FORUM MODELARZY KARTONOWYCH   
Regulamin i rejestracja regulamin forum  jak wstawiac grafike, linki itp do wiadomosci grafika i linki w postach

FORUM GŁÓWNE
Modele kartonowe, ich budowa, technika, problemy, recenzje, nowości oraz wszystkie tematy związane z Naszym Hobby :-)


Projekt Grupowy:  50 lat Małego Modelarza  
Na tapecie:  Akcja sprzątania forum. W czynie społecznym, bez nagród i medali :>  
Na tapecie:  Projekt 50 lat Małego Modelarza - apel o uzupełnienie brakujących zdjęć.  


 Działy  |  Tematy/Start  |  Nowy temat  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Widok ze stronicowaniem  |  Zaloguj się   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
20-01-17 16:28  [R] Żaglowy "Mercury" (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Dzień dobry.

Jakiś czas temu rozpocząłem taki modelik. Początkowo nie zakładałem relacji, bo ten obiekt jest dość popularny na forach. Ba, jest tak popularny, że i mnie się opatrzył i nie byłem nawet pewny, czy chcę go tak do końca z nim działać. Brak żagli na Santa Leocadii bardzo pragnąłem jednak nadrobić.




Teraz, rozpoczęcia budowy nie żałuję, a w miarę postępów, cieszę się nią coraz bardziej. Wiele elementów w stosunku do Leosi powstaje szybciej i łatwiej. Napotykam też na pewne szczególiki (mówiąc inaczej - nie wiem, jak niektóre elementy zrobić, bądź będę je robił po raz pierwszy) i chętnie również o nich porozmawiam.

Kadłub powstawał do pewnego czasu dość standardowo i wg instrukcji budowy.



Pierwsze eksperymenty zaczęły się natomiast podczas przyklejania poszycie „właściwego”.



Kombinowałem wtedy z różnymi kolorami, którymi malowałem kolejne paski kartonu, aby nie robić takiego mocno żółtego, jaki był zaproponowany w wycinance. Ostatecznie, kolor na burtach jest dość jasny. Być może nawet trochę za jasny, ale to był chyba najlepszy ze wszystkich próbowanych.



Zmieniłem też pokład, choć wyłącznie z tego powodu, że wycinankowy nie pasował do malowanego poszycia. W efekcie wyszło takie coś. Na zdjęciu pokład dziobowy nie jest jeszcze przyklejony, stąd widoczna szpara.




Pozdrawiam

Post zmieniony (29-09-17 17:38)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-01-17 16:37  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Jako, że budowa trwa już jakiś czas, to od razu odcinek drugi, acz na razie ostatni.

Spodobało mi się to białe dno, jednak z tego, co udało mi się gdzieś wyczytać i wg tego, co proponuje wycinanka, na tym modeliku dno powinno być jednak pokryte miedzią. Pamiętając, w jaki sposób robiłem to na Santa Leocadii, obawiałem się powtórki. Jednak pooglądałem pracę wyjadaczy na Kodze i postanowiłem spróbować jeszcze raz.
Taśmę pociąłem na równe odcinki za pomocą onego "narzędzia pomiarowego":



Następnie też prościzna - odklejanie taśmy i przyklejanie blaszki. Oklejałem na kadłubie w kierunkach od dołu do góry i od rufy do dziobu, uwzględniając zakładki. Robótka naprawdę łatwa, szybka i efektowna.



Na koniec przegózdkowałem poszycie za pomocą piłki do wiertarki ręcznej. Przepraszam za nieco folklorystyczne tło na zdjęciu - czasem łapię coś "na roboczo".





Teraz zacząłem pracować nad odciągami. Jak widać w modelu pojawiły się pierwsze elementy drewniane – jufersy. To też pierwszy model, na którym próbuję tego rozwiązania i nie ukrywam, że bardzo mi się te jufersy podobają, choć chyba mogłem wybrać mniejsze o 1 mm w średnicy. Sposoby wiązania i mocowanie odciągów na razie testuję, ale jeśli ktoś ma jakieś fajne pomysły na ten element, chętnie przygarnę porady.

No fotkach widać już pierwsze armatki i gretingi - i jedne i drugie wykonałem z papieru, ale większy opis będzie przy pracach "pokładowych".




Pozdrawiam

Post zmieniony (01-07-17 08:20)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
21-01-17 21:05  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej,
jufersy są produkcji dwóch firm - te większe - 5 mm to Amati, te mniejsze - 3 mm to OcCre (choć te mają raczej pełną średnicę równą 4 mm). Jeśli dobrze pamiętam, są z bukszpanu. Nic nie trzeba w nich poprawiać - przewiercone, gładziutkie - miodzio...

Zamawiałem tutaj: http://www.modelnet.pl/akcesoria-szkutnicze/bloczki-i-jufersy, ale chyba jest jeszcze kilka sklepów oferujących takie akcesoria.

Jeśli chodzi o nagle, to nie szukałem takich, ale tak szczerze mówiąc, nie rzuciło mi się w oczy nic podobnego do 1:96/100.

Pozdrawiam

--

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
10-03-17 15:02  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Dzień dobry,
na dobry początek detal okrętowy zamontowany na tzw. szczęście.



Główny temat to jednak odciągi jufersów.
Mocowanie jufersów zrobiłem za pomocą drucika 0,3 mm. Owinięcie powinno być grubości ławy wantowej, ale wychodziło to różnie:).
Po owinięciu jufersa, zrobiłem na igle „oczko” i odciąłem końcówki. Tak związany jufers zamocowałem do ławy wantowej. Nie jest to zrobione zgodnie z zasadami sztuki, ale chciałem, żeby taki jufers wytrzymał późniejszy naciąg wanty. Czy się uda - to jeszcze zobaczymy.



Następnie przygotowałem odciągi. Taki sam drut co na jufersie, owinąłem na plastikowym „szablonie” i poodcinałem.



Teraz pierwszy z najtrudniejszych momentów. Zamocowanie pierwszej owijki do oczka jufersa. Stopień trudności rośnie wprost proporcjonalnie do zwiększenia trzęsawki rąk.



Gdy już to jest gotowe, czas na drugi z najtrudniejszych momentów. Montowanie drugiej części odciągu. Tu używam kropelki gęstego ca w żelu.



