakiety Le Prieur przeciw aerostatom.


Próbne strzelanie rakietami Le Prieur

Wszystkim lotnikom i mechanikom organizowano lepsze odżywianie i podwojono dzienne strawne. W celu podniesienia „ducha bojowego” Rewwojensowiet [Rewolucyjna Rada Wojskowa] Zachodniego Frontu rozporządziła o wydawaniu pilotom wina a przy jego braku – „minimalnych ilości wódki”[!]
Wg planów sowieckiego dowództwa główne uderzenie powinno być przeprowadzone siłami armii Zachodniego Frontu dowodzonego przez M.I.Tuchaczewskiego.


Komandarm Michaił I. Tuchaczewski

[Bolszewickie jednostki lotnicze (skróty w tekście)
AO ( Awiaotriad, Awiacionnyj Otdieł) - Oddział Lotniczy (podstawowy pododdział taktyczny lotnictwa bolszewickiego)
IAO (Istriebitielnyj Awiaotriad) – Myśliwski Oddział Lotniczy
RAO ([Razwiedotriad) – Lotniczy Oddział Wywiadowczy
Eskadron (szwadron ) - Eskadra Lotnicza (w jej składzie 3 AO)
Eskadrilla (eskadrylla) - Dywizjon Lotniczy (2 Eskadrony - 6 AO)
AG/BAG (Awiagruppa – Awiacionnaja Gruppa , Bojewaja Awiagruppa) – Grupa Lotnicza (1 do 4 Eskadryll)]

Równoległe przeprowadzano reorganizację struktury floty powietrznej.
Doświadczenia z wojny [I WŚ] pokazały, że oddział [AO] z 6 samolotów nadaje się tylko do rozpoznania i łączności ale jest za mały do wypełniania zadań taktycznych, nie mówiąc już o strategicznych tym bardziej, że realna ilość sprawnych samolotów w AO nigdy nie była zgodna z normą.
Potrzebne były bardziej silne grupy lotnicze [AG]. Wymagało to czasowego oddelegowania kilku oddziałów [AO] do lotnictwa danej armii.
Grupy takie powstawały doraźnie dla przeprowadzania różnych operacji , które wymagały koncentracji sił lotniczych pod jednym dowództwem.
Grupa lotnicza [AG], jeśli była taka konieczność, bazowała na jednym lotnisku. Składała się z 1 do 4 oddziałów nazywanych dywizjonami. Skład ich nie był stały a dywizjony mogły operować z różnych lotnisk.
Na polskim froncie po raz pierwszy pojawiły się jeszcze bardziej silne oddziały nazywane eskadryllami ( warto zaznaczyć, ze w polskim lotnictwie eskadryllami lub eskadrami nazywano małe oddziały lotnicze a dywizjonami – bardziej silne składające się z kilku eskadr).
W sowieckim lotnictwie na odwrót – dywizjony mogły być częściami składowymi eskadry. Ilość oddziałów [AO]w eskadryllach wahała się od 2 do 10, przy czym mogły być to zarówno myśliwskie jak i wywiadowcze. Należy zaznaczyć, że wszystko to odnosi się do 1920 r. ponieważ później struktura organizowania sowieckich WWS [Wojenno Wozdysznych Sił - Wojska Powietrzne] zmieniała się niejednokrotnie.
4 kwietnia 1920 r. do przyfrontowej osady Sławnoje pod Borysowem przybył 4 myśliwski dywizjon dowodzony przez znanego lotnika, kawalera orderu Czerwonego Sztandaru A.D. Szyrinkina.


„Czerwony Orzeł” – „krasnoznamieniec” (czerwony chorąży – noszący czerwone sztandary - ordery Czerwonego Sztandaru) - Aleksiej D. Szyrinkin

Dywizjon składał się z czterech AO - 10,11,12 i 13 (interesujące, że 13 AO zmienił w końcu maja swój numer („pechowa 13”) na bardziej „bezpieczny” tj. 14. Podobno piloci tego oddziału byli bardziej zabobonni, niż w znanym 13 - tym [AO]”Kazańskim”, którzy całą wojnę przeszli pod tym „pechowym” numerem).
W dywizjonie znajdowało się 29 myśliwców (17- Nieuport 24bis, 2- Nieuport 23, 1- Nieuport 11, 1- Nieuport 21 i 8 Spadów).
Z tej ogólnej ilości maszyn w końcu kwietnia tylko 10 szt. było gotowych do walki. Pozostałe w większym lub mniejszym stopniu wymagały remontów.


Zgrupowanie 10, 11, 12, 13 AO przed wyjazdem na Front Polski, marzec 1920 r.

11 kwietnia 1920 r. dywizjon połączono z 38 AO i 44AO (RAO ), w których podstawowym wyposażeniem były również Nieuporty.
Powstały związek zaczęto nazywać Eskadryllą Szyrinkina (niekiedy w dokumentach spotyka się również nazwy - Sławnojska Eskadrilla lub Sławnojska Awiagrupa) chociaż większość lotów bojowych eskadrylla nie prowadziła ze Sławnoje a z licznych lotnisk polowych w okolicach Prijamno).


Czerwony lotnik I.P.Antoszin z 10 IAO i SPAD VII (produkcji zakładów Dux), Front Zachodni – Prijamno czerwiec 1920 r.

W ciągu maja do Sławnoje przybyły oddziały - AO 8, 17, 30, i 42 - wywiadowcze oraz 4 AO myśliwski. Dało to dodatkowo 17 samolotów więcej. W rezultacie „Sławnojska Eskadrilla” stała się najsilniejszym sowieckim związkiem lotniczym w czasie Wojny Domowej. Z końcem miesiąca było w niej ponad 40 samolotów.


Nieuport-17 i cztery Nieuporty 24bis – Front Zachodni, lato 1920 r.

Interesujące jest to, że w eskadrylli Szyrinkina służyło sześciu byłych kołczakowskich pilotów, którzy w grudniu 1919 r. przeszli na stronę czerwonych.
Byli to - Baranow, Wołkowojnow, Zatykin, Poteriajew, Sniegiriew i Szmotin. Byli białogwardziści walczyli wcale nie gorzej niż niedawni ich przeciwnicy. Szmotin otrzymał nawet premię pieniężną za wykonanie zdjęć bazy lotnictwa przeciwnika.


Personel sławnojskiej eskadrylli. W długim płaszczu A.W.Siergiejew obok w czarnej kurtce A.D.Szyrynkin, maj 1920 r.

Na lotnisku Saltanówka na południe od Bobrujska (Białoruś, obw. Homelski) została sformowana druga eskadrylla w składzie 1 i 2-go myśliwskiego IAO .
Od nazwiska dowódcy nazwano ja „Eskadryllą Kożewnikowa” (inna nazwa to „Saltanowska Eskadrilla” lub „Saltanowska Awiagrupa”).
Należy zaznaczyć, że przed wyjazdem na front 1 i 2 oddział myśliwski otrzymał nowe Nieuporty 24bis dopiero co wyprodukowane w Moskwie w firmie Dux.


Nieuport - 24bis (Dux)

Bolszewickie Nieuporty


Nieuport – 10

Nieuport - 23

Nieuport - 17

Nieuporty - 17 C1 (IAO) ostatnie w szeregu dwa R.A.F. B.E 2c (RAO)

Nieuport - 24bis z 4 „kazańskiego” AO

Obie grupy działały w pasie 16 Armii i okazały się najbardziej silnymi i dobrze wyposażonymi AG części Zachodniego Frontu.

Post zmieniony (10-10-17 18:06)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-10-17 18:25  Odp: [H]"Oczami wroga" - czerwone lotnictwo w wojnie polsko-rosyjskiej
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

Cz. 2

Dla wsparcia 15 Armii sformowano „Eskadryllę Labrenca” z 6 rozpoznawczych oddziałów o niepełnym składzie.


A.M.Labrenc (stoi) i lotnicy jego eskadrylii

Na północy, w strefie odpowiedzialności 3 i 4 Armii rozmieszczono słabsze ugrupowania –dwuoddziałową eskadryllę Wietkina (1 i 18 RAO) oraz eskadryllę Erofiejewa i Czekałowa. Jeden AO (20- ty) został w Smoleńsku jako rezerwowy. Przechodzili tam „ostatni szlif” młodzi piloci przybywający na front z letnich szkół.


Kursanci moskiewskiej szkoły pilotów i Nieuport 21 (Dux)


Nieuport – 21 (Dux) użytkowany w szkole lotniczej

W krótkim czasie na całym zachodnim kierunku działań została skoncentrowana i ześrodkowana więcej niż połowa sił powietrznych sowieckiej republiki.
Na płd.-zach. froncie czerwone lotnictwo wyglądało znacznie skromniej.
Tutaj Polakom przeciwstawiono części 12 i 14 Armii z przydzielonymi im wywiadowczymi - 9, 21, i 23 RAO.
W eskadrach odczuwano silny niedobór ludzi i wyposażenia technicznego.
Np. w 23 RAO na 6 samolotów przypadało zaledwie dwóch pilotów. W 21 na odwrót – był tylko jeden sprawny do lotu płatowiec. Trochę lepsza była sytuacja w 22 RAO latającym na zdobycznych „Ariejtach” [R.A.F. R.E.8] jednak zarówno „czerwoni” jak i „biali” lotnicy nie lubili tych maszyn.


