FORUM MODELARZY KARTONOWYCH   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

FORUM GŁÓWNE
Modele kartonowe, ich budowa, technika, problemy, recenzje, nowości oraz wszystkie tematy związane z Naszym Hobby :-)


Projekt Grupowy:  50 lat Małego Modelarza  
Na tapecie:  Akcja sprzątania forum. W czynie społecznym, bez nagród i medali :>  
Na tapecie:  Projekt 50 lat Małego Modelarza - apel o uzupełnienie brakujących zdjęć.  


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok ze stronicowaniem  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
22-09-21 19:59  [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

HMAS Sydney był australijskim lekkim krążownikiem typu Leander. Został zbudowany w Wielkiej Brytanii w stoczni Swan Hunter & Wigham Richardson w Newcastle i początkowo miał nosić nazwę HMS Phaeton. Stępkę położono 8 lipca 1933 roku a wodowanie odbyło się 22 września 1934 r. Oficjalnie jego nazwę zmieniono kiedy Australia zawarła umowę dotyczącą finansowania jego budowy 15.05.1934 r. (czyli w trakcie prac). Zastąpił on stary, wysłużony krążownik HMAS Brisbane pierwszowojennego typu Town. Złomowanie HMAS Brisbane miało się odbyć w Wielkiej Brytanii, więc to na nim przypłynęła większa część początkowej załogi Sydney'a. Stary krążownik osiągnął Portsmouth 12.07.1935, 4 dni przed rewią w Spithead z okazji 25 rocznicy objęcia tronu przez króla Jerzego V i miał okazje przepłynąć wzdłuż okrętów przygotowanych do tej uroczystości.

16.07 HMAS Sydney wyszedł na próby prędkości na których osiągnął w przybliżeniu 33 węzły. 24.09 wyszedł na ostatnie próby po których oficjalnie przejął dowództwo jego pierwszy kapitan, John FitzGerald, który co ciekawe był Irlandczykiem. Dwa dni później dotarł do Portsmouth i następnego dnia (27.09) został oficjalnie przyjęty do służby. 2.10 zamontowano na nim katapultę lotniczą, która była ostatnim większym brakującym podzespołem. Przez kolejne tygodnie okręt pobierał zapasy, docierali na niego odpowiedni specjaliści, przeprowadzano kolejne próby, kalibracje sprzętu i podstawowe ćwiczenia. 29.10 Sydney opuścił Portsmouth i rozpoczął rejs do Australii. Już 2 dni później został przekierowany do Gibraltaru w związku z włoską inwazją na Etiopię.

Model kartonowy HMAS Sydney został wydany przez Bumażnoje Modelowanie. Autorem tego opracowania jest Igor Kuniejewskij. Poza bardzo ciekawą historią podoba mi się jego sylwetka oraz kamuflaż. Jakiś czas temu postanowiłem go skleić. Poza modelem nabyłem także cały zestaw dodatków: laserowy szkielet, lufy i blachy fototrawione. Trafił mi się nieco wybrakowany zestaw blach, ale na szczęście ubytki dotyczą tylko drabinek które będzie łatwo zastąpić. Model planuję kleić jak zawsze - dokładając lub przerabiając trochę rzeczy od siebie. Na początek tradycyjnie zdjęcia okładki, arkuszy i dodatków.



Zebrałem też trochę materiałów o tym okręcie: Profile Morskie, kilka numerów Modelarstwa Okrętowego które prezentują podzespoły które można na nim znaleźć lub niewiele się od nich różniące oraz książkę Wesa Olsona o HMAS Sydney. Jest to jedyna książka jaką znalazłem która opisuje całość służby okrętu i na jej podstawie ją opisuję. Za to książek o jego zatopieniu jest chyba z 5, jeśli nie więcej. Mam też kilka linków do zbiorów zdjęć okrętu jak i jego modeli.



Pierwszy rzut oka na wycinankę nie zachęca. Kolejny też :D Model wygląda tak, jakby przygotowywały go 2-3 osoby które niespecjalnie się pomiędzy sobą kontaktowały. Elementy mają 3 różne grubości czarnych obrysów, a niektóre elementy nie mają ich w ogóle. Już na etapie przeglądania zauważyłem parę drobnych brakujących elementów (za mało polerów). Drukarnia też się nie popisała i są drobne niedociągnięcia też w tym względzie. Szczegółowość modelu jest średnia, ale na oko może być w sam raz. Na plus można liczyć bardzo ładne rysunki w instrukcji (zdjęcie poniżej) oraz podłużne podziały blach na całym kadłubie. Szkoda, że zabrakło poprzecznych.



Kolejnym problemem który zauważyłem jest to, że deskowanie pokładów sięga do samej burty. Brakuje tego odcinka pomiędzy burtą a deskami który jest blachą pokładu. Nooo... właściwie to jest, ale ktoś go z rozpędu wydrukował go na drewniano (zdjęcie poniżej). Początkowo planowałem tylko go odciąć i uzupełnić z zapasu koloru pod kolor kamuflażu, ale ZBiG i Radzias namówili mnie, żebym przerobił w nim pokład jak kiedyś w HMS Dreadnought. Tak też zrobiłem i mam go już prawie gotowego do wydrukowania. Oczywiście krawędzie będę musiał uzupełnić z zapasu koloru. Kolejnym ciekawym problemem jest pokład nadbudówki rufowej. W wycinance jest bez deskowania, w Profilach Morskich deskowanie ma. Nie udało mi się niestety znaleźć żadnego zdjęcia Sydneya które byłoby na tyle wyraźne, żeby to ustalić. Nie mogę też patrzeć na inne okręty tego typu. Niektóre krążowniki typu Leander miały deskowaną nadbudówkę rufową, inne nie. Z tego co zauważyłem większość modeli Sydneya posiada tam deskowanie i ja też się ku temu skłaniam. Skoro i tak przerabiam cały pokład to dorobienie takiego elementu nie jest dużym problemem. Może ktoś z Was ma jakieś informacje na ten temat i chciałby się nimi podzielić?