Aby zakryć niezbyt ładne połączenie, wybiłem igłą z czarnego kartonu okrąglaki i przykleiłem na kropelkę – tym razem wikolu. Również wikolem zrobiłem łebek gwoździa. Łebek pomalowałem srebrną farbką.



Jeśli są zamontowane wszystkie jufersy, można „zakryć” ławę wantową. Całość prezentuje się tak.



I na koniec widoczki ogólne.



Pozdrawiam

Post zmieniony (10-03-17 15:02)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
11-03-17 10:00  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

ANDR7EJ - fajnie, że się podoba, choć mnie i tak bardziej podobają mi się Twoje odciągi na LBP:) Próbowałem robić z takich cieniutkich pasków jak Ty, ale nie dałem rady:).

Endrju - na pewno ta "podkowa" jest na szczęście temu modelu:).
Co do oryginalnego przeznaczenia, to niestety go nie znam. Na rufie też jest taki czarny, choć nie w kształcie podkowy element, więc może były to po postu jakieś wzmocnienia tych części kadłuba?

Dzięki za uwagi. Te odciągi to był element, który dał mi w kość i myślę sobie jeszcze, jakby go zrobić jednak nieco inaczej w następnym modelu. Jak coś wymyślę, to dam znać:)

Pozdrawiam

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
29-03-17 19:24  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej,
witam Kartonowe Dinozaury na pokładzie!

Cieszę się, że się podoba. Ja chciałbym trochę lepiej, ale spokojnie - nie dziś, to może jutro się uda:)

Dziś fotki z wykonania artylerii.

Cyknąłem zdjęć, że do zanudzenia, więc warstwę literacką pozwolę sobie dla Waszego dobra pominąć:) Acz, jeśli są pytania - zapraszam do ich zadawania. Jeśli tylko będę umiał - odpowiem. Jeśli nie będę umiał, odpowiem, że nie umiem:).

Harmaty zrobione w sumie tak, jak na Leosi. Podsumowanie jest jedno - następnym razem chyba spróbuję odlewania:).



Do harmat przygotowałem lawety i połączyłem w artyleryjską całość.



I całość zamontowana na pokładzie.




Męczą mnie jednak te gretingi - przemalowałem je z jasnych, ale słabo to wyszło. Ich ponowne wykonanie będzie zapewne następnym punktem budowy.

Pozdrawiam

Post zmieniony (01-07-17 08:21)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
30-03-17 20:21  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej,

ANDR7EJU - farba to Tamiya Acrylic X -33. To taka śmiszna farba, bo ona to niby jest "bronze", ale w rzeczywistości jest tak ciemna, że właściwie prawie czarna - jak na foci.

Petrov - to wszystko jest do zrobienia i Ty o tym doskonale wiesz:).

Pozdrawiam

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-04-17 19:18  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Piękne i duże fregaty ANDR7EJA i Petrova powstają na forum. Ich mniejszy „braciszek” przechodzi w tym czasie trudne chwile:).

Wymienione zostały pokłady. Przy dotychczasowych przekombinowałem z brudzeniem, co tu po prostu nie pasuje.
Została z nich zatem kupka papieru, a nowe zrobiłem przez nacinanie kolejnych kawałków tektury, czernienie ich krawędzi pisakiem i przyklejenie do podkładu.
Na koniec przetarłem całość drobnym papierem ściernym, dzięki czemu pokład się rozjaśnił.



Taki pokład zrobił się bardzo szybko, więc po dwóch wieczorkach było już tak:



Wymiana głównego pokładu miała jeszcze jedną zaletę.
Usunięte zostały bowiem takie dziwne wsporniki przy nadburciach, które Shipyard daje chyba tylko po to, aby można było do nich przykleić nadburcie.
Dziury powstałe po tych wspornikach zakryte zostały nowymi nadburciami.
Wymiany pokładów nie przeżyły gretingi, ale strata była nieduża.
Ich kratownice zostały zrobione od nowa.



Bardzo mi się spodobały, ale fatalnie je obudowałem na pokładzie.
Na żywo to jakoś wyglądało, ale po zrobieniu fotek, dotychczasowe zadowolenie uleciało jak sen jaki złoty. Niestety gretingi zostały zamontowane tak solidnie, że ich wyrwanie nie wchodziło w grę bez ponownej wymiany pokładu:).



Uznałem, że to już byłoby jednak zbyt dużo. W sklepie dla plastyków zakupiłem kilka „drewnopodobnych” w kolorze kartek kartonu i po wyborze tego koloru, który wydawał mi się najbardziej pasować do burt, zrobiłem kratownice gretingów na nowo. Sposób ich wykonania, nie jest specjalnie odkrywczy. Wydawało mi się co prawda na początku, że coś tu wymyśliłem, ale Seahorse przypomniał mi wtedy inną „starą” relację, w której jest to robione mnie więcej podobnie.

Metoda polega na nacinaniu dwóch elementów jak poniżej. Pomaga w tym nałożenie papieru milimetrowego. Nie naklejam go na wycinanych elementach, bo gretingów nie maluję i nie chcę, aby było widać białe krawędzie tego papieru w kratkach przyszłego gretingu.



Następnie dwa elementy naklejamy w krateczkę. Jak widać, paski w górnym elemencie nie są całkowicie odcięte. W sumie mogą być, ale jeśli zostaną tylko odgięte, wygodniej jest je później naklejać, o czym za chwilę.



Wycinamy to, co w kratce niepotrzebne, aby uzyskać "grzebień".



I ostatni element – te odgięte paseczki z górnego elementu naklejamy w powstałe wcześniej szczelinki.



Po wyschnięciu całości, strzyżemy krateczkę do odpowiedniego rozmiaru.
Metoda jest całkiem sympatyczna w wykonaniu, a przy tym jest dosyć „szybka”.
Obudowy wcześniejszych gretingów też okleiłem na nowo i ostatecznie wyszło tak:



Jak widać na fotkach, zaczyna się na nowo mocowanie armat, ale o tym w następnej części, bo ta już jest i tak dość długa:).