R.A.F. R.E.8 („Ariejt”)

Na początku kwietnia 1920 r. na stronę czerwonych przeszła również tzw. „Galicyjska Armia” w składzie siedmiu lotników i siedmiu obserwatorów.
Miała 5 samolotów a dowódcą był obs. Anton Chruszcz. „Sotnia” została przemianowana na 1 Galicyjski AO i włączono go do sił lotniczych 12 Armii. Pomimo takiego „solidnego” uzupełnienia bolszewicka awiacja na Ukrainie była znacznie słabsza niż na Białorusi.
Działania wojenne na polsko-bolszewickim froncie zaczęły się 25 kwietnia 1920 r.


Dyslokacja polskich i bolszewickich oddziałów lotniczych – połowa maja 1920 r.

Polacy uderzyli pierwsi.
Atak nastąpił na najsłabszym odcinku frontu – ukraińskim. Wojska 2, 3 i 6 polskich armii wspólnie z petlurowcami ruszyły na wschód.


Symon W.Petlura

Znacznie większe, ustępujące im wojska 12 Armii w dużej ilości zostały w mgnieniu oka zmiażdżone. Operacja trwała 10 dni. W tym czasie Polacy zajęli: Korosteń, Żytomierz, Winnicę, a na koniec Kijów.
Czerwoni prawie bez oporu odstąpili za Dniepr
Polskiemu „Blitzkriegowi” towarzyszyło szerokie zastosowanie lotnictwa. Samoloty 2, 3 i 5 dywizjonu (razem 8 eskadr) bombardowały ukraińskie miasta, szturmowały odstępujące kolumny bolszewickich wojsk i składy pociągów. Szczególną aktywność wykazali amerykanie z 7 eskadry [myśliwskiej] im. Kościuszki dokonując kilkakrotnych wylotów dziennie.
W czasie szturmowania pozycji czerwonoarmistów pod Berdyczowem poważnie uszkodzony został Albatros porucznika Carla H. Clarka.
Lotnik z wielkim trudem doleciał na lotnisko. Niedługo potem drugi amerykański ochotnik porucznik [ppor.] Edwin L. Noble został ranny kulą karabinową w rękę.


Por.pil. Carl H. Clark


Ppor.pil. Edwin L.Noble

Niektóre załogi wracały z zadania z przestrzelinami od ognia kaemów, lecz żaden polski samolot w tych dniach nie został zestrzelony.
Niespodziewany napad wprawił lotnictwo 12 Armii w popłoch.
9 –ty wywiadowczy i 1- szy Galicyjski Awiaotriad już 27 kwietnia zostały odcięte od podstawowych sił na stanicy Kazatyń. Tylko trzy samoloty – Brandenburg, DFW i Nieuport zdążyły wylecieć nim polscy żołnierze zajęli lotnisko. Wszystkie pozostawione samoloty zostały zajęte przez przeciwnika i oddziały faktycznie przestały istnieć.


DFW C.V z 24 RAO

W krytycznej sytuacji odznaczył się lotnik 21 RAO – Muchin.
Pojedynczo, na niesprawnym samolocie swojego oddziału wyleciał na tyły obcych wojsk dla nawiązania łączności z okrążonymi grupami sowieckich wojsk. 30 kwietnia Muchin wywiózł z okrążenia komisarza 12 Armii – Murałowa a 5 maja, kiedy w Kijowie toczyły się uliczne walki – zdołał wywieźć samego komandarma 2 Armii – S. Mieżeninowa.
10 maja Muchin z obs. Pauzerem zrzucili bomby na polskie lotnisko w Post-Wołyńskim. Za te loty awiator został odznaczony orderem Czerwonego Sztandaru.

Po tygodniu od polskiego ataku lotnictwo 1 Armii Konnej Budionnego w składzie - 24, 36, 4 RAO otrzymało rozkaz przebazowania na Płd.-Zach. Front.


D-ca I Armii Konnej – Siemon M. Budionny

Całkiem niedawno dostarczono im zdobycz – samoloty produkcji angielskiej, przechwycone przez budionowców w Taragonie i Noworosyjsku. Z braku czasu i benzyny samoloty nie były jeszcze należycie oblatane przez lotników.
Na początku maja 24 i 4 RAO przybyły na lotnisko w miejscowości Głobino, na północ od Krzemieńczuka. Tutaj piloci nauczyli się latać na De Havillandach i SE.5.


R.A.F. S.E. - 5

Dokonali kilku lotów na rozpoznanie. Pozostali piloci przeprowadzali treningi ale i tak całego szkolenia nie zdążyli zakończyć.
Kiedy 20 maja eskadry 1 Armii Konnej przebazowały się na przyfrontowe lotnisko pod Umaniem znajdowało się tam raptem 6 samolotów z załogami do lotów.
Całkiem inny obraz przedstawiał się na Froncie Zachodnim.
Tutaj lotnicy bolszewiccy od razu dali przeciwnikowi poważny opór. Już w kwietniu dowódca Sławnojskiej awiagrupy Szyrynkin kilkakrotnie wylatywał na przechwycenie wrogich samolotów uniemożliwiając im celnie zrzucać bomby. Zwycięstw powietrznych jak na razie nie było. Polacy za każdym razem uciekali wykorzystując przewagę prędkości.
17 kwietnia cztery polskie bombowce z 4 eskadry [Bre XIV z 4.EW] dokonały nalotu na lotnisko w Sławnoje. Na polu w tym momencie stał tylko jeden gotowy do boju Nieuport Szyrinkina.


Aleksiej D.Szyrinkin i jego SPAD XIII, Sławnoje czerwiec 1920 r.

Nie zważając na liczebną przewagę przeciwnika, czerwony lotnik wystartował, dogonił jednego z Polaków i z odległości 30 m trafił go celną serią. Kiedy robił wiraż do powtórnego ataku, w jego samolocie złamał się główny dźwigar w połowie lewego dolnego płata. Szyrinkim zdołał cudem wylądować z na w pół oderwanym skrzydłem. Polakom tym razem udało się ujść, ale po powrocie w samolocie ppor. Kazimierza Ziembińskiego naliczono niemało przestrzelin.


Ppor.pil. Kazimierz Ziembiński

1 maja Szyrinkin z trzema innymi pilotami ze swojej eskadrylli – Burowym, Kuzinem, Sobolewem atakował dwumiejscowy, rozpoznawczy DFW C.V nad wsią Wielkie Niechniewicze.


DFW C.V z 12.EW

Wróg usiłował ujść pikowaniem, gwałtownie zniżył się z 1100 m do 50 m ale myśliwce utrzymywały się na jego ogonie prowadząc ogień z bliskiego dystansu.
Dowódca eskadry napisał później w raporcie, że każdy wypuścił po kilka serii z odległości 15 – 20 m. Po tym jak mówili sowieccy piloci, obserwator wrogiej maszyny został zabity lub ciężko ranny. Świadczył o tym niepodniesiony kaem a w kokpicie nie było widać nikogo. Ostatecznie podziurawiony kulami samolot na wysokości 20 m przeleciał linię frontu . Po chwili górne skrzydło się złamało od przestrzelonych słupków, samolot runął na płask i rozbił się na zaoranym polu.
Tak wyglądał opis walki w relacji sowieckich żołnierzy i mieszkańców osady.
Wszyscy oni twierdzili, że samolot zostało zestrzelony. Polacy jednak nie potwierdzili upadku samolotu czy też zranienia obserwatora. Zgodnie z polskimi danymi, DFW wylądował normalnie i naliczono w nim 30 przestrzelin. Uszkodzenia były jednak tak poważne, że samolot został rozmontowany i wysłano go do warsztatów naprawczych.
Za ten sukces ten lotnicy Burow, Kuzin i Sobolew otrzymali ordery Czerwonego Sztandaru a Szyrynkinowi, który miał już ten order gławkom [Gławnyj Komissar – Zwierzchnik Komisariatu Wojny] L.Trocki osobiście wręczył 50.000 rubli i wynagrodził honorową bronią.


Order Czerwonego Sztandaru RSFSR


Narkomwojenmor (Ludowy Komisarz Spraw Wojskowych i Marynarki Wojennej ) Lew Trocki

Tego samego dnia wydarzył się drugi znacznie mniej przyjemny dla bolszewików epizod. Cztery Nieuporty wyleciały dla rozrzucenia ulotek nad miastem Borysów a wróciły trzy. Pilot Piotr Abakanowicz przepadł bez wieści. Później wyjaśniło się, że Abakanowicz, który był polskiej narodowości po prostu przeleciał do swoich współplemieńców. Nawiasem mówiąc był jednorazowy przypadek zdrady w czerwonym lotnictwie w całym 1920 r.


Piotr Abakanowicz (w okresie służby w carskiej Rosji) i Nieuport 24bisC1 Abakonowicza (drugi od lewej). Lotnisko 14.EW w Żodzinie – 1 maja 1920 r.

W maju walki na Froncie Białoruskim osiągnęły najwyższe natężenie.
Obie strony przygotowywały się do rozstrzygających bojów i dążyły do zapewnienia sobie panowania w powietrzu.
7 maja sowiecki Breguet XIV niedawno zdobyty od Polaków w ochronie czterech myśliwców zrzucił 160 kg bomb i ulotek na stancję Borysów.


Zdobyczny Breguet XIV w barwach RKKWF (Robotniczo-Chłopska Czerwona Flota Powietrzna)

Silna eskorta myśliwców towarzyszyła mu nie przypadkowo – obserwatorem w tym samolocie był sam A.W.Siergiejew – głównodowodzący wszystkimi powietrznymi siłami republiki [Rosyjska Republika Sowiecka].
9 maja lotnik 1 myśliwskiego dywizjonu Sapożnikow zrzucił 25 funtową bombę na polskie lotnisko obok wsi Kisielewicze i demonstracyjnie wykonał serię figur wyższego pilotażu, drażniąc przeciwnika i wyzywając polskich pilotów na pojedynek.