Skleiłem szkielet, przygotowałem podstawkę i sposób montażu do niej. Już w tym miejscu mogę powiedzieć, że z budową będzie "ciekawie". Szkielet jest rozwiązany inaczej niż zazwyczaj. Z jednej strony ma kilka dodatkowych wzmocnień co przyda się do klejenia poszycia, z drugiej podłużnica na większości okrętu jest tylko w części podwodnej a w części nadwodnej są 2 pseudopodłużnice pod kątem. Może mogłoby to zadziałać gdyby było dobrze zaprojektowane, ale nie jest:
- Części wzdłużne mają na końcach zaznaczone przerywaną linią fragmenty. Nigdzie w instrukcji nie jest napisane co oznaczają. Po przymiarkach okazało się, że na każdym łączeniu na którym stykają się 2 takie zaznaczone linią przerywaną fragmenty należy jeden z nich odciąć od części.
- Niektóre elementy mają źle wydrukowane oznaczenia wpustów i łatwo można je wyciąć z niewłaściwej strony (w laserach jest na szczęście dobrze).
- Granica pomiędzy pokładem dziobowym a głównym jest przesunięta o jakieś 5mm w kierunku rufy. Będę musiał odciąć wystające elementy i przykleić je we właściwym miejscu tak, żeby pokłady się zgrały (prawdopodobnie skopiuję całą wręgę, przynajmniej jej część nadwodną).
- Ostatnia wręga na rufie ma pionowe wcięcie nie z tej strony co trzeba i jest o 2mm za wysoka. Jestem na 99% pewien, że to błąd ale... na rysunku w instrukcji też widać, że jest wyższa, co pokazuję na zdjęciu poniżej. Upewnię się jeszcze zanim ją odetnę czy jednak ta różnica nie ma jakiegoś tajemniczego sensu.
- Na zdjęciu widać przerwę w tych dwóch skośnych podłużnicach w części nawodnej. Łączenie ich ze znajdującą się tam wręgą jest kompletnie źle zaprojektowane. Jeśli chciałbym zrobić to tak jak jest w wycinance musiałbym sięgnąć w czwarty wymiar przestrzenny i przeniknąć części przez siebie. Niestety w tym miejscu wypadło mi też mocowanie podstawki, więc wkleiłem kilka dodatkowych warstw kartonu żeby je wzmocnić.
3 razy składałem szkielet na sucho zanim to wszystko ogarnąłem. Nie jest to wina laserów, sprawdzam ich wymiary przed klejeniem i wszystkie te problemy występują w samej wycinance. Jakimś cudem chyba udało mi się zachować prawidłową geometrię kadłuba. Teraz go przeszlifuję, ale zanim cokolwiek będę kleił wytnę wszystkie elementy poszycia i sprawdzę je na sucho. Samo poszycie kadłuba jest zaprojektowane na styk - najpierw burty potem dno - co biorąc pod uwagę dotychczasowe problemy nie wzbudza optymizmu.



Jak widać lekko nie będzie ale jak to w jednej starej kreskówce mówił Szalony Jack Pirat "My lubimy się męczyć". Od Radziasa dostanę drugą wycinankę i Japończyk w razie czego też zaoferował mi swoją. Podejrzewam, że jedna dodatkowa będzie potrzebna. Miejmy nadzieję, że nie więcej.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
24-09-21 16:37  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

Dzięki za zainteresowanie :)

Pablos:
Oznaczenia pod słupki fajnie mieć, ale wymierzenie samemu mniej-więcej odstępów nie jest dużym problemem.

Maverick:
Dzięki, znam już tą stronę :)
Znalazłem też rendery modelu 3D które ktoś wykonał, ale widać że w niektórych miejscach pofantazjował. Niemniej jednak mogą się przydać do rozwiania jakichś wątpliwości: https://3dhistory.de/wordpress/3d-models/hmas-sydney/

SeWo77, Waldek K:
Planuje trochę wzmocnić kadłub. W części podwodnej pewnie powklejam trochę dodatkowych pasków tektury pomiędzy wręgi, nad wodą chyba tylko nieco wręgi pogrubię. Wszystkie elementy poszycia będę też kleił na paski lub podklejki z tektury 0,2mm. Powinno wystarczyć.

jhradca:
Tak, to byłaby ciekawa prezentacja. Sam też widziałem tylko bardzo ogólne rysunki Kormorana, ale kto wie czy ktoś kiedyś nie wygrzebie czegoś lepszego z jakiegoś archiwum.

Wyciąłem i przymierzyłem na sucho elementy poszycia. Wygląda to nie najgorzej. Tak z 1-2mm trzeba będzie zeszlifować na długości kadłuba a plamy kamuflażu nie do końca się zgrywają na dziobie ale poza tym wygląda OK. Wbrew numeracji części wygląda na to, że poszycie dna jest z burtami na zakładkę, co nieco upraszcza sprawę. Instrukcja o tym nie wspomina choć też sugeruje kolejność klejenia najpierw dno potem burty.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
06-12-21 21:19  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

1.11.1935 HMAS Sydney dotarł do Gibraltaru. W ciągu następnych tygodni brał udział w różnego rodzaju ćwiczeniach, w tym w pozorowanym ataku na Gibraltar, w którym to jego załodze udało się niepostrzeżenie wylądować i podłożyć "ładunki wybuchowe" pod składy paliwa. W połowie listopada na okręcie wybuchła epidemia różyczki. Mimo to kontynuowano ćwiczenia. Dopiero w grudniu, kiedy epidemia nie chciała ustąpić Sydney odbył rejs, można powiedzieć wypoczynkowy, w którym to odwiedził kilka portów Hiszpanii, Portugalii i Afryki północnej. Do Gibraltaru powrócił 3.01.1936 gdzie został uznany za wolnego od choroby. 25.02 otrzymał rozkaz przejścia do Aleksandrii. Po drodze zahaczył o Maltę, gdzie w suchym doku przeprowadzono czyszczenie dna oraz rożne drobne naprawy. Do Aleksandrii dotarł 11.03, gdzie kontynuował ćwiczenia i spotkał się z ciężkim krążownikiem HMAS Australia. Razem z tym okrętem pod koniec kwietnia odwiedził półwysep Gallipoli gdzie większość załogi miała okazję zejść na ląd i oddać cześć poległym w I Wojnie Światowej żołnierzom ANZAC. W drugiej połowie maja pojawiła się na okręcie następna epidemia, tym razem świnki. Okręt przebył ją na Cyprze, gdzie duża część załogi schodziła na ląd aby nie przebywała w zamkniętych przestrzeniach okrętu. Trwało to do 16.06. Następnie udał się na Maltę, gdzie przeprowadzono kolejne czyszczenie i malowanie kadłuba. Do Aleksandrii powrócił 27.06.