Pozdrawiam, zwłaszcza twardzieli, którzy przedarli się przez cały wpis:)

Post zmieniony (01-07-17 08:22)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
03-05-17 16:46  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Cieszę się, że wykonywanie po raz kolejny tych samych elementów nazywacie zdrowiem i zacięciem, a nie inaczej, bo inaczej też można:).
Seahorse – kulki utoczyłem z łańcuszka, tego samego, który wykorzystałem przy harmatach. Nie mam niestety pojęcia, skąd go mam. Tzn. wiem, że z szuflady córy:), ale wcześniej to już nie pamiętam skąd się tam wziął. Generalnie szukałbym gdzieś w jakichś akcesoriach dla dzieci. Jak jeszcze coś takiego znajdę, to dam na pewno znać.

ANDR7EJ – ładnie ją określiłeś – taka właśnie jasna ona. Wymusza to trochę kombinowania z kolorami innych elementów i obecnie właściwie wyklucza większe „starzenie”. Z drugiej strony nie chciałbym jednak zrobić takiego „sterylnego” modelu. No ale mam nadzieję, że liny i maszty zrobią swoje i dodadzą do modelu odpowiedniego stopnia „zużycia”.

Lepic – będę się cieszył, jeśli komuś to pomoże, więc działaj. Robótka to naprawdę przyjemna. Gdy zacząłem ją stosować, przestałem „nie lubić” gretingów:). To, co możnaby poprawić, to zrobić je z grubszego kartonu. Tyle, że taki mi się rozwarstwiał przy rozcinaniu grzebienia i cała robota szła w…. kosz.

W armatkach zmieniłem bloczki przymocowane do lawet z pojedynczych na podwójne, co pozwoliło mi inaczej przywiązać je do pokładu. W sumie nie wiem, czy widać wielką różnicę, ale jakoś mi z tym teraz lepiej. Wiem, że fotki jakby podobne do tych z poprzedniej strony, ale jednak inne:).



Przez dwa tygodnie walczyłem z kręceniem linek różnego pochodzenia, splotu i koloru. Na razie trwałym tego efektem jest ukręcenie 40 cm liny kotwicznej. Z jednej strony mało (tzn. na linę kotwiczną wystarczy, ale przydałoby się mieć jeszcze coś poza nią), z drugiej – cieszę się, że coś się wreszcie w tym temacie udało i to drugie na razie przeważa.

Lina wyszła chyba ciut – ciut za gruba, ale splot jest dokładnie taki, jakiego chciałem. Lina składa się z 9 linek. Czyli 3 linki kręcone po 3 linki i z tych 3 ukręconych - ukręcona jedna kotwiczna.



Linę przymocowałem do pokładu za pomocą stoperów, a raczej tego, co ma je nieco przypominać. Jak już przy tym jesteśmy, to przefajne jest rozwiązywanie różnych zagadek i szukanie odpowiedzi na pytania, o to, co i jak na żaglowcach działało. Bardzo pomaga mi w tym Seahorse – tzn. ja zadaję pytania, a Seahorse odpowiada:). Dzięki Kolego:). Stopery to jeden z efektów takich dyskusji.

Zachciało mi się jakoś ożywić wyposażenie pokładu. Pyknąłem więc wiaderko, które widać na fotkach. Za duże i nieszczelne do tego. Ale strasznie mi się podoba.

Gdy już zrobiłem to, co wcześniej zepsułem, prace ładnie ruszyły. Przymocowałem górne pokłady, przejścia (tzw. gangways), krawędzie burt. W przejściach przygotowałem otwory pod belki, na których spoczną łodzie.

Czyli wreszcie ruszyło do przodu i pewien etap został nieodwracalnie tym razem zamknięty. Z tej okazji poświętowałem i pocykałem trochę fotek. A jak świętować to świętować - na chwilkę od Mercurego i klejenia zrobię sobie chyba przerwę.




Pozdrawiam

Post zmieniony (01-07-17 08:22)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
16-05-17 21:50  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Za trzymanie kciuków serdecznie dziękuję;).

Zaczął się etap budowania elementów mniej powtarzalnych, przez co robi się coraz ciekawiej i ciaśniej na pokładzie. Gdy dojdą jeszcze kolejne działa, karonady, kołkownice, jakaś szafeczka, to zrobi się gęsto, ale przez to jeszcze fajniej, co może spowodować wystąpienie „efektu wypasu”, o którym ANDR7EJU piszesz:).

Choć, gdy próbuję to porównać z fregatą robioną przez Petrova, to i tak widzę w Mercurym jej mniejszą i uboższą siostrzyczkę:). Mercury jest jednak dużo mniejsza. Petrov zapłaci za to przy harmatach:) (tu usłyszał demoniczny śmiech:)).

Powstał zatem kabestan i koło sterowe …



… oraz komin, kołkownice i dzwonek …



Na koniec dodałem reling, do którego wykorzystałem lekko oszlifowane wykałaczki.



Zrobiło się też bardziej kolorowo, co mnie bardzo cieszy:).



Zanim nadal będę wyposażał pokład kolejnymi drobiazgami, muszę pocisnąć trochę na rufie, ale idzie to nader słabo. Wycinanie okienek w jej lustrze na razie skończyło się niepowodzeniem, więc zdjęć klęski nie będę na razie pokazywał. Poczekam z tym, aż odniosę jakiś sukces:). Ale rufa to duży etap i potrzeba na niego kilka wieczorów raczej dłuższych niż krótszych.

Pozdrawiam

Post zmieniony (01-07-17 08:23)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
27-05-17 18:58  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

El quatro zwane przez niektórych L4 pomogło znaleźć chwilę czasu i wybiło z głowy różnorakie rowerowe ekscesy. Z kolarstwa zostało zatem oglądanie Giro. A do Giro modelowanko jak znalazł:).

Mówiąc inaczej, skończyłem wreszcie rufę. Jakoś ciężko szło, bo dużo tych elementów, a wszystkie jakieś takie trudne i bardzo się cieszę, że to już koniec, w który momentami przestawałem wierzyć:).

Okienka skserowałem na barwionkę, co miało tą zaletę, że - podobnie, jak przy gretingach - nie trzeba było malować/retuszować delikatnych elementów. A i jakby nożyk pojechał za mocno i odciął ramkę okna, to można znowu zrobić ksero i spróbować od nowa. Jakoś udało się jednak wyciąć nawet za pierwszym razem.