Grigorij S.Sapożnikow i Sopwith Snipe zdobyty na Froncie Północnym w lutym 1920 r. przydzielony Sapożnikowi z 1 IAO

W powietrze jednak nikt nie wyleciał. Polacy postanowili odpowiedzieć inaczej. Następnego dnia trzy obładowane bombami LVG C-VI wzięły kurs na bolszewickie lotnisko w Saltanówce.


LVG C.VI

Na przechwycenie poderwała się dyżurna sekcja myśliwców Nieuportów - Sapożnikow, Gwajta i Sieriegin. Zobaczywszy wroga Polacy zrzucili bomby na las i zawrócili.
Jako ostatni leciał samolot pilotowany przez dcę 12 Eskadry [EW] - kpt. Jurgensona, byłego oficera carskiej armii.


Kpt.pil. Władysław Jurgenson

Na nim skoncentrowały się ataki sowieckich myśliwców ponieważ dogonienie pozostałych było już niemożliwe.
W samolocie Gwajta od razu zaciął się km a w myśliwcu Sieriegina był tylko niezsynchronizowany Lewis na górnym płacie, z którego trafić w cel było niełatwo. Dlatego walkę faktycznie prowadził tylko Sapożnikow. Kilkakrotnie ostrzelał samolot przeciwnika atakując z różnych kierunków. W końcu w LVG został przebity przewód benzynowy. Silnik ucichł i polskiemu lotnikowi nie pozostało nic innego jak lądować.
Samolot wylądował na sowieckim terytorium i został przechwycony przez czerwonoarmistów a załoga dostała się do niewoli.
(Wg relacji pilotów Jurgenson został przetransportowany konwojem do Saltanówki i był bardzo przerażony gdy zobaczył sowieckich lotników w skórzanych kurtkach. Wiedział, że tak ubierają się szczególnie komisarze i czekiści, o których krwawej sławie huczało w całej Europie. Strach kapitana był w pełni usprawiedliwiony - Jurgensona przesłano do smoleńskiego więzienia, gdzie szybko zmarł. Wg innych informacji – został rozstrzelany. Obserwatorowi powiodło się lepiej - po zakończeniu wojny został wymieniony za sowieckich jeńców wojennych).
Dwa dni później kiedy Trocki przejeżdżał przez Saltanówkę zatrzymał się na pół godziny by wręczyć osobiście Sapożnikowi order Czerwonego Sztandaru.
Wkrótce po tym, Sapożnikow stoczył jeszcze jeden powietrzny bój tym razem z myśliwcem Albatros D-III. Przeciwnik (zgodnie z polskimi danymi był to por. Franciszek Jach) niespodziewanie zaatakował go od tyłu, lecz strzelał niezbyt celnie.


Por.pil. Franciszek Jach

W sowiecki samolot trafił tylko jeden pocisk, który nie wyrządził żadnej szkody, chociaż przeszedł kila centymetrów od fotela pilota.
Sapożnikow korzystnie manewrując swoim Nieuportem otworzył ogień i wstrzelił się w dziób. Walka zakończyła się bez rezultatu, jednak Polacy to tej pory podają, że rosyjski Nieuport został zestrzelony.
Rankiem 14 maja sowiecki Farman-30 i Sopwith towarzyszące SPAD-owi lotnika Nikołaja Pietrowa bombardowały wrogie lotnisko w miasteczku Żodzin.
Skład dobrał się wielce interesujący - Farmana pilotował były kołczakowiec Szmotin a w kokpicie Sopwitha siedział czerwony lotnik Grab, który odniósł pierwsze zwycięstwo powietrzne w Wojnie Domowej półtora roku temu.
Na przechwycenie wyleciał SPAD ppor. Stefana Pawlikowskiego.


Por.pil. Stefan Pawlikowski

Rozpoczęła się powietrzna walka, w której bardziej doświadczonemu Polakowi od razu udało się zajść na ogon samolotu Pietrowa.
Pietrow robił uniki na lewo i prawo, wykonywał kręte wiraże, wykonał także martwą pętlę lecz wróg mocno trzymał się z tyłu powtarzając wszystkie jego manewry. Wokół myśliwca z czerwonymi gwiazdami przelatywały jak deszcz dymne smugi trasujących pocisków. Pawlikowski chociaż był wysokiej klasy pilotem okazał się przy tym marnym strzelcem. Wszystkie pociski przechodziły obok celu. W końcu seria zahaczyła maszynę , zadzwoniła jak werbel, przeszyła poszycie. Pietrow czując, że następna porcja ołowiu może być dla niego ostatnią, gwałtownie rzucił myśliwiec w nurkowanie. Wyrównał na wysokości trochę większej niż 20 m. Od przeciążenia w Spadzie urwał się komin wydechu spalin. Obejrzawszy się, sowiecki lotnik zobaczył, że Polak wciąż majaczy z tyłu gotując się by znowu otworzyć ogień. Pietrow wykonał przewrót na bok , potem pętlę i zniżył się do poziomu dachów dwupiętrowych domków. Wyleciawszy z miasta zauważył, że kilka metrów pod nim błysnęła rzeka Berezyna. Lotnik zniżył się jeszcze bardziej i pomknął nad samą wodą, mając nadzieję, że wróg w końcu zaprzestanie pościgu. Kiedy ponownie się obejrzał, z przerażeniem zobaczył, że Polak jak dawniej wisi na ogonie. Kilka minut trwała ta szalona pogoń na wysokości półtora metra nad wodą.
Pietrow pilotował maszynę z maksymalną prędkością prawie że zahaczając kołami o powierzchnię wody i siekąc śmigłem szuwary. Mały błąd, niedokładny ruch, poruszenie oznaczało w mgnieniu oka zagładę. Pawlikowski spokojnie leciał z tyłu, nie przybliżał się i nie oddalał, lecz nie wiadomo dlaczego nie strzelał. Być może zaciął mu się kaem lub po prostu skończyła amunicja.
Po chwili polski lotnik dodał gazu łatwo dogonił Pietrowa i pomachał mu ręka po czym zawrócił… Po powrocie w Spadzie Pietrowa naliczono dziewięć przestrzelin.


Nikołaj I. Pietrow z 10. IAO i jego SPAD – 7.Widoczne na kadłubie ciemne plamy -zaklejone przestrzeliny. Za czyny bojowe na polskim froncie został nagrodzony złotym zegarkiem.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
12-10-17 18:02  Odp: [H]"Oczami wroga" - czerwone lotnictwo w wojnie polsko-rosyjskiej
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

Cz. 3


W.A.Szubert dca 10 IAO i jego SPAD VII


F.P.Sziszkowski z 13 IAO - Nieuport 24


Sopwith 1 1/2 Strutter (“Połtorastroczenij”- półtora zastrzałowiec) z 24 RAO

Tego samego dnia Polacy postanowili wziąć odwet za nalot na swoje lotnisko.
Tuż po południu w powietrze wzniósł się dwumiejscowy Halberstadt CL – II z ładunkiem bomb i w ochronie dwóch Spadów obrał kurs na sowieckie lotnisko w Prijamno.


Halberstadt CL II z 14.EW

Naprzeciw przeciwnikowi wzleciała dyżurna sekcja myśliwców w składzie: Szyrinkin, Kuzin i Aleksander Pietrow ( tego samego nazwiska co Nikołaj Pietrow z tego dywizjonu).
Kuzin i Pietrow związali walką towarzyszące myśliwce a Szyrinkin zaatakował bombowiec. Podleciał do przeciwnika z dołu od tyłu i celując w przednią część kadłuba nacisnął spust. Pociski zapalające przeszyły kabinę pilota i zbiornik paliwa. Wybuchła benzyna i gorące płomienie ogarnęły maszynę. Załoga nie miała spadochronów.
Obserwator nie wytrzymał nieznośnego bólu – wyskoczył z samolotu i poniósł śmierć rozbijając się o ziemię. Pilot pozostał w palącym się kokpicie. Możliwe, że był już martwy, przeszyty serią z kaemu.
Mieszkańcy Prijamna, którzy wybiegli ze swoich domostw widzieli jak ogarnięty ogniem samolot kilka sekund leciał na niebie, po czym obróciwszy się do góry kołami ( wtedy pilot również wypadł z kabiny) spadł i wrył się w ziemię niedaleko skraju lasu.
W tym czasie Pietrow i Kuzin walczyli ze Spadami. Ciekawe, że przeciwnikiem Aleksandra Pietrowa był ten sam podporucznik Pawlikowski, który nie tak dawno gonił za jego imiennikiem nad Berezyną. Teraz jednak wydawało się, że to nie on. Wstrząśnięty widokiem śmierci Halberstadta widać przestraszył się, zaprzestał walki i na pełnym gazie umykał za linię frontu. W ślad za nim podążył drugi polski lotnik.
Pół godziny później w miejsce upadku zestrzelonego samolotu przybyli czerwonoarmiści. Znaleźli ciała zabitych lotników, z których jacyś miejscowi zdążyli już ściągnąć buty. Wieść o kolejnym zwycięstwie „czerwonych sokołów” szybko dotarła do sztabu frontu. Wieczorem tego samego dnia na lotnisko Prijamno dostarczono pilny telegram - „Pozdrawiam sławnego bohatera Szyrinkina , polecam wypłacić mu 15.000 rubli, złoty zegarek wysyłam. Mężnych lotników Pietrowa Aleksandra, Pietrowa Nikołaja i Kuzina nagrodzić złotymi zegarkami.
Predrewwojensowieta [Przewodniczący Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego] Trocki.”
Interesujące, że pierwszy zniszczony przez Szyrinkina na polskim froncie samolot (który faktycznie nie został zniszczony) Trocki wycenił na 50.000 rubli a drugi nie wiedzieć dlaczego na 15.000 rubli.