Wojna Włoch z Abisynią skończyła się w maju. 14.07 Sydney razem z Australią rozpoczęły podróż do swojej ojczyzny. Przez Port Said, Kanał Sueski i Aden dotarły do Fremantle (miasto będące przedmieściem Perth) w Austalii 2.08. Następnie oba krążowniki udały się na Wyspę Kangura, Melbourne i osiągnęły Port Jackson w Sydney 11 sierpnia. Kolejne miesiące HMAS Sydney spędzał na ćwiczeniach, odwiedzaniu portów Australii i Nowej Zelandii, uczestnictwie w uroczystościach, promowaniu wstępowania do marynarki wojennej itp. 16.04.1937 w Auckland zderzył się z nim tankowiec Nucula w wyniku czego Sydney stracił 2 łopaty śruby oraz miał pogięty wał. W celu dokonania napraw wrócił do Sydney. Na początku września 1937 uczestniczył w poszukiwaniu starego wraku wśród wysp Montalivet, gdzie 20 lat wcześniej HMAS Encounter miał trafić na fragmenty skrzyni i dwie brązowe karonady. Niestety nic nie znaleziono. 9.10.1937 dowódca okrętu, kapitan FitzGerald, opuścił okręt a następnego dnia jego stanowisko zajął kapitan John Waller.

Zacząłem od wklejenia wzmocnień w podwodną część kadłuba i przyklejenia pokładu. Odciąłem z niego z zapasem fragmenty przy burtach które miały teksturę drewna. Zająłem się poszyciem dna. Jak zazwyczaj kleiłem je na podwójną podklejkę. Od dziobu do około 2/3 długości okrętu części były raczej dobrze spasowane i wymagały jedynie drobnego szlifu tu i tam. Za to rufa... chyba każda oklejka w tej części miała nieprawidłowy kształt. Na szczęście były to głównie naddatki które można było ostrożnie i powoli odcinać bazując na kształcie odrysowanym na cienkim papierze. Było z tym sporo zabawy ale poszło nieźle, tylko końcówkę stępki oraz miejsce przyczepu steru musiałem uzupełnić z zapasu, ponieważ wycinanka ich nie przewidywała.

Przeszedłem do burt. W miarę ich klejenia uzupełniałem krawędzie pokładu z zapasu koloru. Na rufie było ciężko, kształt oklejek się nie zgadzał. Musiałem sporo szlifować wręgi, wycinać kliny w oklejkach w miejscach wręg, przyklejać i odklejać. Wymęczone to ale też nie wygląda aż tak tragicznie choć parę wręg widać. Na dziobie było lepiej ale potrzebne było sporo dodatkowego szlifowania. Męczyłem się też sporo z załamaniem kształtu które znajduje się na dziobie (z tego co kojarzę miało na celu zwiększenie objętości dziobu). Kąt styku części i zachowanie kształtu także spowodowało dużo wymęczenia materiału. Zużyłem tutaj też trochę drugiej wycinanki. Na następnym okręcie z tak rzadko rozmieszczonymi wręgami będę już chyba robił pełne podposzycie lub bardzo dużo dodatkowych wzmocnień.

Na koniec przykleiłem pas pancerny który o dziwo pasował bardzo dobrze. Podkleiłem go 1 warstwą tektury 0,2mm. Według instrukcji na jednej burcie powinienem przykleić go bez podklejania a na drugiej podkleić tekturą 1mm :D Niestety po drodze uszkodziłem w 1 miejscu poszycie dna i musiałem zamaskować to rozwarstwionym kartonem z zapasu koloru. O różnicach w odcieniach i nieco łamliwym druku nawet nie piszę. Nowy pokład mam już zaprojektowany. Pozostaje go wydrukować, zakaponować i przykleić, ale do tego jeszcze trochę.



Teraz czas na resztę części podwodnej - śruby, ster, stępki.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
07-12-21 20:51  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

Paweł63:
Wyslalem maila.

kubeksus:
Przeszkadza mi to, ale nie na tyle żeby robić to od nowa. Hobby ma mi jednak sprawiać przyjemność a zbyt duża liczba poprawek ją dla mnie niszczy. Dostałem za to sugestię jak można by spróbować nieco je zniwelować. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
12-12-21 12:58  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

Namawiali i częściowo namówili. Trochę pomyśleliśmy nad tym kadłubem z chłopakami z Trójmiasta i dostałem parę sugestii jak można spróbować go poprawić nie klejąc od nowa. Trochę na tym posiedziałem, coś wygładziłem, trochę ukształtowałem przez otwory w pokładzie (jak słusznie Seba zauważył skoro i tak pokład przykleję swój) jedną oklejkę rufy wymieniłem (ale mimo szlifowania wręg, wycinania klina w nowej oklejce i delikatnym klejeniu wciąż widać jedną z wręg!). Jest trochę lepiej i raczej na tym zostanie.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
21-01-22 15:34  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

Inwazja Japonii na Chiny w lipcu 1937 spowodowała wzrost napięć w regionie. Australia zaczęła modernizować niektóre okręty i przeprowadzać więcej ćwiczeń. Sydney przystąpił do nich na początku lutego 1938 razem z innymi krążownikami i niszczycielami na wodach południowo-wschodniej Australii i Tasmanii. Trenowano strzelanie, operacje nocne, działania przeciw rajderom, współpracę z lotnictwem i ochronę żeglugi handlowej. Jednym z głównych wniosków było to, że Australia potrzebuje więcej krążowników. Ćwiczenia trwały z przerwami do maja, kiedy to okręt został odpicowany żeby wziąć udział w kilku uroczystościach odbywających się krótko po sobie (rocznica koronacji Jerzego VI, Dzień Imperium, urodziny królowej Marii). Do ćwiczeń i rejsów po wodach Australii okręt powrócił w drugiej połowie lipca.
Pod koniec września okręt postawiono w stan zwiększonej gotowości z powodu kryzysu Czechosłowackiego. Pobrano paliwo, zapasy, amunicję i uzupełniono załogę. Ten stan podwyższonej gotowości potrwał nieco ponad 2 tygodnie. Następnie okręt przeszedł niewielki remont który zakończył się na przełomie stycznia i lutego 1939 po czym wrócił do ćwiczeń, rejsów po wodach Australii i zgrywania załogi. Maj ponownie upłynął pod znakiem uroczystości, następnie okręt zadokowano w celu przeprowadzenia konserwacji.
17.07 Sydney wypłynął w kolejny rejs połączony z ćwiczeniami. W jego trakcie zdarzył się ciekawy przypadek sabotażu, jeden z reflektorów sygnałowych został wyrzucony za burtę a kable zasilające inny reflektor zostały przecięte. Z tego co wiem sprawcy nie wykryto. W trakcie tego rejsu Sydney miał dopłynąć do Singapuru i dostarczyć tam amunicję. Załadowano ją 3.08 a 8.08 Sydney wypłynął z Port Jackson. 21.08 Sydney dotarł do Darwin na północy Australii.
23.08 wcześnie w nocy Sydney otrzymał nowe rozkazy - w związku z zapowiedzią podpisania paktu Ribentropp-Mołotow miał się udać do Fremantle. Dotarł tam rankiem 27.08. Wyładowano amunicję przeznaczoną dla Singapuru i zaczęto przygotowywać okręt do wojny. Pobrano paliwo, amunicje i zapasy. Ćwiczebne głowice torped zastąpiono bojowymi. Pomalowano okręt na neutralny kolor i zamalowano błyszczące się powierzchnie. Uzupełniono załogę do pełnego stanu wojennego i oczyszczono kotły.