Płaskorzeźby próbowałem machnąć z drewna, ale tylko wydawało mi się, że mam do tego dobry materiał.
Zatem, tak jak na Leosi, poprzestałem na modelinie (tej samej co na Czarnym kruku), która w sumie do płaskorzeźb jest nawet fajnym tworzywem.

Lekko wkurzające jest jej ogólne lepienie i ciągnięcie, ale jeśli się ją przyklei wcześniej do jakiegoś papierka, pełniącego rolę „trzymadełka” da się żyć. Powstawały mniej więcej tak:



Nie jest to "Sovereign of the Seas", więc tyle kształtów, co tutaj, da radę bez większych ubytków emocjonalnych zrobić. Troszkę za duże „wyszły” i nieco niewyraźne, ale tak je polubiłem, że je zostawię. Zresztą jak się uda zrobić coś w miarę podobnego do kształtu docelowego, to człek jest tak zadowolony, że ani myśli próbować więcej.

Pojawiła się też tabliczka z nazwą okrętu, stąd na moment na warsztacie zapanowała podniosła cisza:). Prawie, jakby był to koniec budowy. Ale gdzie to jeszcze.

Na razie mała galeria.... rufy:).





Trochę za dużo tego "złota". Powinna być żółć neapolitańska, ale już trudno. Przy tej kolorystyce modelu chyba po prostu tak wygląda lepiej, choć historycznie mniej zgodnie.

Na rufie muszą pojawić się na jeszcze latarnie, ale jeśli teraz je zamocuję, to ich przyszłość jest łatwa do przewidzenia – nie będą miały przyszłości:).

Na fotkachwidać eksperymentalną podstawkę, ale raczej jest do poprawki. Acz zdjęcia robi się na niej fajnie.

Teraz nie wiem co będzie. Za mną trudne rzeczy, przede mną jeszcze trudniejsze, ale coś do przodu prawdopodobnie pójdzie.

Pozdrawiam
Mariusz

Post zmieniony (01-07-17 08:23)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
28-05-17 09:08  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

"... już tylko kilka szmatek..." - dobre ANDR7EJU, dobre:).

Z tym wyposażeniem to było tak, że raz czy dwa faktycznie chciałem położyć modelik na pokładzie, ale jakoś się w porę powstrzymałem:).
Zwłaszcza, gdy próbowałem wyciągać dolną część rufy - ona niestety do końca symetryczna nie jest i musiałem dosztukować taki czarny kawałek.
Na szczęście ten fragment jest mocno pochylony, więc na żywo tak bardzo nie rzuca się w oczy (choć kicha w tym miejscu pozostaje:)).

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
17-06-17 20:31  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Dzięki za dobre słowo:)

Na początek świeżo zakupiony i jeszcze świeżej zrobiony najnowszy model w domu:).
Tak, wiem – nie ma retuszu, ale za to ile młodsza córa – czyli wykonawczyni chatki - miała przy nim radochy! Sam się zdziwiłem:). Bardzo fajny modelik dla dziecka i rodzica – polecam.



A na Mercu? Drobiazgi, drobiazgi, drobiazgi…

Powiązałem trochę lin. Oszukane te zwoje, a oszustwa obnażam na fotkach.



Wiaderka? Jak najbardziej. „Drewniane” z brązowej barwionki, a czarne z czarnej. Przy tych ostatnich, farbka srebrna pojawiła się na koniec i na parę chwil, by można było nią przetrzeć krawędzie wiader.
Ponieważ są to wiadra bardzo ważne, bo jego królewskiej mości (przez co – jak wiadomo – lepsze od innych wiader:)), trzeba było je opatrzyć stosownym znakiem. Znak wycięty został z papieru.



Byczki wyrysowałem sobie na barwionce ołówkiem, a obręcze to paski czarnej, gładkiej bibuły. Dzięki temu, nie trzeba było niczego tu malować.
Część drobiazgów załapała się na zbiorowe zdjęcie przed montażem na pokładzie.



Latarnie wykonałem z papieru oraz gorącego kleju, wlanego do rurki z tworzywa. Właściwie zrobiła to za mnie starsza córa, bo ja nie umiałem:). W ten sposób uzyskałem wkład do latarni.



Wkład okleiłem czarną bibułką. Na koniec doszło oczko do zawieszenia pod belką.
Makro tych detali mnie kompromituje:). Na szczęście, na żywo oglądam model bez użycia lupy.



Na tym pokładzie brakuje tylko pomp, których coś nie mogę znaleźć. Całość zamknąłem belkami. Teraz pokłady górne wyglądają bardzo ubogo, ale nadrobimy i tam.
Świętujemy widoczkami mniej i bardziej ogólnymi:).
I nie patrzymy na to, że w międzyczasie modelik spadł na podłogę i przeturlał się po podłodze gruchocząc ławy wantowe i zamontowane odciągi. Nic to – ciiiiii.








Pozdrawiam

--

Post zmieniony (23-04-18 16:23)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
19-06-17 15:45  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

ANDR7EJU - i do tego kotek ma grzbiet akurat nawet wyretuszowany:).
A gorący klej to naprawdę fajna sprawa. Być może jeszcze pojawi się w tej relacji, o ile dalsze eksperymenta w tej materii zakończą się jakimś sukcesem.

Lepic - Tych elementów wyposażenia, jakie pokazałem wyżej, wycinanka nie przewiduje. Opracowania Shipyardu są fajne jako podstawa, ale jeśli chodzi o wyposażenie, czy olinowanie, to lubię poszukać czegoś więcej.
Dlatego spędziłem wiele miłych chwil, oglądając zdjęcia rewelacyjnych modeli z tej samej - co Mercury - epoki. To głównie te modele były dla mnie zarówno inspiracją, jak i źródłem „wiedzy”.
Oczywiście bazowanie na innych modelach ma swoje minusy, jednak przyjąłem to „ryzyko”.

Seahorse - czujnemu oku Twemu nic w czujności równać się nie może:). Belkę zaiwanili, ale oddali.
A buchty…. tu pacjencja jednak mnie zawiodła. Może przy innym podejściu się uda.

Petrov - ząbki to mogą ze starości wypaść najwyżej. Może tak długo patynowałeś tą LBP, że czas jakoś sam pobiegł szybciej ?:) Bo patynkę strzeliłeś pierwsza klasa.