W północnej części frontu, pod Wilnem, 14 maja zgodnie z polskimi danymi miała miejsce jeszcze jedna walka powietrzna, Salmson A-2 [IIA2] z 18 eskadry [EM] uszkodził i zmusił do lądowania sowieckiego Farmana – 30. Nie udało się potwierdzić tego zdarzenia w rosyjskich archiwach.


Farman F-30 „Farsal”(„Groteskowy”/”Śmieszny”)

Następnego dnia w Prijamno z orkiestrą i wojskowymi honorami pochowano zabitą załogę Halberstadta – obserwatora podchor. Józefa Klicza i pilota sierż. Władysława Bartkowiaka.


Sierż.pil. Władysław Bartkowiak


Pchor.obs. Józef Klicze

Zdjęcia z ceremonii pogrzebowej Szyrynkin kilka dni potem zrzucił nad polskim lotniskiem w Żodzinie. Polscy lotnicy po otrzymaniu tej przesyłki byli zaskoczeni i zdziwieni – nie oczekiwali takiego rycerskiego zachowania się swoich przeciwników.


„19 Lotnicza Eskadra Myśliwców – miasto Mińsk
Załączam fotografie waszych lotników zestrzelonych 14 maja tego roku [1920 r.] w rejonie stacji Pryjamino. Pochowani zostali z honorami wojskowymi w okolicy stacji Sławnoje. [sierż.pil. W.Bartkowiak i podch.obs. J.Klicze – 14.EW] 3-go czerwca tego roku w okolicy Borysowa zniżył się wasz lotnik Jasiński – przyczyna – utrata orientacji. Kiedy zniżył się, aby rozpoznać jakie wojska tu się znajdują, tj. polskie lub sowieckie, został uszkodzony naszym ogniem z ziemi [jego] samolot [Fokker E.V], na skutek czego zniżył się i przy lądowaniu skapotował. Jasiński gościł w eskadrze dwa dni, potem został odesłany do instancji dowódczych.
Dowódca Eskadry Powietrznej - Czerwony Lotnik Wojenny - Szyrinkin "

Więcej niż skromne powodzenie w powietrznych bojach Polacy w jakimś stopniu zrekompensowali udanymi atakami na balony obserwacyjne na uwięzi.
Dwukrotnie odznaczył się znany nam Stefan Pawlikowski. 18 maja sześć razy ostrzeliwał aerostat 25 Oddziału Floty Powietrznej, który wzleciał w celu korygowania ognia artylerii niedaleko od Prijamna. Dopiero po szóstym ataku wodór w powłoce wybuchnął.
W gondoli aerostatu znajdował się obs.bal. Arwid Bankier i obs.art. Gawriłow. Dla Gawriłowa był to pierwszy wzlot w życiu. Kiedy zapalił się balon i zaczął spadać,
Bankier zapiął na swoim zagubionym partnerze uprząż spadochronu i dosłownie siłą wyrzucił go z kosza. Spadochron systemu Ziukmesa [?] otworzył się automatycznie i Gawriłow szczęśliwie opadł na ziemię. Bankier wyskoczył jego śladem, lecz dla otwarcia czaszy było już za nisko. Bohaterski obserwator zginął.
Następnego dnia, ranem nad Prijamno wzleciał rezerwowy balon lecz i on został zestrzelony pociskami zapalającymi przez tego samego podporucznika – Pawlikowskiego. Po zniszczeniu drugiego aerostatu 25 Oddział Powietrzny zaprzestał swojej działalności. Zapasowych powłok więcej nie było. Z końcem maja zastąpił go na froncie 26 Oddział Powietrzny. Kiedy rozpoczął działalność, „czerwoni” nauczeni gorzkim doświadczeniem zaczęli je ochraniać myśliwcami.


Balon obserwacyjny na uwięzi typu Caquot

19 maja sowieckie wojska rozpoczęły przeprawę przez Berezynę w Borysowie.
Zachodni Front rozpoczął atak. Tego dnia samoloty eskadrylli Szyrinkina wykonały ponad 40 lotów bojowych, zrzucono na przeciwnika 107 bomb różnego wagomiaru.
Celem bombardowań był węzeł kolejowy w Borysowie, lotnisko w Żodzinie i polskie baterie artyleryjskie. Trzy samoloty wróciły z niesprawnymi silnikami. Lotnik Rożin z niewiadomych przyczyn rozbił się przy starcie, lecz pozostali szybko wykonali zadania.
Polski historyk K.Tarkowski w książce „ Lotnictwo polskie w wojnie z Rosją Sowiecką 1919-1920” pisze, że na przechwycenie sowieckich samolotów wylecieli piloci 19. EM – por. Antoni Mroczkowski i podch. Władysław Turowski lecz ich walka powietrzna zakończyła się bez rezultatu.


Por.pil. Antoni Mroczkowski


Podch.pil. Władysław Turowski

Interesujące, że nikt z czerwonych lotników nie zauważył wrogich myśliwców i tego faktu nie uwzględnił w swoim raporcie.
20-21 maja oddziały Armii Czerwonej umocniły się na zachodnim brzegu Berezyny i stworzyły poważne zagrożenie dla polskiego lotniska w Żodzinie.
W związku z tym samoloty 14 i 19 eskadry ewakuowano na lotnisko tyłowe Ślepianka pod Mińskiem (Litewskim). Aktywność polskiego lotnictwa na Zachodnim Froncie gwałtownie spadła. Tym nie mniej do końca maja miało miejsce jeszcze kilka walk powietrznych, w których znów sukcesy osiągnęli sowieccy lotnicy.
27 maja myśliwiec podch. Władysława Turowskiego został poważne uszkodzony ogniem dwóch czerwonych Nieuportów. Polak postanowił lądować przymusowo na swoim terytorium , rozbił samolot a sam został ranny.
Następnego dnia lotnik Ekatow wyleciał na Nieuporcie 24 z dwoma 15 funtowymi bombami by zbombardować Borysów. Nad celem przechwyciły go dwa Spady. Mistrzowsko manewrując Ekatowowi udało się zajść za ogon jednemu z przeciwników i ostrzelać z zsynchronizowanego Vickersa. Wg raportu pilota zdążył on zauważyć jak serie trasujących pocisków przeszyły skrzydła wrogiego dwupłatowca. Widząc taki obrót sprawy, Polacy nie zamierzali ryzykować, i obniżywszy lot opuścili miejsce walki. Ekatow nie kontynuował pogoni lecz wypełnił zadanie. Intensywne manewry powietrzne nie przeszły dla jego samolotu bez śladu. Po powrocie na lotnisko meldowano: „Nieuport obejrzany po walce okazał się cały rozregulowany, wykrzyżowania linek usztywniających w skrzydłach rozluźnione, płótno odstaje od naciągów, gwoździe wyleciały…” Wynik tej walki dla wroga okazał się bardziej korzystny niż dla czerwonego lotnika. Jego aparat w każdej chwili mógł rozlecieć się w powietrzu.

29 maja ponownie doszło do powietrznego pojedynku czerwonego lotnika Aleksandra Pietrowa z ppor. Stefanem Pawlikowskim.
Pietrow potrafił zrealizować zamysł by „uczepić się ogona” nieprzyjaciela i posłać mu serię z kaemu. Na Spadzie z biało-czerwonymi kwadratami została przebita chłodnica i Polakowi tylko dzięki dobrej prędkości udało się oderwać od prześladowcy. Woda z systemu chłodzenia szybko wyciekła, silnik zamilkł i Pawlikowski ledwie co przekroczywszy linię frontu zmuszony był lądować przymusowo.
Nawiasem mówiąc w walce czerwony lotnik pokazał takie mistrzostwo pilotażu, że Polacy sądzili że przeciwnikiem Pawlikowskiego był „czerwony as” Sapożnikow. Podobnie twierdzi Tomasz Goworek autor książki „Pierwsze samoloty myśliwskie lotnictwa polskiego”. Dokumenty poświadczają, że jedynym sowieckim pilotem walczącym 29 maja był Aleksander Pietrow z 11 AO.

W maju Sławnojska Eskadrylla wykonała 311 lotów bojowych, zrzuciła na przeciwnika 234 bomby lotnicze i ponad 100 kg ulotek propagandowych. W tym czasie lotnicy eskadrylli zestrzelili w walkach powietrznych dwa i poważnie uszkodzili nie mniej niż trzy samoloty wroga. Strat wojennych właściwie nie było. Z powodu różnych przyczyn (szczególnie z powodów technicznych) miało miejsce 12 awarii i jedna katastrofa. Z końcem miesiąca eskadryllla liczyła 18 myśliwców i 7 rozpoznawczych samolotów zdolnych do walki.

Jeszcze jedno zwycięstwo powietrzne zapisał na swoje konto dowódca Saltanowskiej Eskadryli – Sapożnikow. Zestawienie danych lotów bojowych tej eskadryli wykonanych w maju nie zachowało się, lecz ogólnie można przypuszczać, że saltanowscy piloci walczyli nie mniej aktywnie niż ich koledzy ze Sławnoje.