Tym razem mały postęp relacji, część podwodna skończona. Ster trochę uplastyczniłem. W wycinance był płaski, wkleiłem w jego środek tekturę zeszlifowaną na końcach. Nie sprawił problemów, podobnie stępki boczne. Same śruby też dobrze się skleiło, jak zawsze pomalowałem je. Za to przyklejenie zespołów śrub do kadłuba... Miejsca które są oznaczone na oklejkach dna należy taktować jako luźne sugestie. Musiałem sporo przycinać, kombinować, przyklejać i odklejać aż w końcu udało mi się uzyskać coś, co wygląda znośnie. Koszmar.



Mogę wreszcie zająć się częścią nawodną modelu. Czas na relingi, polery, kotwice i sprzęt z nimi związany itp. Przykleję też swoje pokłady.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
23-01-22 17:01  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

PaperLab:
Dzięki za zdjęcie, mam je w którejś książce, ale w niższej rozdzielczości. Przyda się

Sven:
Działałem z tym co miałem w instrukcji i w Profilach Morskich. Mimo to kształt jest trochę podobny. Mam jedno zdjęcie części podwodnej Sydneya z czasów budowy i na oko ster wygląda podobnie jak w wycinance.

Cordel:
Sam mam nadzieję na Pertha, ale Sydney ma jednak swoją historię. No i wydawnictwo Neptunia wydaje modele powoli. Ja wciąż czekam na Orkana od nich :)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-02-22 21:30  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

Dla HMAS Sydney II Wojna Światowa zaczęła się 3.09.1939 o 18:15 czasu lokalnego, kiedy wiadomość o wypowiedzeniu wojny przez Imperium Brytyjskie osiągnęła Fremantle.
Wieczorem 6.09 otrzymano informację, że w okolicach Australii może przebywać Scharnhorst. W związku z tym Sydney wysłał swojego Seagulla na patrol w jego poszukiwaniu. Nic nie znaleziono. Po kilku nerwowych dniach okazało się... że Scharnhorst to niemiecki statek handlowy o tej samej nazwie co krążownik liniowy.
16.11, po 2 latach na stanowisku kapitan Waller został odwołany a jego stanowisko przejął kapitan John Collins, który był wcześniej jednym z oficerów Sydney'a. 21.11 okręt wypłynął w poszukiwaniu statku, którego przybycie się opóźniało. Nie odnalazł go ale okazało się, że był on tylko opóźniony i dotarł samodzielnie do Australii.
W połowie listopada Graf Spee zatopił tankowiec brytyjski u wschodnich wybrzeży Afryki. Brytyjczycy założyli, że dokonał tego Admiral Scheer gdyż sądzili że Graf Spee nie opuścił Atlantyku. W związku z tym od końca listopada Sydney patrolował wody zachodniej Austalii w celu przechwycenia tego potencjalnego rajdera. Razem z nim akwen patrolowały Canberra i Australia co tworzyło zespół silniejszy niż ten, który pod La Platą stanął naprzeciwko Grafa Spee. Poszukiwano nie tylko samego Scheera ale też zaopatrujących go statków. Patrol zakończył się na początku grudnia.
13.12 Sydney wypłynął w drogę do portu Sydney, który osiągnął 18.12 w celu przeprowadzenia corocznego remontu. Mimo wstępnych planów nie zainstalowano na nim podwójnych dział 102mm zamiast pojedynczych. Okręt wrócił do służby 8.01.1940. 10.01 spotkał się z konwojem przewożącym pierwszych żołnierzy Australijskich na bliski wschód (w jego skład wchodził polski Sobieski), ale nie wszedł w jego skład. 1.02 Sydney wypłynął na swoją standardową służbę do Fremantle które osiągnął 8.02. Luty i marzec upłynęły na patrolach wód południowo-zachodniej Australii i ćwiczeniach. W kwietniu brał udział w eskorcie transportu wojska, zarówno pojedynczych statków jak i konwoju do Wysp Kokosowych.
Sydney udał się w drogę z powrotem do Fremantle ale 1.05 został przekierowany do Kolombo na Sri Lance które osiągnął 8.05. Następnie został wysłany do eskorty kolejnego konwoju z wojskiem, z którym miał się spotkać w okolicy Wysp Kokosowych. Po prawie 4 dniach żeglugi, kilka godzin przed spotkaniem z konwojem otrzymał rozkaz powrotu do Colombo, gdzie dotarł 18.05. Całe to zamieszanie było oczywiście związane z inwazją Niemiec na Francję i Benelux. Sydney został wysłany do Adenu z transportem zapasów dla krążownika Hobart. Po drodze skontrolował kilka statków pasażerskich, ale nie odnalazł wśród nich nic podejrzanego. Do Adenu dotarł 22.05 i przeszedł pod dowództwo kapitana HMS Gloucester. Razem z nim i lotniskowcem HMS Eagle udał się na Morze Śródziemne.
Aleksandrię osiągnął 26.05 i dołączył do Floty Śródziemnomorskiej pod dowództwem admirała Sir Andrew Cunninghama.

Wykonałem reling i pierwsze elementy na pokładzie.
Słupki relingu spróbowałem zrobić z innego drutu, który był cieńszy i mniej plastyczny. Wyszło tak sobie. Słupki są delikatniejsze (0,22mm zamiast 0,3mm) ale przez brak plastyczności nie mogłem łatwo ich korygować do pionu, a mniejsza średnica drutu utrudniała wklejanie ich w pokład - klej lubił nie łapać. Warto było spróbować, ale na następnych modelach wrócę do mojej standardowej metody.
Półkluzy - w zestawie laserowym z GPMu brakowało 2 sztuk. W instrukcji od modelu pokazane jest położenie tylko jednej pary (na samym dziobie), a wszystkich jest 12. Na szczęście plany w profilach morskich pokazują gdzie powinny być.
Polery - brak prawie połowy części. Każda podstawa ma części pozwalające na zrobienie tylko 1 grzybka zamiast 2. Musiałem sam dorobić resztę z zapasu koloru.
Kotwice - problemów brak, aż dziwne.
Kabestany i windy kotwiczne - kleiłem zgodnie z instrukcją i mam wrażenie, że wyszły trochę za wysokie. Może powinienem naklejać części na cieńszy karton niż w instrukcji.
Przykleiłem też swój pokład i uplastyczniłem otwory w pokładzie przez które przebiegają łańcuchy. W wycinance były płaskie. Samych łańcuchów jeszcze nie ma, ale niedługo powinny być.