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
12-08-17 10:43  Odp: [R] Żaglowy Mercury (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Posługując się wokabularzem, napiszę, że powstał ster (karton + taśma miedziana). Trochę emocji było przy jego wieszaniu, ale na fotach na szczęście ciężko to pokazać.



Następnie zamarudziłem trochę na dziobie. Sam greting na kosz dziobowy zrobiłem już wcześniej, wg tej samej metody, wg której powstały gretingi na pokładzie. Teraz użyłem jednak grubszej tektury i jest to chyba lepszy materiał niż tektura cieńsza.



Tak, jak przy wieszaniu steru, tak i przy mocowaniu kosza dziobowego było sporo emocji. Tyle, że przy koszu dziobowym było jeszcze trudniej.



Przy montowaniu „wąsów” przytrzymywanych przez tzw. „shrouds” (czymkolwiek by one nie były:)) zabawiłem się trochę nowym przyrządem. Służył do przytrzymania linki i do owinięcia jej cieńszą nicią.



Na tak cienkich (w tej skali) linkach wystarczyłoby (i może nawet byłoby to ładniejsze) pogrubienie wikolem i czarną farbą. Ale była to raczej próba i przygotowanie do przyszłego owijania want i grubszych lin. Generalnie przyrząd się sprawdza – i jeszcze w tej relacji – jeśli tylko uda się ją dalej prowadzić – na pewno wróci.

Postanowiłem zrobić też siatki, by korzystanie z kibelków położonych na koszu dziobowym było dla załogantów nieco bardziej bezpieczne. Jako że wynalazki typu firanka trochę mi nie leżały, zrobiłem sobie „przyrząd” do utkania takiej siatki. W wielu relacjach są zresztą podobne. Mój jest trochę amatorski – papier milimetrowy naklejony na grubą tekturę, a na to jeszcze taśma klejąca – aby klej wodny, którym będą łączone nitki tworzące siatkę, nie przykleił jej do szablonu. Naciąłem rowki co 2 mm i przełożyłem za ich pomocą linkę na krzyż. Emocje były znowu obecne – przy odcinaniu siatki od szablonu. Myślę, że przy kolejnych siatkach zrobię jednak inny szablon, który będzie ramką.



Na koniec otoczyłem siatkę linką i zamontowałem na kartonowym „słupku” tego siatkowego relingu.





Myślałem, że muszę tych siatek zrobić więcej – uwzględniając siatki na hamaki, które chciałem rozwiesić na burtach śródokręcia. Jednak dzięki informacjom, które w swej uprzejmości przekazał Pan Krzysztof Gerlach, zastąpiłem je pokrowcami, które zakrywały te siatki. Pan Krzysztof przekazał również, że przynajmniej od 1780 r. (Mercurego zwodowano w 1779 r.) zalecano, aby pokrowce te były malowane (uprzednio je smołowano). Przy tym modelu odkrywanie szczegółów elementów, które dorabiam (oczywiście poza satysfakcją płynącą z ich poznawania – a jest to możliwe dzięki życzliwym pasjonatom tematu żaglowych okrętów), powoduje na ogół zwiększenie stopnia komplikacji wykonywanych prac. Jednak tym razem było inaczej, bo wykonanie pokrowców jest oczywiście dużo prostsze niż siatek z hamakami.

Pod pokrowce wykonałem najpierw „stelaż” z tektury, który okleiłem zabarwionym na czarno batystem. Po oklejeniu i wyschnięciu płótna, zrobiłem lekkie przebarwienia na słupkach stelaża.



Ci, którzy robią/mają ten model zauważą w dotychczasowych i przyszłych aktualizacjach zapewne jeszcze kilka różnic w stosunku do tego, co oferuje wycinanka. Oczywiście nie proponuję nikomu iść tą samą drogą, bo ten modelik to trochę własna wycieczka w przeszłość i w wielu, wielu elementach mogę się mylić (teraz już wiem, że w kilku popełniłem błąd na pewno:)).

Tym bardziej dziękuję wszystkim, którzy dzielnie i cierpliwie służą mi pomocą.

Na koniec - tradycyjnie - widoczki ogólne:







Pozdrawiam
Mariusz

--

Post zmieniony (23-04-18 16:24)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
29-09-17 17:49  Odp: [R] Żaglowy "Mercury" (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Dzięki.

Paragraf – co do pokrowców - wysłałem Ci maila na adres z profilu, acz sprawdź proszę, czy doszło, bo nie wiem, czy nie poleciało w kosmos.

Dziś chciałbym się z Wami podzielić efektami wakacyjnej przemiany, jaką przeszedł Mercury.

Kilku Kolegów, których serdecznie pozdrawiam, wspominało, że dotychczasowy kolor burt to nie bardzo itd. Co tu dużo gadać - mieli rację.
Do tego, na tych burtach było tyle warstw farby, że nie dało się i tak na to z bliska patrzeć. Modyfikacje były zatem po prostu potrzebne.

Na początku przemalowałem kadłub powyżej poszycia miedzianego na czarno. Następnie wyciąłem paski papieru z bloku technicznego, pomalowałem je na żółto i przykleiłem do kadłuba. Pewnie z barwionką poszłoby szybciej, ale dzięki malowaniu, ten żółty nie jest taki jednolity, co bardziej mi odpowiada.

W związku z kolorystyczną metamorfozą, musiałem wykonać jeszcze raz ławy wantowe. A na nich – przy okazji – wymieniłem jufersy - na mniejsze. Oczywiście do jufersów musiałem zamontować na nowo odciągi. Starałem się też podkreślić rysunek odbojnic i czarnej dolnej części kadłuba. Nie do końca wyszło tak, jak chciałem, ale raczej tak zostanie, bo to i tak najlepsza wersja z dotychczasowych.

Zatem mnóstwo pracy za nami, ale nowych - nowych elementów bardzo niewiele. Właściwie kilka oczek i klap od furt armatnich.

Chyba jednak warto było wykonać ten remoncik. Żółty Mercury prezentuje się teraz inaczej, bardziej…. klasycznie:).







Od teraz żadnego kroku w tył – tylko do przodu.

Pozdrawiam
Mariusz

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
30-09-17 21:21  Odp: [R] Żaglowy
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej,
dzięki za opinie. Cieszę się, że Wam się podoba.