Na początku czerwca Polacy na Froncie Zachodnim przedsięwzięli kontruderzenie, spychając sowieckie wojska na wyjściowe pozycje.
Ponownie front ustabilizował się na linii w dół Berezyny i Dniepru. Odmiennie przedstawiała się sytuacja na kierunku południowo-zachodnim. Tutaj ściągnięta z Północnego Kaukazu 1 Armia Konna Budionnego przy wsparciu dywizji Jakina i brygady Kotowskiego 5 czerwca przerwała front na południu od Kijowa. Rozgromiwszy przednie oddziały przeciwnika budionowcy zyskali operacyjną swobodę działania. W ciągu dwóch dni konnica posunęła się niemal o 100 km obchodząc stolicę Ukrainy z południowego zachodu. Zagrożeni okrążeniem Polacy zmuszeni zostali do opuszczenia Kijowa i rozpoczęli szybki odwrót na zachód.
Raptowny zwrot sytuacji zastał polskich lotników na Ukrainie. Teraz wypadło im przeżyć to samo co sowieckim awiatorom w kwietniu – pospieszną i chaotyczną ewakuację. Amerykanie z 7 EM w pośpiechu zabrali swoje wyposażenie i odlecieli z lotniska Biała Cerkiew na kilkanaście minut przed zjawieniem się kawalerzystów w budionówkach. Przed wylotem spalili trzy nowe, dopiero co otrzymane z Włoch myśliwce Ansaldo Ballila, w których z nieznanego powodu nie udało się uruchomić silników.


Por.pil. Crawford i mjr pil. Faun tle Roy na tle Balilli, Lwów 1920 r. i Balilla 7.EM kpt.pil. M.C.Coopera


Płonąca Balilla

Pozostałe samoloty z jankesami wylądowały w Berdyczowie, lecz i tam w krótkim czasie dopędziła ich czerwona konnica. Ponowny odwrót był jeszcze bardziej poplątany i przebiegał w nieporządku. Dwie niesprawne Ballile porzucono nie zdążywszy ich spalić (na jednym w przyszłości latał A.D.Szyrinkin).
Myśliwce kapitanów Meriana C. Coopera i Georga M.Crawforda zderzyły się przy starcie a oni sami ratowali się ucieczką, biegiem.


Kpt.pil. Merian C.Cooper


Kpt.pil. Georg Crawford

Z końcem czerwca eskadrze [7EM] po utracie większości swoich samolotów udało się dotrzeć do Lwowa.
Niewiele lepiej przedstawiały się sprawy w innych polskich eskadrach zmuszonych nie tyle walczyć co raczej uciekać przed szablami budionowców stopniowo zmieniając lotniska, tracąc przy tym ludzi i sprzęt.
10 czerwca 17 EW rozporządzała tylko 3 gotowymi do walki Breguetami XIV. Dwa z nich uległy rozbiciu przy ewakuacji a ostatni wykonał do końca miesiąca 9 lotów na rozpoznanie ale w końcu uległ awarii. Eskadry bez samolotów na początku lipca wycofały się do tyłu.

5 lipca "czerwony" lotnik Prochorow z 21 Oddz. Rozpoznawczego Płd.-Zach. Frontu atakował w rejonie Ostrowa Bregueta XIV należącego do 5 dywizjonu (w skład dywizjonu wchodziła 3 i 16 eskadra). Prochow ostrzelał wroga 70 pociskami zanim zaciął mu się kaem. Polak uszedł na swoje terytorium o czym "czerwony" lotnik zameldował po powrocie. Nie wiedział, że jeden pocisk ranił obserwatora wrogiego samolotu por. Stanisława Daszewskiego. Bregueta pilotował sam dca dywizjonu mjr. Jerzy Kossowski.


Mjr.pil. Jerzy Kossowski


Por.obs. Stanisław Daszewski

Następnego dnia drugi samolot z tej samej eskadry bombardował sowiecką przeprawę w rejonie Okuninowa.
Ogień z karabinów maszynowych z ziemi ciężko ranił pilota sierż. Józefa Dąbrowskiego. Obserwator por.Franciszek Rudnicki przejął pilotaż i doleciał na lotnisko Post Wołyński lecz nie mógł wylądować. Przy próbie lądowania Breguet wpadł w korkociąg, wbił się w ziemię a załoga zginęła w resztkach samolotu.


Sierż.pil. Józef Dąbrowski


Ppor.obs. Stanisław Rudnicki


Rozbity Bre XIV (nr. 7244) sierż.pil. Dabrowskiego

W przygotowaniach i realizowaniu przełamania frontu przez Budionnego dużą rolę odegrało lotnictwo 1 Armii Konnej.
W ciągu kilku dni poprzedzających atak, "czerwoni" lotnicy wykonali 16 lotów rozpoznawczych. kreślili położenie frontowych i rezerwowych dywizji przeciwnika. Pozwoliło to skierować uderzenie na najsłabszą część frontu a w przyszłości zwalczać poszczególne oddziały wroga.
Kiedy kawaleria ruszyła do ataku, przed budionowskimi lotnikami pojawił się problem zaistniały podczas wojny domowej – brak zbieżności lotniczych służb naziemnych z gwałtownym ruchem do przodu wojsk naziemnych.


Kawalerzyści 1 Armii Konnej

Problemem był jak zawsze zły stan mostów i torów kolejowych niszczonych przez cofającego się przeciwnika. By w jakimś stopniu poprawić sytuację postanowiono wydzielić z głównego składu lotnictwa oddział , który nazwano - „przedni eszelon”. Włączono do niego kilka sprawnych, gotowych do walki samolotów. „Eszelon” miał przemieszczać się drogą powietrzną w ślad za kawalerią, wykorzystując jako lotniska każde nadające się do tego miejsce. Dla transportu niezbędnego minimum wyposażenia wojennego i części zapasowych, „eszelonowi” dano 9 ciężarówek i kilka konnych powozów.
Aktywna działalność „Przedniego Eszelonu” trwała w ciągu całego czerwca 1920 r.
Lotnicy nieprzerwanie dostarczali dowództwu dane wywiadowcze z rozpoznania pozwalające na bieżąco śledzić ruchy przeciwnika. Loty rozpoznawcze szły w parze z bombardowaniem - lecz to było drugim zadaniem. Intensywna działalność bojowa nie mogła mieć negatywnego wpływu na stan techniczny oddziału. Bazowanie samolotów na powietrzu nie w hangarach a faktycznie na otwartych polach powodowało ich szybkie zniszczenie.
A.W.Siergiejew pisał, że całe urządzenia lotnisk w tym czasie składało się z kilku kołków do których przywiązywano samoloty na postoju. Lotnicy nierzadko nocowali na ziemi pod skrzydłami swoich maszyn. Często miały miejsce uszkodzenia, awarie, na szczęście bez ofiar w ludziach.
W miarę postępów ofensywy ilość działań lotnictwa 1 Armii Konnej osłabła. Na przykład w 41 Oddziale Wywiadowczym (RAO) na początku czerwca były trzy samoloty De Havilland i jeden Sopwith. W końcu lipca pozostał tylko jeden zdolny do walki De Havilland. Jedną z maszyn uczynioną niezdatną do walki gdy 18 czerwca pilot Kuzniecow z obs. Mitrofanowem przewozili tajne dokumenty do sztabu 1 Armii Konnej nad Żytomierzem zostali zaatakowani przez polski Breguet pilotowany przez znanego już nam maj. Jerzego Kossowskiego.
Mitronow ostrzeliwał się z Lewisa lecz ani jemu jak i polskiemu lotnikowi nie udało się trafić w cel. Breguet ścigał De Havillanda przez pół godziny dopóki nie skończyło się paliwo w samolocie czerwonych i zostali oni zmuszeni do przymusowego lądowania. By zniszczyć przeciwnika, obserwator Bregueta zrzucił sześć bomb odłamkowych.
W efekcie De Havilland otrzymał ponad 20 przebić lecz załoga została nieuszkodzona, cała.
24 RAO na początku sierpnia rozporządzał tylko jednym sprawnym myśliwcem S.E.5 a w 36 RAO na ogół wszystkie samoloty znajdowały się w remoncie. Na poprawę sytuacji nie można było liczyć. Fabryki paraliżowane niedoborem surowców i energii elektrycznej nie mogły wyprodukować niezbędnej ilości samolotów na rzecz frontu.

Rezultatem był już w lipcu spadek intensywności działań bojowych czerwonych lotników, a w sierpniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła. Jednakże dowództwo wojsk lądowych nie zwracało na to uwagi. Wojska Południowo-Zachodniego Frontu niepowstrzymanie parło do przodu, wróg w nieporządku odstępował i wielu sądziło, ze Polaków można zwyciężać bez udziału lotnictwa. Uważano, że rozpoznanie w skrajnych przypadkach może zabezpieczać konnica.
Lecz im dalej na zachód przesuwała się czerwona konnica tym bardziej wzrastał opór przeciwnika. Front dotarł do starych, pozostałych jeszcze po I WŚ umocnień, które Polacy zdążyli przygotować do obrony. Wśród fortyfikacji, okopów i zasieków z drutu kolczastego, kawaleria czuła się niedogodnie. Na dodatek nad polami bojów często pojawiała się jakoby już rozgromiona polska awiacja.