Będę startował z nadbudówkami. Jeszcze nie wiem od której zacznę.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-09-22 20:39  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

Pierwsze dni służby we Flocie Śródziemnomorskiej Sydney spędził na dostosowywaniu procedur i ćwiczeniach. Orkiestra okrętowa musiała się też nauczyć grać hymny krajów których okręty Sydney mógł spotkać, w tym Mazurek Dąbrowskiego. Atmosfera była ciężka. Brytyjski korpus ekspedycyjny był w trakcie ewakuacji z Dunkierki. Wszyscy przypuszczali że przyłączenie się Włoch do wojny to kwestia dni, co stało się 10.06. Kilka dni później upadł Paryż. Zaczęły się bombardowania Londynu i innych brytyjskich miast. Na wodach Nowej Zelandii transatlantyk Niagara zatonął na minie postawionej przez niemiecki krążownik pomocniczy, co było pierwszym aktem wojny tak blisko Australii.

Razem z głównymi siłami Floty Śródziemnomorskiej Sydney wypłynął z Aleksandrii tuż po oficjalnym rozpoczęciu działań wojennych. Celem było przechwycenie żeglugi pomiędzy Włochami i Libią. Wielokrotnie ogłaszano w trakcie tego rejsu alarmy, ale wszystkie okazywały się fałszywe. Regia Aeronautica też nie niepokoiła zespołu i zauważono tylko pojedynczy samolot zwiadowczy. Zespół powrócił do Aleksandrii 16 czerwca. Kolejną akcją w której wziął udział Sydney było bombardowanie portu Bardia przy granicy Libijsko-Egipskiej razem z pancernikiem Lorraine i 2 krążownikami. Był on bazą zaopatrzeniową dla armii włoskiej. Zespół osiągnął Bardię nad ranem 21.06. Zadaniem Sydneya było zbombardowanie koszar. Początkowo ogień był koordynowany przez okrętowego Seagulla a po zbliżeniu się do celu Sydney mógł strzelać bezpośrednio. W wyniku pomyłki Seagull został ciężko uszkodzony ogniem brytyjskich myśliwców, lądował awaryjnie w Egipcie i został zastąpiony Walrusem. Bombardowanie okazało się być w miarę skuteczne a baterie brzegowe były uciszane albo nie otwierały ognia. Do Aleksandrii zespół wrócił wieczorem tego samego dnia. Włoską odpowiedzią było kilka nalotów na Aleksandrię następnego dnia, ale nie spowodowały one dużych zniszczeń.

27.06 zaczęła się operacja która miała na celu eskortę konwojów zmierzających z Dardaneli, Grecji i Malty do Aleksandrii. 28.06 około 18 wieczorem zespół pięciu alianckich krążowników, w tym Sydney, przechwycił 3 włoskie niszczyciele płynące do Tobruku z transportem żołnierzy, dział i amunicji. Włosi zaczęli się wycofywać robiąc uniki i stawiając zasłonę dymną. Próbowali też nieskutecznie wykonać atak torpedowy. Niszczyciel Espero został trafiony 2 razy. Pierwszy pocisk przebił na wylot rufę i wybuchł w wodzie nie robiąc dużych szkód. Za to drugi trafił w maszynownię, co rozpętało pożar i znacznie zmniejszyło prędkość okrętu. Brytyjskie krążowniki skupiły na nim ogień. Na Sydneyu zacięły się windy amunicyjne w wieżach A i B co zmniejszyło tempo strzałów. Po wyłączeniu Espero z walki krążowniki przez pewien czas kontynuowały pościg. Został on przerwany niedługo później ze względu na zużycie amunicji. Sydney otrzymał rozkaz uratowania rozbitków i dobicia samego Espero. Mimo uszkodzeń i zwiększającego się zanurzenia Espero próbował kontynuować walkę. Wystrzelił kilka pocisków i prawdopodobnie 1 torpedę. Sydney otworzył ogień i ze względu na niedużą odległość (~5,5km) po 4 salwach okręt stał się wrakiem i zatonął o 20.40. Mimo zagrożenia ze strony okrętów podwodnych Sydney spuścił na wodę kutry i szalupy a z burt opuszczono liny i drabinki. Godzinę później Sydney otrzymał rozkaz powrotu do reszty zespołu. Dla rozbitków których nie zdołano uratować pozostawiono łódź okrętową z wiosłami i zapasami. Sydney podjął 47 rozbitków z których 3 zmarło w ciągu następnych dni. Kolejne 2 dni upłynęły spokojnie, ale 1.07 rano Sydney był kilkukrotnie niecelnie bombardowany przez włoskie lotnictwo. Tego samego dnia wieczorem wrócił do Aleksandrii.

Następną operacja miała na celu osłonę konwojów z Malty do Aleksandrii. Wzięła w niej udział prawie cała Flota Śródziemnomorska i przerodziła się ona w Bitwę koło przylądka Stilo (w literaturze ang. nazywana Bitwą pod Kalabrią). Sydney opuścił Aleksandrię 7.07 około 22 w trakcie włoskiego nalotu. Następnego dnia rano okręty brytyjskie zostały wykryte i lotnictwo włoskie rozpoczęło naloty, które nie przyniosło żadnych trafień. W tym samym czasie flota włoska, po odstawieniu konwoju do Benghazi, zaczęła płynąć w kierunku sił brytyjskich. Została ona wykryta przez brytyjską łódź podwodną. Obie strony chciały walczyć i do spotkania doszło 9.07 około 15. Sydney razem z pozostałymi krążownikami znajdował się na przedzie formacji. W początkowej fazie bitwy walczył lekkimi, a w późniejszej z ciężkimi krążownikami. Nie został trafiony ani nie uzyskał trafień. Bitwa pozostała nierozstrzygnięta. Brytyjczycy dotarli do Malty nad ranem następnego dnia. W trakcie drogi powrotnej Sydney był wielokrotnie celem włoskiego lotnictwa. Nalotów było tak dużo, że na okręcie skończyła się ostra amunicja do dział 102mm i musiano korzystać z ćwiczebnej. Kilku ludzi zostało lekko rannych. Sydney powrócił do Aleksandrii 13.07. Przeprowadzono na nim czyszczenie kotłów i kadłuba, a na polecenie kapitana załoga wygospodarowała miejsce na dodatkowe 200 sztuk amunicji 102mm, pozbywając się m.in ćwiczebnych głowic torped.