Seahorse - focie z muzeum? poczucie humoru to jest jedna z tych rzeczy, które u Ciebie bardzo cenię:).

Lepic - jak baba Jaga w tobołku:))) No właśnie mniej więcej tak:).

Ryszard - bardzo ładnie napisałeś - dziękuję, ale poczułem się tu w obowiązku trochę przybliżyć, jak to z tą moją wiedzą szkutniczą naprawdę wygląda. A jest z nią tak, że poszerza ją dopiero budowanie takiego modelu. Powstaje wtedy wiele pytań, na które szuka się odpowiedzi. Na szczęście są prawdziwi znawcy i pasjonaci tematu (ja jestem raczej tym drugim:)), którzy chętnie pomagają. To oni mają wiedzę, którą próbuję potem przekładać na model.

A ta próba zbliżenia się do oryginału to taka droga, która w przypadku budowania historycznych żaglowców - mam wrażenie i pewnie nie tylko ja - nigdy sie nie kończy. Rozmawiałem o Mercurym z prawdziwymi znawcami tematu i wiele kwestii w tym modelu jest takich, które mogłoby wystąpić, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy rzeczywiście tak było, albo - czy występowały jednocześnie w tym samym czasie. Nie zanudzam tu na forum podobnymi szczegółami, bo bym może niewielu będzie to interesowało (biedny Seahorse musi czasem czytać o moich rozterkach i pewnie to może być niełatwe przeżycie:)).

Żeby na przykładzie podać o czym mówię - na dziś jest jedna duża zmiana, którą jeszcze rozważałem, ale już jej nie będę robił. Chodzi o rufowe nadburcie. Raczej powinno ono być relingowe, a nie "pełne", ale tu znowu dostałem od prawdziwego autorytetu w tym temacie 4 wspaniałe rysunki fregat Enterprise i na każdym to nadburcie relingowe wyglądało inaczej! Pozostaje zatem wybór - usuwać to, co jest i zmieniać - ale właściwie na jakie? Które z tych czterech jest tym, które powinno być na Mercurym? Poza tym, takie nadburcie rufowe występowało jednak również i na tych fregatach:). Zatem trochę to jest tak, że mam wrażenie, że im więcej wydaje mi się, że wiem, tym okazuje się mniej wiem:).
Się rozgadałem - przepraszam:). W każdym razie do znawcy mi naprawdę daleko. Ale postaram się te elementy, co do których mam pewność - wykonać jak najlepiej. I kilka smaczków - dla smakoszy - obiecuję:).

ANDR7EJ - dużo dla mnie znaczy Twoja akceptacja zmian na M. - dziękuję! Czekam na aktualizację dwudziestki jedynki:).

--

Post zmieniony (30-09-17 21:21)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
02-10-17 22:03  Odp: [R] Żaglowy
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej,
Co do wypłowienia – tutaj pomocą służyła mi nieoceniona Viltianus. Za jej radą zakupiłem filtr AK Interactive 1461, a do tego white spirita.
Sam filtr jest zbyt biały, więc white spirit ładnie go rozcieńcza. A rozcieńczony, lepiej się nakłada się i osadza w nacięciach, a na tym najbardziej mi zależało.
Po użyciu filtra z white spiritem wyszło jednak trochę blado/jednokolorowo. Próbowałem zatem dodać trochę brązu.
Próbowałem różnych specyfików, ale najlepszy okazał się … rdzawy wash - wiem to heretyckie, ale tylko taki brąz dodał tu odpowiedniego koloru.
Te mikstury wyglądają tak:



Co do tych pokrowców – mogę chyba w sumie napisać i tutaj – choć może bardziej skrótowo. Z tego, co się dowiedziałem, dzięki uprzejmości Pana Krzysztofa - używanie pokrowców na siatkach na hamaki było w ciągu dnia praktyką raczej powszechną (choć na modelach rzadko pokazywaną – można się jedynie domyślać, że głównie ze względów estetycznych).

O tym, że początkowo je smołowano, a potem malowano, już chyba wcześniej pisałem, jednak dla wykonujących modele interesująca jest kwestia kolorów, na jaki je malowano – a tu bywało różnie. Ciekawostką było np. pomalowanie na 74 - działowcu Theseus pokrowców, cyt.: ...we wzór imitujący dodatkowy rząd furt działowych. Czyli na żółto, z czarnymi kwadratami udającymi furty. Choć w tym przypadku była to głównie zasługa jego dowódcy kmdr Ralpha Willet Millera, który objął dowództwo tego okrętu w maju 1797 roku (potem walczył m.in. pod Aboukirem w składzie eskadry Nelsona). Zresztą każdy dowódca miał duży wpływ na kolor okrętu, którym dowodził – czy pokrowców, czy odcienia tego „żółtego” koloru na kadłubach, który oczywiście nie były „tym samym żółtym” na różnych jednostkach. Wracając jeszcze do pokrowców - bywało też tak, że malowano pokrowce wewnątrz jednym kolorem, a na zewnątrz innym. Zatem wariantów jest - jak się okazuje - całkiem sporo i mamy w czym wybierać:).

Trzeba też pamiętać, że na kolory tego, czy innych elementów miały różne panujące „mody”. Na przykład w pierwszej połowie XVIII dla elementów pokładowych podobał się kolor czerwony, ale później stopniowo od niego odchodzono, malując np. koła sterowe, czy kabestan w kontrastujących kolorach – np. białym, co nie znaczy, że elementy te nadal nie mogły pozostawać czerwone😊.

I takie to rozterki:).

Czerwone natomiast były na ogół podstawy karonad – i takie wykonałem dla Mercurego, więc przy okazji, aby post nie pozostał do końca „pusty” jedna focia tych elementów na koniec. Muszę do nich jeszcze dorobić po dwa grubsze oczka, ale o tym już pewnie w następnej aktualizacji.



Pozdrawiam

--

Post zmieniony (23-04-18 16:25)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
16-12-17 15:52  Odp: [R] Żaglowy
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

„Tymczasem w warowni zbójcerzy…”

Kilka postów wyżej pokazałem podstawy karonad. Same karonady zwinąłem tradycyjnie z papierków. Nie „gwintowałem” już tego pręta poziomującego, jeśli mogę go tak niezdarnie nazwać. Tzn. inaczej – gwintowałem, ale coś nie bardzo mi to wyszło, więc została wersja bez gwintowania;). Pocieszam się, że przy takim malowaniu, jakie robię chyba i tak by chyba optycznie „zginął” (ten gwint).