Lotnictwo polskie w działaniach wojennych poniosło ciężkie straty materialne lecz udało się uchronić im to co najważniejsze - zasadnicze kadry.
W wyposażenie nieprzerwanie zaopatrywali zachodni sojusznicy. Latem 1920 r. rządy Anglii i Francji były poważnie zaniepokojone możliwością skruszenia polskiej „sanitarnej bariery” i wtargnięcia „bolszewickich hord” do Europy Zachodniej. Dlatego do Polski rwącym potokiem płynęła nowoczesna broń, wyposażenie i amunicja.
Tylko o okresie maj-czerwiec przybyło 24 nowych De Havillandów, 10 angielskich myśliwców Sopwith Dolphin i 30 włoskich Balill. Niezależnie od tego były dokonywane nielegalne zakupy samolotów w Niemczech i Austrii. Dzięki temu Polacy potrafili szybko przywrócić gotowość bojową eskadr frontowych.
Już w połowie czerwca ataki szturmowe polskich samolotów zaczęły przysparzać poważne niebezpieczeństwo armii Budionnego.
Czerwoni kawalerzyści w końcu nauczyli się przeciwdziałać temu zagrożeniu. Całkiem efektywnym środkiem obrony przed powietrznymi atakami okazały się przeciwlotnicze kaemy na taczankach.


„Taczanka” i mundur Konarmii Budionnego.

28 czerwca z takiego stanowiska został zestrzelony samolot sierż. Michała Solskiego i por.Tadeusza Lepszego. Solski dostał się do niewoli jednakże szybko udało mu się uciec. 15 lipca budionowcy zniszczyli dwa samoloty z 21 [EN] szturmowej eskadry Polskich Sił Powietrznych. Jedna załoga w składzie polski pilot ppor. [por.] Stanisław Skarżyński i amerykański kpt.obs. Arthur H. Kelly została zmuszona do przymusowego lądowania na sowieckim terytorium. Obaj lotnicy zginęli na ziemi w walce z czerwonoarmistami.


Por.pil. Stanisław Skarżyński


Kpt.obs. Arthur H.Kelly

Ppor. Zdzisław Jakubowski na uszkodzonym samolocie zdołał przelecieć linię frontu lecz już 27 lipca jego samolot znów dostał się pod celny ogień z ziemi. Tym razem dolot do frontu się nie udał. Jakubowski wylądował w rejonie położenia sowieckich wojsk, próbował uciekać lecz został zastrzelony.

W walce z polskim lotnictwem budionowcy zastosowali interesującą taktykę ”przeciwlotniczych zasadzek”. Polegała ona na tym, że skrajem lasu powoli jechały tabory lub oddział kawalerii grające rolę przynęty. Kiedy wrogi lotnik zobaczywszy zdobycz zniżał się by otworzyć ogień, na niego zza drzew rozpoczynał się ogień z zamaskowanych plot. karabinów.
28 lipca za pomocą takiej chytrej zasadzki zniszczono od razu 4 polskie samoloty. Sukces taki osiągnęli „czerwoni” jednorazowo podczas wojny a ich przeciwnikom nie udało się to ani razu.
Pierwszymi ofiarami stali się Amerykanin kpt. Merian C. Cooper i Polak kpt. Stefan Ciecierski z 7 EM. Obaj piloci wraz z maszynami dostali się do niewoli. (Wiedząc jak bolszewicy traktują poddających się pochodzących z burżuazji, Merian Cooper syn bogatego ziemianina podał przy aresztowaniu, że nazywa się Frank Mosher, jest robotnikiem i oświadczył, że został oszukańczo zwerbowany do polskiej armii. Jako dowód pokazał swoje opuchnięte, brudne i poparzone w awarii na Zachodnim Froncie [IWŚ] ręce. Zadziwiające, uwierzyli mu nie tylko żołnierze 1 Armii Konnej ale również korespondent gazety frontowej Izaak Babel w przyszłości słynny sowiecki pisarz, autor powieści „Konarmia”. Babel uczestniczył jako tłumacz w przesłuchaniu jeńca Coopera.
Franka Moshera wysłano etapem do butyrskiego więzienia a w marcu 1921 r. po podpisaniu porozumień między Rosją a Polską został oswobodzony i wrócił do Ameryki).

W taką samą zasadzkę natknęła się druga para - kpt. George M. Crawford i sam dca eskadry mjr. Cedric E. Faunt le Roy. Im powiodło się lepiej. Faunt le Roy w jakiś sposób doleciał na podziurawionej kulami Balilli do polskich okopów. Crawford zmuszony do lądowania na sowieckim terytorium zdołał naprawić uszkodzenia i doleciał do swoich.
Po tych wydarzeniach Polacy stali się bardziej ostrożni wobec „bezbronnych” obozów i grup jeźdźców, szczególnie jeśli przemieszczali się leśnymi traktami lub skrajem lasu.
Tymczasem niezależnie od wzmocnieni a sił polskich z końcem lipca front na Ukrainie znów został przełamany i budionowcy runęli na Lwów. Wydawało się, że nic ich nie mogło zatrzymać.
Na Froncie Litewsko-Białoruskim przez cały czerwiec trwała cisza przed burzą. Intensywność działań lotnictwa spadła. Eskadrylla Szyrinkina wykonała 91 lotów bojowych w tym miesiącu. Zaprzestano walk powietrznych. Doszło do kilku wzajemnych ataków na balony na uwięzi. W jednym z nich Polacy strącili kolejny już trzeci balon. Jak do tego doszło i kto imiennie zaliczył to zwycięstwo nie udało się wyjaśnić.
Na początku miesiąca [czerwiec] „czerwoni” zdobyli dość rzadko spotykany myśliwiec Fokker D-VIII. Młody polski lotnik Jasiński dopiero co po zakończeniu szkoły lotniczej wyleciał na nim na front. Szybko stracił orientacje przeleciał Mińsk i Borysów „przeskoczył” przez linię frontu i wylądował na sowieckim terytorium.


Fokker E.V por.pil. Juliana Jasińskiego – Lotnisko Sławnoje, 1920 r.


Por.pil. J.Jasiński (w pilotce)

Ciekawą zdobycz dostała Sławnojska grupa lotnicza lecz o ile jest wiadome w walkach jego nie wykorzystywano.
Sytuacja szybko uległa zmianie gdy dnia 7 czerwca bolszewicy rozpoczęli dawno planowany atak na Białoruś. Wykorzystując fakt, że znaczna część polskich sił została przemieszczona na Ukrainę ugrupowania Tuchaczewskiego w składzie pięciu armii błyskawicznie przełamała front i z rosnącym tempem ruszyła naprzód. Zbiegło się z tym przybycie na front oddziału ciężkich bombowców „Ilia Muromiec” w składzie trzech „bojowych okrętów” (bojewych korablej lub bojokrętow – bojkorabli jak określano w dokumentach te wielkie czteromotorowe maszyny). Jeden z nich okazał się niezdatny do walki z powodu defektów montażu.



Dwa pozostałe zdążyły wykonać dwa loty na bombardowanie Bobrujska i stanicy Osipowicz. Pod bomby Muromców dostały się wycofujące się oddziały polskiej 6 Dywizji Piechoty. Jednakże po kilku dniach bombowce uległy awariom i oddział wycofano z frontu.
Tymczasem pod silnym naporem Armii Czerwonej polskie wycofywanie szybko przerodziło się w paniczną ucieczkę. Reszki rozgromionych dywizji pomieszane z uciekającą przed nawałą ogniową ludnością pospiesznie wycofywały się na zachód.
11 czerwca czerwoni zajęli Mińsk, 14 – tego Wilno. W czasie tego odwrotu wiele polskich oddziałów lotniczych zostało zniszczonych.
Czerwcowa katastrofa polskiego lotnictwa na Ukrainie za miesiąc powtórzyła się na Białorusi w jeszcze większym wymiarze. Samoloty niszczono, podpalano, porzucano na lotniskach i kolejowych platformach już na samą wieść o zbliżaniu się „czerwonej zarazy”. Wystarczy wspomnieć że w czterech eskadrach (1, 8, 11 i 18-tej) w końcu czerwca pozostał tylko JEDEN samolot ! To, co jeszcze można było uratować spiesznie transportowano do Warszawy. Tam, wzdłuż linii Wisły z wściekłym pośpiechem tworzono ostatni rubież obrony.
Lotnictwo polskie Zach. Frontu na długo bo prawie na miesiąc „wyszło z gry”.
Wykorzystać tego czerwoni lotnicy nie mogli. Tak, jak na południu znaleźli się na głębokich tyłach za nacierającymi wojskami lądowymi. Już 8 czerwca wszystkie eskadrylle przerzuciły swoje przednie oddziały bojowe przez Berezynę w ślad za postępującymi wojskami. Bazy zaopatrzenia zostały za rzeką a mosty były zniszczone. Nie było jak przeprawić samoloty a tymczasem front przemieszczał się dalej i dalej na zachód. W zaistniałych warunkach dowództwo czerwonego sztabu zatroszczyło się przede wszystkim o dostawy zaopatrzenia wojennego dla walczących sił przednich i artylerii. W przypadku dostaw dla lotnictwa znalazło się ono prawie na samym końcu.
Dowodzący siłami powietrznymi Zachodniego Frontu E.I. Tatarczenko tak pisał w jednym ze swoich raportów: „Przy szybkim posuwaniu się za rozbitym przeciwnikiem dowództwo wojskowe zapomniało o lotnictwie, jest to kolosalna pomyłka co koniecznie należy niezwłocznie usunąć. Niewątpliwe, że przeciwnik przygotowuje gdzie tylko może opór i jest oczywiste, że lotnictwo nieodzowne jest dla rozpoznania .”
Raport jego pozostał jak „głos wołającego na pustyni.” O lotnictwie rzeczywiście zapomniano a w możliwość polskiego kontruderzenia nikt nie wierzył.