Po wakacjach wróciłem do klejenia. Na początek czekała mnie niemiła niespodzianka. Kadłub Sydneya leżał sobie na biurku, a wycinanka, razem z wydrukowanymi przeze mnie pokładami była schowana. Moje wydrukowane pokłady wypłowiały. Mocno. Może jednak nie powinienem zawsze kupować najtańszych tuszy-zamienników :D  Początkowo nie wiedziałem co z tym zrobić, ale szybko wpadłem na rozwiązanie - kadłub odłożyłem na regał z dala od słońca, a na słońcu położyłem wydrukowane pokłady. Po 2 miesiącach były gotowe. W sumie taki wypłowiały pokład nawet lepiej pasuje :D  W tym czasie nie próżnowałem, ale kleiłem rożne drobne elementy - pudełka, wywietrzniki, reflektory itp. Większych problemów z nimi nie było, jedynie stanowisko kontroli ognia miało 2 części zaprojektowane trochę odwrotnie, ale dało się to łatwo naprawić.



Dalej zająłem się nadbudówką rufową. Była dobrze spasowana, jedyne na co mogę narzekać to rozrzucenie części po arkuszach przez co czasem ciężko je znaleźć, i to że kamuflaż się trochę chyba nie zgrywa.



Teraz skleję jedną z nadbudówek śródokręcia z katapultą i Walrusem.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
16-10-22 20:21  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

18.07 Sydney wypłynął na patrol u wybrzeży Grecji razem z 5 niszczycielami, gdzie zespół miał przechwytywać włoską żeglugę i zwalczać okręty podwodne. W tym samym czasie 2 włoskie lekkie krążowniki płynęły na wody Grecji w celu przechwycenia alianckiej żeglugi.

Spotkanie zespołu włoskiego z brytyjskimi niszczycielami nastąpiło 19.07 około 7.20. W tym czasie Sydney przebywał około 35 mil na północny wschód. Brytyjskie niszczyciele zaczęły się wycofywać w jego kierunku a sam Sydney zwiększył prędkość i płynął im na spotkanie. Włosi ostrzeliwali niszczyciele kiedy tylko były widoczne, ale nie uzyskali trafień. Sydney dostrzegł Włochów około 8:20 i otworzył ogień 10 minut później osiągając całkowite zaskoczenie. Włosi po kilku minutach odpowiedzieli, ale ich ogień był niecelny. O 8:34 Bande Nere został trafiony w komin i hangar i zaczął się wycofywać. Alianckie okręty podjęły pościg.

Przez następne 40 minut Sydney ostrzeliwał włoskie krążowniki na zmianę, zależnie od tego który był widoczny przez zasłonę dymną. Około 9:20 Sydny otrzymał trafienie w komin, ale obyło się bez poważniejszych uszkodzeń, jeden marynarz został ranny. Odłamki uszkodziły reflektor, katapultę i część łodzi okrętowych. Mniej więcej w tym samym czasie dwa pociski z Sydneya trafiły w Bartolomeo Colleoni. Jeden zaciął ster a drugi trafił w rufową kotłownię, uszkadzając też przednią maszynownię i odcinając dopływ prądu do wież. Przypieczętowało to los okrętu. Drugi krążownik po chwili niezdecydowania kontynuował wycofywanie się. Sydney kontynuował ostrzał Coleoni, niszczyciele również zaczęły do niego strzelać. O 9:30 kapitan Novaro wydał rozkaz opuszczenia okrętu. Bande Nere kontynuował ostrzał Sydneya, ale był nieskuteczny. Coleoni został dobity torpedami niszczycieli i zatonął około 10:00. Część z niszczycieli pozostała aby podjąć rozbitków, pozostałe z Sydneyem kontynuowały pościg.

Sydney trafił Bande Nere w okolice rufy powodując pewne uszkodzenia a niedługo później zawiódł zawór zabezpieczający jednego z kotłów, co spowodowało że Włoch zmniejszył prędkość. Z drugiej strony Sydneyowi kończyła się amunicja w dziobowych wieżach. Mimo uszkodzeń załodze Bande Nere udało się zwiększyć prędkość i około 10:20 Sydney zaprzestał pościgu. W sumie w dziobowych wieżach Sydneya pozostało 10 pocisków CPBC. O 10:30 pojawił się też włoski samolot zwiadowczy który podjął nieudaną próbę bombardowania. Niedługo później kapitan Collins rozkazał powrót do Aleksandrii. O 15 Sydney zmienił kurs aby pomóc niszczycielowi Havock, który ratując rozbitków pozostał z tyłu i był kilkukrotnie atakowany przez włoskie lotnictwo, a pobliskie wybuchy bomb spowodowały zalanie jednej z kotłowni i zmniejszenie prędkości. Sydney razem z dwoma niszczycielami eskortował go do nocy. Sydney powrócił do Aleksandrii o 10:30 20.07, witany owacyjnie przez resztę floty śródziemnomorskiej. Sukces Sydneya znacznie podreperował morale floty i był szeroko wykorzystywany w celach propagandowych.

Nadbudówka z katapultą i Walrusem skończona. Sama nadbudówka poszła bez problemów. Niestety drabinki są na niej nadrukowane, ale nakleję na nie lasery lub fototrawki - będą trochę lepiej wyglądać. Katapultę sporo uplastyczniłem na podstawie schematów w Profilach Morskich. Dzięki temu nie jest kompletnie pusta.

Potem zabrałem się za Walrusa. Tutaj było dużo gorzej. Największym problemem była główna bryła kadłuba. Jej połówki nie miały zaznaczonych linii zgięcia i nie ważne jak je wyginałem zawsze zostawała jakaś szpara. Udało mi się ją częściowo zamaskować retuszem, ale jak ktoś wie gdzie patrzeć jest widoczna. Myślałem czy nie zrobić prostego wnętrza kabiny, ale paradoksalnie część reprezentująca oszklenie była jedną z 2 części dzięki którym mogłem w jakikolwiek sposób ustalić geometrię tego czegoś. Pływaki też były straszliwie dziwnie rozwinięte. Każdy składa się z 2 części które u mnie do siebie nie pasowały. Szlifowałem je tak długo, aż zaczęły. Reszta samolotu poszła całkiem nieźle, choć nie jestem pewien geometrii skrzydeł. Zdjęcia i rysunki Walrusa tylko bardziej zagmatwały sprawę w moich oczach, ale nie jestem samolociarzem :) Od siebie dodałem trochę drutów a skrzydłom próbowałem nadać profil wklejając w nie paski tektury, ale chyba to nie wyszło.