Pomalowane karonady umieściłem na podstawach. Maluję tradycyjnie – najpierw zwykłym czarnym, potem metalizuję jakimś suchym srebrem.



I gotowe zacząłem mocować do pokładu. Z jakiegoś powodu wymyśliłem sobie – inaczej niż w dotychczasowych modelikach – zrobić „prościej” bloczki podwójne.
Efekt jest taki, że obiecuję poprawę i powrót ze źle obranej drogi. Zaiste nie wiem, co za Mariaszkowy diaboł mnie opętał.



Z rzeczy mniejszych – powstały bloczki, zamocowane następnie przy wewnętrznych naburciach oraz kratownice gretingu obok koła sterowego.
Na rufówce znalazł się również mebel zwany noktuzem. Tutaj trochę gimnastyki było. Zmodyfikowałem to, co było w wycinance, „szkląc” obydwie strony mebla. Ułożyłem dwa kompasy po bokach i jedną latarnię pośrodku. Taki wygląd zaczerpnąłem z innego modelu, na którym w wielu elementach się wzoruję. Oczywiście te „kompasy” i „lampa” to mocne nadużycia nazwy.



Jak widać sam mebel uplastyczniłem paseczkami papierku, z których część ściąłem po skosach (podobnie jak kolega Paragraf w swoim modelu). Właściwie grubszych tektur nie umiem ściąć pod kątem prostym, więc z tej ułomności, z lekką poprawką, udało się zrobić zaletę. Te elementy „z fazką” najpierw skleiłem z dwóch warstw barwionki. Fajniejszy efekt by był, gdyby użyć dwóch różnych odcieni brązowego – no, ale na to już za późno wpadłem.

Na koniec umocowałem mebel na pokładzie. Umocowałem – to dobre słowo.





Sama robota na stolarni – bardzo sympatyczna. Jeszcze bym sobie jakieś mebelki trzasnął, lecz niestety więcej takich rufówka nie potrzebuje. Trzeba było poprzestać na smutnych wiadrach i beczkach.
Do jednego wiadra wlałem wodę, by sprawdzić, czy aby szczelne. Próba zakończyła się sukcesem. Można lać;).



O całej rufówce można na tą chwilę powiedzieć tak: „Jeszcze tu wrócimy…”.







I tradycyjnie widoczki na całość, choć w ogólnym odbiorze wiele się nie zmieniło.





Poszalałem sobie z rozmiarem zdjęć, ale skoro moderatory też tak robią, to jak mniemam - można..., a przynajmniej można spróbować:) (Czekam na ewentualną pacyfikację).

Pozdrawiam

Post zmieniony (23-04-18 16:18)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
18-12-17 22:10  Odp: [R] Żaglowy "Mercury" (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej, dziękuję za podtrzymanie na duchu, bo nie ukrywam, że ciężko jest zassać się ostatnio do pracy przy Mercu.

Petrov – focie wrzuciłem trochę tytułem eksperymentu. Ciekaw byłem, jak to będzie wyglądać i czy ktoś będzie miał problem z otworzeniem z nimi strony. Myślę, że dla Oglądających jest to po prostu wygodniejsze, a gdzieś czytałem, że regulamin w tym punkcie jest dyskutowany. Ja co prawda głosu nie mam, ale - samozwańczo - ostatnią aktualizacją głosuję za dużymi fociami:). Jeśli jednak trzeba będzie je zmienić, to nie ma problemu.

Darmuszka – „wstrząśnięty”, ale mam nadzieję, że nie „zmieszany”? ;). Sorki tak mi się jakoś skojarzyło z agentem 007:). Trzymam kciuki i wyrażam wielki szacunek za Twój projekt o trudnej do wymówienia nazwie. Mam nadzieję, że uda Ci się go gdzieś wydać.

Marek1, Ryszard, Lesio73, IJN Łukasz – dzięki.

Paragraf – „Panie – zarobiony jestem. Do końcu roku żadnej roboty nie biorę”:). A tak na poważnie to myślę, że – podobnie jak wszystkie inne rzeczy na Twoim modelu – zrobisz takie wypłowienie z pięć razy lepiej od mnie, albo nawet osiem.

Lepic – nie zazdraszczaj, tylko do dzieła! Ciśniesz!

ANDR7EJ – no to jest dobra koncepcja, którą przedstawiłeś – dzięki. Tak, jak mówisz - to może mało rzeczywiste, ale tak mnie kurczę kusiło… Zwłaszcza, gdy zobaczyłem to na jednym modelu. Przy karonadach zmieniać już nie będę. Trochę boję się szkód w pokładzie (słoneczka są przyklejone), a poza tym dalej mi się kurczę tak podoba. Jednak przy działach, które niebawem staną pomiędzy karonadami, słoneczka już sobie odpuszczę – dzięki za sugestię!

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
22-12-17 21:09  Odp: [R] Żaglowy "Mercury" (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej Waldi - masz rację - słabo to wyszło. Zacząłem już robić nowe bloczki podwójne - po staremu, jak w poprzednich modelikach i wydaje mi się, że przy armatach, które jeszcze muszę zamontować, będzie lepiej. Ale efekty będę w stanie pewnie pokazać dopiero za jakiś czas. Natomiast tych przy karonadach już chyba nie będę ruszał.

Korzystając z okazji, wszystkim Forumowiczom życzę Dobrych Świąt!

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-10-18 15:05  Odp: [R] Żaglowy "Mercury" (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Odkurzyłem modelik, zatem można odkurzyć relację.
Na początek poszły patyczki, które utworzyły bukszpryt.



Aby można było go do końca „olinować”, trzeba było jednak podjąć trudne wyzwanie budowy figury galionowej. Miała ona przedstawiać Merkurego, czyli (jak podaje wiki) posłańca bogów, ale także rzymskiego (lub greckiego - Hermesa) boga handlu, zysku i kupiectwa.
Początkowo bazowałem na rysunku z wycinanki i po kilku próbach wyszło takie coś.