Pomimo tego dowództwo Zach .Frontu postanowiło, że jeśli polskie lotnictwo się nie pojawia, to po prostu jego nie ma a to znaczy, że sowieckie myśliwce nie mają nic do roboty. W rezultacie już w lipcu większość zdolnych do walki bolszewickich oddziałów myśliwskich na czele z Szyrinkinem, Sapożnikowem i Kożewnikowem zostały odesłane na Południowy Front przeciw wojskom Wrangla. Sytuację pogłębiał nieporządek pracy kolei. Na przykład eszelon z inwentarzem jednego z oddziałów rozpoznawczych „czołgał się” od Orszy do Mińska cały miesiąc !. (odległość między tymi miastami wynosi zaledwie200 km i w normalnych warunkach towarowy skład pociągu pokonuje go w kilka godzin).
4 Dywizjon Myśliwski wcześniej będący w składzie eskadrylli Szyrinkina, 28 czerwca jakoś dotarł do Baranowicze lecz walki w tym czasie prowadzono już 50 km dalej na zachodzie. Inne oddziały ugrzęzły jeszcze dalej od frontu. W ten sposób na początku sierpnia Front Zachodni został nie tylko bez myśliwców ale także bez samolotów rozpoznawczych.
Tymczasem Armia Czerwona weszła na teren Polski, nacierała na Lwów i podchodziła do przedmieść Warszawy.
Tuchaczewski wydał rozkaz dla frontu - „Na ostrzach bagnetów zaniesiemy szczęście i pokój pracującej ludzkości ! Naprzód, na Zachód! Na Warszawę! Na Berlin !”.
Zdawało się, że to już, już…

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
13-10-17 11:02  Odp: [H]"Oczami wroga" - czerwone lotnictwo w wojnie polsko-rosyjskiej
Ryszard 



Na Forum:
Relacje w toku - 22
Galerie - 22


 - 9

Cz. 4

I nagle w jednej chwili wszystko się zawaliło. 16 sierpnia głównodowodzący polskie armii marsz. Józef Piłsudski rozpoczął niespodziewany atak skrzydłowy.



Było to dla „czerwonych” absolutnym zaskoczeniem.
Lekceważone rozpoznanie powietrzna (lądowe także) spowodowało to, że Polacy zdołali skrycie skoncentrować w Dęblinie 50 tysięczną grupę uderzeniową z czołgami, lotnictwem i pociągami pancernymi. W ciągu trzech dni armia Tuchaczewskiego została rozbita i zepchnięta ku rosyjskiej granicy. Dziesiątki tysięcy żołnierzy dostało się do niewoli. Tylko przejście na terytorium Niemiec ocaliło resztę oddziałów uderzeniowych „czerwonych” od całkowitego pogromu.
Kontruderzenie aktywnie wspomagały samoloty 19 - tu [?] polskich eskadr – w liczbie ponad 70 maszyn. Dodatkowo, w krótkim czasie 1, 9 i 10 eskadra otrzymała nowe, angielskie dwumiejscowe myśliwce bombardujące Bristol „Fighter”.


Bristol F.2b Fighter

105 takich samolotów dotarło do Polski w okresie sierpień-wrzesień 1920 r.
Ok. 40 z nich zdążyło wziąć udział w Bitwie Warszawskiej. Z Francji zaczęły nadchodzić myśliwce SPAD – 13 z dwoma zsynchronizowanymi kaemami i z silnymi silnikami o mocy 220 KM. Wszystkiemu temu „czerwoni” mogli przeciwstawić zaledwie trzy zużyte Nieuporty pozostawione z 4 myśliwskiego dywizjonu !
Polscy lotnicy ze stałych, dobrze wyposażonych lotnisk bombardowali pozycje wojsk czerwonych na podejściach do Warszawy.
Kiedy sowieckie wojska zaczęły odwrót , lotnictwo polskie zaczęło wykonywać ataki szturmowe na zgrupowania i wojskowe kolumny siejąc panikę i dezorganizowało szeregi wycofujących.
Nie zawsze to uchodziło bezkarnie.17 sierpnia rosyjscy przeciwlotnicy zestrzelili Fightera z 9 eskadry ( pilot – podchor. Jan Neuman, obs. ppor.Marian Sioda ).
Pilotowi udało się uciec a ranny obserwator dostał się do niewoli. Następnego dnia rano lądował awaryjnie sierż. Ludwik Patalas z 13 EM.


Sierż.pil. Ludwik Patalas

19 sierpnia runął na ziemię drugi zestrzelony Fighter tym razem z 10 EM. Załoga przeżyła i skryła się w pobliskim lesie.
„Czerwoni” zdobyli samolot lecz nie było na czym go wywieść i został spalony. Wg informacji z magazynu „Wiestnik wozdusznowo fłota” Nr.5, 1920 [„Zwiastun Powietrznej Floty”] jeszcze jeden polski aparat nieustalonego typu został zestrzelony 21 sierpnia i spadł na sowieckie terytorium. Lotnik zginął a z samolotu wymontowano dwa kaemy.


Zdobyty przez bolszewików Bristol F.2B Fighter z 9.EW - 1 BAG, 1920 r.

Znany jest tylko jeden przypadek pojawienia się nad frontem myśliwca z czerwonymi gwiazdami w okresie Bitwy Warszawskiej.
18 sierpnia „wojenliet” Iwanow wyleciał na rozpoznanie w rejon Nowomińska (polska nazwa – Mińsk Mazowiecki). Zgodnie z raportem pilota nad celem jego Nieuporta przechwyciły trzy SPAD-y. Taka przewaga sił dawała małe szanse Iwanowowi na ucieczkę, tym bardziej, że od razu w jego samolocie został przestrzelony pojemnik na pociski. Taśma z amunicją się zaklinowała i czerwony lotnik został bezbronny. Udało mu się jednak oderwać od prześladowców, lecz Polacy strzelający w pościgu przestrzelili bak z paliwem. Wyciekająca benzyna przyspieszyła przymusowe lądowanie na polnej drodze nie doleciawszy do oddalonego o 20 km lotniska. Z powodu szybkiego wycofywania się nie udało się ewakuować maszyny tylko wymontowano silnik.

Na południowym skrzydle polsko-sowieckiego frontu w połowie sierpnia rozgorzały walki o Lwów. Polacy dysponowali tutaj 5 i 6 ER [EW] oraz 7 (amerykańską) i 15 EM.
W tych pododdziałach znajdowało się 16 samolotów zdatnych do walki. Względnie mała ilość polskiego lotnictwa kompensowana była wysoką intensywnością jej działań bojowych. Lotnicy wylatywali na ataki szturmowe dwa-trzy razy każdego dnia nie licząc się ze stratami.
15 sierpnia budionowcy strącili dwa Fokkery D-VII z 15 Eskadry. Pilot jednego z nich sierż. Stanisław Rozmiarek poległ a pilot drugiego por. Józef Hendricks wylądował swoim myśliwcem na sowieckim terytorium. Udało mu się zbiec i po kilku dniach powrócił do swoich.


Sierż.pil. Stanisław Rozmiarek


sierż.pil. Stanisław Rozmiarek w kokpicie Fokkera D.VII z 15.EM i Fokker D.VII z 13.EM


Por.pil.Józef Hendricks

16 sierpnia polscy lotnicy dokonali ogółem 49 lotów bojowych.
Ataki wykonywane były z maksymalnie niskiej wysokości , dosłownie nad samą ziemią. Wspomniany już polski historyk Tarkowski pisał, że pięć samolotów powróciło na lotnisko z uszkodzonymi skrzydłami, śmigłami i podwoziami z powodu uderzeń w jeźdźców chociaż wydaje się to mało prawdopodobne.
Następnego dnia (17.08.1920 r.) lwowskie eskadry otrzymały uzupełnienia, dzięki czemu liczba zdolnych do walk samolotów wzrosła do 19 szt. Tego dnia Polacy i Amerykanie 69 razy atakowali kawalerię 1 Armii Konnej zadając jej poważne straty. Budionowskim strzelcom kaemów udało się zniszczyć myśliwiec por. Edwarda Lewandowskiego.
Później w swoim meldunku S.M. Budionny pisał:
„16 i 17 sierpnia wrogie aeroplany w liczbie dochodzącej do 9 krążyły nad nacierającymi kolumnami Konnej Armii. Wojska były atakowane z powietrza nie mniej niż trzy razy dziennie i poniosły duże starty w ludziach i koniach. Tylko w jednej 6 Dywizji Kawalerii 17 sierpnia zabito i raniono ponad 100 ludzi i 100 koni. Natarcie dywizji było wstrzymywane z powodu silnego przeciwdziałania lotnictwa.”
Po drugiej stronie frontu, dowódca polskiej 13 Dywizji gen. Leon Pachucki wypowiedział się emocjonalnie: „Bez pomocy amerykańskich lotników dawno byśmy poszli do wszystkich diabłów!”


Gen.bryg. Leon Pachucki

18 sierpnia 1920 r. lwowskie eskadry działały z najwyższą aktywnością.
Lotnicy latali cały dzień aż do zmierzchu, lądując tylko by zatankować i uzupełnić amunicję. Wykonali ogółem 72 loty bojowe co daje na każdy sprawny samolot 4 – 5 lotów szturmowych. Tego dnia Budionny otrzymał kategoryczny rozkaz zaprzestania atakowania Lwowa i pójścia na ratunek Tuchaczewskiemu.