Dalej idą kominy i dźwig.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
22-11-22 19:43  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

Na kolejną akcję Sydney wypłynął 27.07 razem z dużą częścią Floty Śródziemnomorskiej. Jej celem była ochrona konwoju AS2 zmierzającego z portów Morza Egejskiego do Egiptu, a właściwie ściągnięcie na siebie uwagi Włochów żeby konwój mógł przejść nie niepokojony. Tego samego dnia włoski samolot zwiadowczy wykrył flotę i o 17 rozpoczął się nalot bombowy. Sydney nie otrzymał bezpośrednich trafień, ale kilka bomb spadło do wody bardzo blisko niego i odłamki raniły 4 marynarzy. Nad ranem następnego dnia flota napotkała konwój, a Sydney razem z krążownikiem Neptune dostały polecenie przechwycenia i zatopienia greckiego tankowca transportującego paliwo lotnicze dla włoskich sił stacjonujących na Dodekanezie. Krążowniki były atakowane przez włoskie lotnictwo ale ponownie dopisało im szczęście i nie otrzymały trafień. Wieczorem tego samego dnia zlokalizowały i zatopiły wspomniany statek. Krążowniki osiągnęły Aleksandrię o 11:30 29.07.

Kolejną operacją była MA9, w której to Flota Śródziemnomorska miała odciągnąć uwagę Włochów od dostarczenia samolotów na Maltę przez Force H z Gibraltaru. Sydney był częścią zespołu 3 krążowników i 3 niszczycieli które miały przeprowadzić patrol u wybrzeży Grecji. Wypłynął z Aleksandrii 31.07 o 5:30 i już wieczorem tego samego dnia dostał się pod silne bombardowanie włoskiego lotnictwa. Ponownie obyło się bez trafień, choć paru członków załogi doświadczyło załamania nerwowego. Operacja początkowo miała trwać do 3.08 ale została skrócona o 1 dzień ze względu na awarię skraplaczy na HMS Malaya. Mimo to zakończyła się sukcesem, samoloty dotarły na Maltę a zespół wrócił do Aleksandrii wieczorem 2.08.

12.08, razem z krążownikiem Neptune i 4 niszczycielami, Sydney wypłynął na patrol wód wzdłuż wybrzeża Libii a następnie Krety. Nie napotkano żadnego przeciwnika poza jednym (nieskutecznym) atakiem torpedowym włoskiej łodzi podwodnej na HMS Neptune. W nocy z 13 na 14.08 okręty wróciły do Aleksandrii. 23 i 24.08 osłaniał kanonierkę i niszczyciele biorące udział w ostrzale libijskich portów, ale sam nie napotkał przeciwnika i nie brał udziału w ostrzale. Częste były naloty na Aleksandrię, zrzucające zarówno bomby jak i miny magnetyczne, dla Sydneya wciąż dopisywało wojenne szczęście.

W kolejną większą akcję wypłynął 30.08 rano. Operacja "Hats" miała na celu eskortę sił mających wzmocnić Flotę Śródziemnomorską (m.in. Valiant i Illustrious). Do Malty siły te miały być eskortowane przez Force H. Niejako przy okazji na Maltę z Aleksandrii wysłano też konwój MF2. Podróż do Malty minęła bez napotkania przeciwnika (flota włoska wyszła w morze ale do spotkania nie doszło) i 2.09 flota dotarła na Maltę i spotkała się z posiłkami. Tego dnia była też bombardowana przez włoskie lotnictwo, ponownie nieskutecznie. W nocy rozpoczął się powrót do Aleksandrii. Po drodze adm. Cunningham postanowił użyć swoich już 2 lotniskowców (Eagle i Illustrious) do zbombardowania lotnisk na Rodos. W tym czasie Sydney działając w zespole krążowników i niszczycieli miał ostrzelać bazę samolotów zwiadowczych znajdującą się na pobliskiej wysepce. Korzystając z drewna i płótna załoga nieco upodobniła Sydneya do krążownika typu Condotierii. Podstęp zadziałał i Sydney razem z niszczycielem Ilex zbliżył się do wyspy. 2 patrolujące ścigacze torpedowe nie przejrzały podstępu mimo odległości mniejszej niż 2 kilometry. W momencie otwarcia ognia przez Sydneya, po 6 rano 4.09, zostały zniszczone ogniem niszczyciela i dział 102mm Sydneya. Bombardowanie trwało do 6:45 i było kierowane przez okrętowy samolot. Sydney powrócił do reszty floty około 9, choć początkowo jego przebranie zmyliło też Brytyjczyków. Flota osiągnęła Aleksandię nad ranem 5.09, nieskutecznie bombardowana przez Włochów. Bombardowanie włoskich baz lotniczych okazało się potem tylko częściowo skuteczne.

8.09 Sydney trafił do suchego doku. Już jakiś czas wcześniej wiedziano o kiepskim stanie jego steru i łożysk śrub. Remont zakończono 19.09, przez co Sydney przegapił początek włoskiej inwazji na Egipt. 24.09 wypłynął jako daleka osłona okrętu przechwytującego francuski motorowiec, nie napotkał przeciwnika i następnego dnia wrócił do Aleksandrii. W kolejną akcję wypłynął tuż po północy 29.09 razem z większością floty jako osłona konwoju do Malty. Tego dnia konwój był kilkukrotnie nieskutecznie atakowany przez włoskie lotnictwo. Następnego dnia rano samoloty zwiadowcze wykryły włoski zespół nawodny 80 mil od konwoju, ale do spotkania nie doszło. Wieczorem konwój dotarł na Maltę. W nocy po wyładowaniu zapasów i żołnierzy wyruszono w drogę powrotną. Wieczorem 1.10, jeszcze w drodze, Sydney razem z Orionem dostały rozkaz przeprowadzenia kolejnego patrolu Morza Egejskiego i bombardowania wyspy Stampalia, gdzie znajdowała się ufortyfikowana włoska baza lotnictwa i sił nawodnych. Po skontrolowaniu kilku statków handlowych bombardowanie przeprowadzono tuż przed północą 2.10. Do Aleksandrii okręty wróciły wieczorem następnego dnia, nie napotykając przeciwnika. Samo bombardowanie również nie było szczególnie skuteczne. Dwa dni później zamontowano za okręcie kabel demagnetyzacyjny.


Kominy i małe nadbudówki pod nimi skleiłem w zasadzie bez problemów. Wszystko pasowało choć miejscami instrukcja była trochę niejasna. Kominy nie mają odciągów. Początkowo myślałem że to niedopatrzenie modelu i Profili Morskich, ale jak przejrzałem zdjęcia to na żadnym ich nie zauważyłem więc chyba tak rzeczywiście było.