Materiał to modelina i karton – ale ten tylko na skrzydełka na czapce, która (jak wyczytałem z interneta) nazywała się fachowo petasos, co zresztą nie ma większego znaczenia.
Pomalowałem, pocieniowałem, ale wyszło na to, że gość nie bardzo ma co z rękoma zrobić.
Doczytałem zatem jeszcze troszkę o atrybutach Merkurego i dodałem mu kaduceusz, symbol pokoju i handlu, którego przeznaczeniem było uśmierzanie sporów.

Ostatecznie wyszło jak poniżej. Dla mnie to maks możliwości, więc pozostaje mi być zadowolonym:) A najbardziej cieszę się z tego, iż droga do olinowania została otworzona.







I na koniec widoczki ogólne. Merc rośnie.



Pozdrawiam

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
20-10-18 19:23  Odp: [R] Żaglowy
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hihi, StuG-u, dostrzegłeś w nim CZŁOWIEKA:) i za to Ci dziękuję. Czy Tuchajbej, czy inny bej to już mniejsza.
Zasłoni się jakimiś linami i ledwie będzie widać. W tym cała nadzieja:)

Post zmieniony (21-10-18 09:26)

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
01-12-18 14:47  Odp: [R] Żaglowy "Mercury" (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej Kudłaty – dzięki. Zatem zostawiamy dziada. A przy okazji – nie będę ukrywał, że bardzo chętnie zobaczyłbym kontynuację Twojej LBP.

Jako, że Merc z tym wystającym bukszprytem wyglądał nieco prowokacyjnie, zacząłem robić kolejne patyki. Ostatecznie wyszły tak:



Pewnie to proste elementy, ale dla mnie były jednak wyzwaniem. Może przez to, że jakoś ciężko wracałem do tego modelu i próbowałem sobie przypomnieć, o co tu w ogóle chodziło. Zanim z grubsza załapałem, dwie pierwsze wersje masztów trafiły do kosza. Dzięki temu nie mogę ich pokazać i w sumie dobrze, bo skutkowałoby to relacyjnym samobójstwem:).

Dlaczego nie wyszło? Głównie przez błędny zamysł, by najpierw wszystko skleić, a potem pomalować. Pomimo kładzenia cienkich warstw farby wychodziło naprawdę słabo i nieestetycznie.

Miałem już to cisnąć na kolejne pół roku, ale podjąłem jeszcze jedną próbę.
Jako materiał wyjściowy miałem kijek o przekroju okrągłym, zatem na jego końcach nadałem mu kształt o przekroju kwadratowym i całość przeszlifowałem.



Następnie pomalowałem dolną częścią. Obejmy oraz wzmocnienia masztu wyciąłem i również pomalowałem przed montażem.

Dopiero wtedy zacząłem to wszystko sklejać do kupy. Obejmy wyciąłem z cienkiego papieru – łatwiej się je wtedy okleja, choć czasem paseczek potrafił się zerwać. Nic to – doklejałem.



Między obejmami przyklejałem (w charakterze dystansu) czarny pasek, dzięki czemu odstępy miedzy owijkami były jednakowo równe na całym maszcie.
Czarny pasek owinąłem czarną linką.



Potem przyszedł czas na listwę, która miała zostać umieszczona z „przodu” masztu. Najpierw wyciąłem samą listwę.
Następnie przymierzyłem ją do masztu i oznaczyłem, w których miejscach należy ją podkleić.



Przed podklejeniem wszystkie elementy lekko wyobliłem, aby pasowały do masztu.
Po podklejeniu i wyschnięciu pozostało odciąć wystające kawałki, pomalować całą listwę i przykleić ją do masztu.
Z pasków czarnego papieru dokończyłem elementy obejm.







Górną część masztu zrobiłem właściwie wg tego samego sposobu. Czyli najpierw pomalowałem i ją, i wszystkie elementy, która miały się na niej znaleźć. Pomalowane elementy przetarłem lekko na krawędziach drobniutkim papierem ściernym, w ramach bezchemicznego postarzania elementów:).



Maszty zostały usadowione w kadłubie i przygotowane pod montaż want. Miałem napisać, że teraz już tylko linki - linki, ale przypomniałem sobie, że kilka detali na pokładzie jednak do zrobienia pozostało. Zatem linki to jeszcze tak za chwileczkę.
Nieco rozebrałem też olinowanie bukszprytu, bo uznałem, że nadaje się i owszem - ale wyłącznie do poprawki.

Oj lubię sobie dokładać roboty przy tym modeliku, lubię.
Jeśli go kiedyś skończę, to sam będę zdziwiony:).



Pozdrawiam

Odpowiedz na tę wiadomość 
 
09-12-18 18:08  Odp: [R] Żaglowy "Mercury" (Shipyard 1:96)
Mariaszek 



Na Forum:
Relacje w toku - 3
Relacje z galerią - 10
Galerie - 5
 

Hej,

Kudłaty – ach te materiały dodatkowe – przekleństwo i błogosławieństwo w jednym:).

Seahorse – a dość nieoczekiwanie prace przyspieszyły, więc może "kiedyś" jednak nastąpi.


Jednak nie wytrzymałem z linkami:). Zawiązałem jedną na próbę, potem drugą i jakoś tak samo poszło.

Wiązanie want robiłem w ten sposób, że najpierw nakładałem linkę na maszt i wiązałem. Potem odmierzałem miejsca, gdzie należy zamocować jufersy. Po ich obwiązaniu przeplatałem nić. Jej zakończenie jest tym czymś, co od ideału nieco odbiega, ale chyba na tyle mnie na tą chwilę stać.



Zanim olinowałem fokmaszt, wykonałem reling na dziobie. Słupki z drutu miedzianego 0,5 mm, wklejałem w nawiercone otworki, a potem przeplotłem linkę.



Ogólnie (i dość niespodziewanie) pierwszy, całkiem przyjemny etap olinowania za nami. Nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy.





Pozdrawiam

Odpowiedz na tę wiadomość 
 Tematy/Start  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 

 Działy  |  Chcesz sie zalogowac? Zarejestruj się 
 Logowanie
Wpisz Login:
Wpisz Hasło:
Pamiętaj:
   
 Zapomniałeś swoje hasło?
Wpisz swój adres e-mail lub login, a nowe hasło zostanie wysłane na adres e-mail zapisany w Twoim profilu.


© konradus 2001-2018