Bitwa o Lwów się zakończyła.
Polsko-amerykańcy lotnicy mogli przypisać sobie w pełni zasługi, że budionowcom nie udało się zająć miasta. Przez kilka dni ogółem Polacy wykonali 190 lotów bojowych, zrzucili ponad 8 ton bomb i wystrzelali 25.000 nabojów.
Budionny nie zdążył pomóc Tuchaczewskiemu, sam ledwo uniknął okrążenia i z początkiem września wycofał się do Równa. Front ustabilizował się mniej więcej na linii obecnej granicy Polski z Ukrainą i Białorusią.

21 września 1920 r. rozpoczęły się w Rydze rozmowy pokojowe między Polska a Rosją Sowiecką. Na tym tle Polacy rozpoczęli nową ofensywę nazywaną w polskiej historiografii „Bitwą nad Niemnem”. W rezultacie, po dwóch tygodniach walk zepchnęli sowieckie wojska jeszcze o 150-200 km na wschód zabezpieczając sobie bardziej korzystne warunki pokoju.
„Bitwa nad Niemnem” rozgrywała się przy pełnym panowaniu w powietrzu polskiego lotnictwa. Stan sowieckich sił powietrznych nie uległ jeszcze poprawie po skutkach letniej kampanii. Niemal wszystkie ocalałe samoloty były remontowane albo wymagały napraw.
Tym nie mniej nie można pominąć końcowych epizodów walk.
21 września załoga Fightera z 1 EW (pilot por. Tadeusz Halewski , obs. ppor. [por.] Moszczeński) zgłosili zniszczenie balonu na uwięzi.


Por.pil. Tadeusz Halewski


Ppor.obs. Lucjan Moszczeński

1 października 1920 r. por. Teofil Dziama i ppor. Antoni Romanowski z 16 EW wrócili z rozpoznania na mocno postrzelanym samolocie. Lotnicy oświadczyli, że atakowały ich trzy sowieckie myśliwce, z których jednego udało się uszkodzić i zmusić do lądowania.


Por.pil. Teofil Dziama

Wg naszych danych Breguet atakowany był przez dwa Nieuporty z eskadrylli 15 Armii (lotnicy Achromiejew i Gołowiznin). Żaden samolot nie został uszkodzony.
W ostatnim okresie powietrznej wojny między Rosją a Polską nie było przykładów walk powietrznych. Po prostu ze strony „czerwonych” nie było czym walczyć.

12 października 1920 r. delegacje na rozmowach w Rydze podpisały porozumienie o zawieszeniu broni zgodnie z którym działania wojenne na froncie polsko-sowieckim ustaną od północy 18 października 1920 r.

Zestawienia danych o wynikach walk Czerwonej Floty Powietrznej w kampanii polskiej zawarte w sowieckiej literaturze historycznej są więcej niż skąpe. Encyklopedia „Wojna Domowa i interwencja wojskowa w ZSRR”, skąd większość historyków czerpała informacje, podaje tylko, że sowieccy lotnicy wykonali 2100 lotów i przeprowadzili ponad 30 walk powietrznych.

Podsumowanie

Jak wspomniano (…) na początku Wojny Domowej na terytorium Rosji Sowieckiej znajdowało się około 1500 samolotów.
W ciągu następnych dwóch lat ilość ta stale się zmniejszała i na wiosnę 1920 r. było mniej więcej 700 maszyn. Z tej ilości niemal połowa stale była niezdolna do lotów. Jedne samoloty opuszczały warsztaty naprawcze a już inne czekały swojej kolejki, by zająć ich miejsce.
Stan powyższy negatywnie wpływał na działalność bojową oddziałów lotniczych. Jeśli latem 1918 r. dowództwo Czerwonej Floty Powietrznej miało możliwość odpowiedniego, równomiernego przydzielania aeroplanów na fronty i posiadało jakieś rezerwy, to po upływie roku musiało wybierać gdzie wysyłać cenne uzupełnienia. W rezultacie, od czerwca 1919 r. całkowicie wstrzymano dostawy samolotów na Front Wschodni i na rzecz Frontu Zachodniego i Południowego.
Na początku 1920 r. pole manewru jeszcze bardziej się zawęziło. Wszystko co cenne zostało ześrodkowane na Froncie Polskim. Następnie, w połowie lata [1920 r.] lotnictwo ponownie zostało przebazowane na Front Południowy za cenę ogołocenia Frontu Polskiego. Sytuacja była niczym „za krótka koszula”.
W tym okresie ilość samolotów ciągle się zmniejszała i we wrześniu [1920 r.] w przybliżeniu wynosiła 600 szt., z których nie więcej niż 300 było zdolnych do walki. Wojna nieuchronnie mieliła sowiecką awiację.
W związku z tym nasuwa się wywód, że tylko zakończenie działań bojowych jesienią 1920 r. uratowało Czerwoną Powietrzną Flotę Wojenną jeśli nie od zagłady, to od stania się „dekoracyjnym” lotnictwem, które na froncie nie odegra żadnej roli.
Przy takim tempie zmniejszania się parku samolotów, jeszcze jednej na tak dużą skalę prowadzonej kampanii - RKKWF [Raboczo-Krestianskij Krasnyj Wozdusznij Fłot – Robotniczo-Chłopskie Czerwone Siły) Powietrzne ] nie byłyby w stanie prowadzić. Tym bardziej, że przemysł lotniczy znajdował się w głębokim upadku a produkcja silników lotniczych spadła do zera. Zdobyte samoloty polskie i „wrangelskie” - w stosunku do ilości „denikinowskich” nie miały istotnego znaczenia. Zakupów za granicą przy trwającej blokadzie ekonomicznej RSFSR dokonywać nie mogła.
Sytuację tą potwierdzały mroczne prognozy dowódcy GUWWF [Gławnoje Uprawlenije Wojenno-Wozdusznowo Fłota – Główny Zarząd Wojskowych Sił Powietrznych] – K.W.Akaszewa.
W raporcie dla Rewwojensowieta Respubliki [Rada Wojskowo-Rewolucyjna RFSRR] sporządzonym po zakończeniu Wojny Domowej pisał:
„Postępujące zużycie stanu technicznego części Floty [Sił Powietrznych] a w dodatku złe wyszkolenie lotników i brak elementarnego urządzenia lotnisk powoduje ogromny procent awarii … Flota ginie powoli, pewnie zmierza do śmierci.”
Przez lata Wojny Domowej RKKWF użytkowała nie mniej niż 2400 samolotów, z których 558 zostało wyprodukowanych przez wytwórnie lotnicze i ok. 250 zostało zdobytych od wojsk nieprzyjaciela. Na wiosnę 1921 r. zostało w linii 400 maszyn. Tak więc, w ciągu trzech lat bezpowrotnie utracono bez mała 2000 samolotów.
Większość utracono „z przyczyn naturalnych”. Był to wynik zniszczenia i zużycia, wypracowania resursów i po prostu utraconych z powodu złej obsługi technicznej. Ponad 500 aeroplanów zostało rozbitych w awariach i katastrofach. Nie mniej niż 100 zostało zdobytych przez nieprzyjaciół na lotniskach, wagonach [ transporty kolejowe] jak również w składach i bazach zajętych przez wrogie wojska. Ponad 70 maszyn zostało „skradzionych” w wyniku przelotów czerwonych lotników do „białych”, lub utraconych z powodu popełnienia pomyłek nawigacyjnych i lądowań na terytorium wroga. Znaczącą ilość samolotów utracono na ziemi od klęsk żywiołowych , pożarów i wypadków podczas transportu pociągami. (A.W.Siergiejew pisał, że tylko z powodu pożarów od iskier parowozów podczas transportu na platformach kolejowych spaliło się kilkadziesiąt samolotów). W końcu, na ostatnim miejscu, były bezpośrednie straty wojenne - samoloty zniszczone w powietrznych walkach lub na skutek obrony przeciwlotniczej, bombardowań i ostrzałów artyleryjskich. Łącznie straty te wyniosły mniej niż 50 maszyn, czyli ok. 2,5% strat ogólnych.
Zgodnie z sowieckimi danymi, białogwardyjskie i angielskie bomby zniszczyły 10 (lub 11) samolotów, w tym 4 (lub 5) wodnosamolotów podczas ataku w dniu 17.09.1919 r. na okręt bazę-wodnosamolotów „Komuna”. Straty [ilość]od ognia zenitówek trudno określić . Nie zawsze jest możliwe dokładne określenie przyczyn utraty samolotów, czy to z powodu awarii, uszkodzeń, fatalnych błędów pilotów czy też uszkodzeń spowodowanych w walce [powietrznej].
Ilość sowieckich aeroplanów zestrzelonych ogniem z ziemi w całym okresie wojny wynosi mniej niż 30 samolotów. Wyjaśnić to można faktycznym brakiem w wojskach interwentów i białogwardyjskich artylerii przeciwlotniczej (specjalne uzbrojenie „przeciwaeroplanom” posiadały tylko niektóre okręty i opancerzone samochody). Ze zwykłych polowych dział ustawionych na zaimprowizowanych platformach przeciwlotniczych trafienie w lecący samolot było mało prawdopodobne). Niezależnie od tego, większość lotów miała miejsce na wysokości powyżej 1000 m gdzie ogień z karabinów maszynowych był nieskuteczny.
Jeśli chodzi o walki powietrzne to w Wojnie Domowej były one bardzo rzadkie. Zakończone zwycięstwem można policzyć na palcach jednej ręki.

Koniec

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
 Widok z podziałem na strony: strona 1 z 1Strony:  1 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018