Za to dźwig sprawiał problemy. W wycinance, a przez to też na laserach i blaszce, górna (wierzchnia) część kratownicy była zdecydowanie zbyt długa. Musiałem ją rozciąć w połowie i skrócić. Przez to musiałem też nieco przerobić parę innych elementów. Na podstawie planów dołożyłem kilka części i przeprowadziłem liny w sposób który wydaje się być przynajmniej do pewnego stopnia sensowny. Skleiłem też podstawę pod reflektory znajdującą się przy kominie. Części z blachy nie miały zaznaczonej linii gięcia i musiałem użyć imadła i młotka żeby je uformować. Wyszło nieźle choć widać niedostatki. Mam wrażenie że ta kratownica pod spodem jest trochę za duża. Pomazałem też 1 część z kartonu farbą, ale na żywo tego nie widać, więc nie robiłem już drugiej.



Kolejnym elementem będzie nadbudówka dziobowa.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
23-11-22 19:06  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

W sumie trochę racja, pewnie takie były tylko świeżo po zbudowaniu :)
W wycinance te części były szare. Dodatkowo po pomalowaniu ich na czarno nie byłoby ich widać. Chyba je zostawię tak jak jest.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
25-11-22 21:08  Odp: [R] HMAS Sydney 1:200 (Bumażnoje Modelowanie 117)
pikowski 



Na Forum:
Relacje w toku - 1
Relacje z galerią - 12
Galerie - 1
 

żółtodziób:
Dzięki za informacje. W następnych Walrusach na innych okrętach postaram się o tym pamiętać. Przed jego sklejeniem oglądąłem sporo zdjęć i schematów w internecie i o ile na większości skos był taki sam to na niektórych wydawało mi się że jest inny i przyjąłem, że to jakaś nieco inna wersja samolotu. Pewnie to było jakieś złudzenie optyczne. Niestety na samolotach się mało znam, może poszukam kiedyś jakiejś książki o Walrusach.

Tomasz, Wojtek:
Dzięki :)

Ostatnio naskrobałem spory post o tym jak robię relingi na sąsiednim forum. Przekleję tutaj jego treść:

Otwory pod słupki wiercę możliwie wcześnie, najlepiej po podklejeniu części a przed jej wycięciem (jeśli szkielet nie przewidywał podklejki) lub po podklejeniu wyciętej części laserem. Robię to wiertłem 0,4mm, bo mniejsze bardzo szybko łamię, 0,3-0,35mm pewnie byłoby lepsze. Sam reling robię od razu po sklejeniu głównej bryły, jak na nadbudówce nie ma żadnych elementów.

Słupki są z drutu mosiężnego (może też być stalowy) średnicy 0,25mm. Wycinam je z zapasem (słupek powinien mieć 5-6mm wysokości, więc wycinam kawałki 8-10mm), skalpelem na metalowej linijce (w przypadku stalowego cążki mogą być potrzebne) a końcówki trochę szlifuję na pilniku/papierze ściernym, żeby były płaskie. Przetaczam je pomiędzy 2 linijkami metalowymi żeby być pewnym, że są proste.

Mam przygotowany wzornik z tektury do odmierzania wysokości (zdjęcie poniżej). 1 końcówkę słupka zamaczam w cyjanoakrylu (takim średnio-gęstym, po wylaniu małej porcji z tubki czekam ze 2 minuty zanim zacznę kleić) i przy pomocy pęsety i wzornika staram się prosto i równo przykleić słupki. Jak przykleję wszystkie przyglądam się im i poprawiam te które są krzywo doginając je do pionu.

Proste poprzeczki robię z drutu mosiężnego 0,15mm. Mierzę linijką każdy odcinek, dodaję 1-2mm przy cięciu drutu i przetaczam pomiędzy metalowymi linijkami. Potem przykładam do słupków i docinam aż będę miał dobrą długość. Grubość słupków daje trochę ponad 0,5mm marginesu pomyłki, co wbrew pozorom wystarcza. Końcówki poprzeczki zamaczam w cyjanoakrylu i przyklejam górną poprzeczkę łapiąc pierwszy i ostatni słupek (ten krok jest najtrudniejszy). Następnie tak samo robię z dolnymi poprzeczkami. Potem łapię środkowe słupki na małe ilości cyjanoakrylu nakładane szpilką. Pozwala mi to je dogiąć gdyby coś było nierówno.

Krótkie, zaokrąglone fragmenty mające sporo słupków (jak tutaj na podstawie do km-ów) zaczynam tak samo, ale poprzeczki robię z drutu miedzianego 0,15mm. Można go łatwo uformować na dowolnym okrągłym przedmiocie (skalpel, słoiczek z farbą, tubka kleju...). Najlepiej tak, żeby był troszeczkę bardziej "rozwarty" od tego co jest potrzebne. Trudniej jest tutaj zmierzyć długość, więc zazwyczaj daję z zapasem. Nakładam cyjanoakryl na końcówki 2-3 kolejnych słupków i staram się złapać poręcz (dobrze jest część trzymać bokiem, łatwiej jest wtedy poręcz równo położyć). Potem delikatnie doginam do kolejnych słupków na które nakładam cyjanoakryl, a na koniec odcinam naddatek.

Dla kompletu: przy bardzo długich odcinkach (czyli reling dookoła pokładu) oraz mniej zaokrąglonych na których jest mniej słupków poprzeczki robię z żyłki 0,14-0,16mm. Wycinam odcinek z zapasem, nakładam klej na końcówki kilku pierwszych słupków, kładę część na bok (jeśli się da) i staram się chwycić 2-4 pierwszych słupków. Niestety rzadko się udaje za pierwszym razem, ale za 2-3 powinno chwycić. Potem przyklejam porcjami po 4-8 słupków (im prostszy odcinek tym więcej można naraz). Po przyklejeniu dłuższego fragmentu weryfikuję czy wszystkie słupki chwyciły i poprawiam jak trzeba (zazwyczaj wystarczy spojrzeć z góry czy słupek dotyka żyłki). Sprawdzam też czy słupki są proste, ale jak już się chwyci pierwsze 6-8 to całość staje się dość stabilna i zazwyczaj nie ma z tym problemu. W razie czego można oderwać fragment i przykleić jeszcze raz, choć raczej nie więcej bo potem zostają grudki cyjanoakrylu. Na koniec odcinam nadmiar żyłki.

Maluję najpierw poprzeczki a potem słupki. Farbę (używam Vallejo) trochę rozcieńczam, chyba że akurat sama w sobie jest rzadsza. Trzeba uważać malując słupki przy pokładzie, to tego trzeba mieć dobry, ostry, mały pędzel, ale nie jest to mocno trudne. Jak trzeba nakładam 2 warstwy.

Druty można kupić w rożnych sklepach modelarskich (Kartonowa Kolekcja, Model-Hobby, GPM...). Wzornik do słupków:


zablo1978:
Dzięki za zdjęcia, chyba zostawię te elementy w kominie takie jakie teraz są - srebrne by się za bardzo wyróżniały.

Post zmieniony (25-11-22 21:10)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek